19.01.2026, 14:57 ✶
– Kawy, koniecznie więc czeka mnie rewizyta u Ciebie moja droga... – wtrącił Anthony w jej wypowiedź, bo dobrej kawy nie zamierzał nigdy odmawiać, a znał gusta Guinevery wykształcone w odpowiednim miejscu i czasie, aby nie wątpić, że będzie to napitek pierwszej klasy.
W imionach orientował się o tyle o ile, nie będąc aż tak zagłębiony w drzewo genealogiczne McGonagallów, wykraczające poza fakt, że gdzieś na jego gałęziach siedziała Minevra z Hogwartu i Guinevere'a z Aleksandrii. No i Cathal... Jak sól w oku, ale Anthony tak wiele razy udawał, że zasłyszane informacje go nie dziwią, ni ziębią ni chłodzą. Dlatego też nawet nie mrugnął, sącząc sobie swoją herbatę, ciekaw wróżby, omenu, który dostrzeże jego przyjaciółka.
Na wspomnienie Lazarusa uniósł nieco zaskoczony brwi.
– Znacie się z wykopalisk, czy mieliście okazję przy innej okazji? Rozpatrywał Twoją reklamację w Urzędzie Celnym? – było w tym coś miłego, że McGonagallówna znała jego najbliższe otoczenie. Och, jakżeby chciał możliwie szybko i skutecznie ukraść ją Cathalowi! Niestety, wolny wiatr z północnej Afryki od razu przejrzałby jego gierki dążące do tego, Anthony więc nawet nie próbował. Może gdyby został archeologiem i badaczem jak Thomas... Cóż, wtedy być może ich szarada sprzed lat z udawanymi zrękowinami, byłaby mniej zabawna, a bardzo poważna.
Wróżbę przyjął nie kryjąc rozluźnienia i wdzięcznego uśmiechu. – Oby. – kryzys pobudzał w nim przesądność, w normalnych okolicznościach zawierzałby przyszłość tylko Morpheusowi, teraz jednak łapał się każdej pozytywnej wróżby. Zaraz potem jednak oddał pałeczkę pierwszeństwa swojemu Zastępcy, choć nie rozmawiali o sprawach służbowych. Absolutnie nie. Nie zamierzał się wtrącać w te... negocjacje, które nosiły płaszczyk spotkania przy herbacie. Też był po trosze ciekaw, jak to wygląda. Też był po trosze ciekaw, co odpowie na tak postawioną sprawę kobieta rozdarta między światem historii i medycyny.
W imionach orientował się o tyle o ile, nie będąc aż tak zagłębiony w drzewo genealogiczne McGonagallów, wykraczające poza fakt, że gdzieś na jego gałęziach siedziała Minevra z Hogwartu i Guinevere'a z Aleksandrii. No i Cathal... Jak sól w oku, ale Anthony tak wiele razy udawał, że zasłyszane informacje go nie dziwią, ni ziębią ni chłodzą. Dlatego też nawet nie mrugnął, sącząc sobie swoją herbatę, ciekaw wróżby, omenu, który dostrzeże jego przyjaciółka.
Na wspomnienie Lazarusa uniósł nieco zaskoczony brwi.
– Znacie się z wykopalisk, czy mieliście okazję przy innej okazji? Rozpatrywał Twoją reklamację w Urzędzie Celnym? – było w tym coś miłego, że McGonagallówna znała jego najbliższe otoczenie. Och, jakżeby chciał możliwie szybko i skutecznie ukraść ją Cathalowi! Niestety, wolny wiatr z północnej Afryki od razu przejrzałby jego gierki dążące do tego, Anthony więc nawet nie próbował. Może gdyby został archeologiem i badaczem jak Thomas... Cóż, wtedy być może ich szarada sprzed lat z udawanymi zrękowinami, byłaby mniej zabawna, a bardzo poważna.
Wróżbę przyjął nie kryjąc rozluźnienia i wdzięcznego uśmiechu. – Oby. – kryzys pobudzał w nim przesądność, w normalnych okolicznościach zawierzałby przyszłość tylko Morpheusowi, teraz jednak łapał się każdej pozytywnej wróżby. Zaraz potem jednak oddał pałeczkę pierwszeństwa swojemu Zastępcy, choć nie rozmawiali o sprawach służbowych. Absolutnie nie. Nie zamierzał się wtrącać w te... negocjacje, które nosiły płaszczyk spotkania przy herbacie. Też był po trosze ciekaw, jak to wygląda. Też był po trosze ciekaw, co odpowie na tak postawioną sprawę kobieta rozdarta między światem historii i medycyny.