19.01.2026, 16:46 ✶
Gdy Pandora się pojawiła, Brenna wpatrywała się w niebo.
Było szare, ale nie było na nim gęstych, ciemnych chmur, zwiastujących nieuchronną katastrofę. Nie leciał z niego popiół. A jednak nieprzyjemne uczucie i myśl o nadciągającej grozie nie chciały odejść, i chociaż powtarzała sobie, że to tylko wyobraźnia, ledwo powstrzymała odruch sięgnięcia ku różdżce, gdy usłyszała, że ktoś się pojawił.
Nie szalej, Brenno, nakazała sama sobie, obracając się do Pandory z uśmiechem i wyciągając ręce, by ją uściskać. Nigdy nie miała wielkich oporów wobec takich gestów, przynajmniej jak długo wiedziała, że dla drugiej osoby nie będą niekomfortowe, a Prewettówna wydawała się tak otwarta, że tu Brenna nie wahała się ani chwili.
– Mam nadzieję, że wszystko w porządku? Nikt… Jak tam twoje mieszkanie? Kensington chyba znalazło się poza linią? – spytała, urywając w półsłowa na drugim pytaniu, bo przecież wiedziała, że owszem, ktoś z ich rodziny ucierpiał. Wiedziała też, że Pandora była cała, tak jak jej brat, bo posłała do nich wiadomości, a z kolei dom Hjalmara sprawdziła osobiście, czy nie padł ofiarą płomieni. Ale nie oznaczało to, że nie było jakichś strat, o których wieści nie dotarły do jej uszu: bo litania skarg była długa i głośna, i łatwo mogły w niej zaginąć pojedyncze głosy.
Próbowała słuchać. Ale to nie oznaczało, że się uda.
– Tak, mam notatki. Willow… pani Summerset… myślę, że w jej domu twoje umiejętności będą nieocenione, mogłabyś naprawić mechanizm przy drzwiach, który oszalał i pomóc z renowacją. Poza tym chcę wpaść do państwa Lewisów, obiecałam, że pomogę im opłacić rzemieślnika. Po drodze jak się uda wymienię parę słów z sąsiadami, zapisuję sobie, co i jak, mogło coś się zmienić od ostatniego obchodu – powiedziała, unosząc swój notatnik. Pani Marble na przykład, Brenna wspomniała jej o rytuale, który opisał jej Thomas i chciała wiedzieć, czy w Mabon zadziałał u niej, czy tez trzeba było kombinować dalej. No i sprawdzić, czy jej sąsiadka z kolei zdołała znaleźć kogoś, kto naprawi dach, czy tutaj trzeba będzie też pomocy. – Panda, czasem mam wrażenie, że twoim zdaniem się głodzę – stwierdziła, z odrobiną rozbawienia, obejmując ją w pół i ciągnąć powoli ścieżką. Wydawała się spokojna, może nawet zadowolona, bo miała przy sobie przyjaciółkę.
Ale na jej żołądku leżał nieznośny ciężar i to wcale nie dlatego, że martwiła się o Lewisów i o to, jak wiele napraw trzeba wykonać w ich domu.
Uniosła głowę, niby na słowa Prewettówny o Marze, ale tak naprawdę chciała się upewnić, że niebo nie ciemnieje.
– Nie mam dziś herbaty, za to mam dla ciebie czekoladową żabę.
Było szare, ale nie było na nim gęstych, ciemnych chmur, zwiastujących nieuchronną katastrofę. Nie leciał z niego popiół. A jednak nieprzyjemne uczucie i myśl o nadciągającej grozie nie chciały odejść, i chociaż powtarzała sobie, że to tylko wyobraźnia, ledwo powstrzymała odruch sięgnięcia ku różdżce, gdy usłyszała, że ktoś się pojawił.
Nie szalej, Brenno, nakazała sama sobie, obracając się do Pandory z uśmiechem i wyciągając ręce, by ją uściskać. Nigdy nie miała wielkich oporów wobec takich gestów, przynajmniej jak długo wiedziała, że dla drugiej osoby nie będą niekomfortowe, a Prewettówna wydawała się tak otwarta, że tu Brenna nie wahała się ani chwili.
– Mam nadzieję, że wszystko w porządku? Nikt… Jak tam twoje mieszkanie? Kensington chyba znalazło się poza linią? – spytała, urywając w półsłowa na drugim pytaniu, bo przecież wiedziała, że owszem, ktoś z ich rodziny ucierpiał. Wiedziała też, że Pandora była cała, tak jak jej brat, bo posłała do nich wiadomości, a z kolei dom Hjalmara sprawdziła osobiście, czy nie padł ofiarą płomieni. Ale nie oznaczało to, że nie było jakichś strat, o których wieści nie dotarły do jej uszu: bo litania skarg była długa i głośna, i łatwo mogły w niej zaginąć pojedyncze głosy.
Próbowała słuchać. Ale to nie oznaczało, że się uda.
– Tak, mam notatki. Willow… pani Summerset… myślę, że w jej domu twoje umiejętności będą nieocenione, mogłabyś naprawić mechanizm przy drzwiach, który oszalał i pomóc z renowacją. Poza tym chcę wpaść do państwa Lewisów, obiecałam, że pomogę im opłacić rzemieślnika. Po drodze jak się uda wymienię parę słów z sąsiadami, zapisuję sobie, co i jak, mogło coś się zmienić od ostatniego obchodu – powiedziała, unosząc swój notatnik. Pani Marble na przykład, Brenna wspomniała jej o rytuale, który opisał jej Thomas i chciała wiedzieć, czy w Mabon zadziałał u niej, czy tez trzeba było kombinować dalej. No i sprawdzić, czy jej sąsiadka z kolei zdołała znaleźć kogoś, kto naprawi dach, czy tutaj trzeba będzie też pomocy. – Panda, czasem mam wrażenie, że twoim zdaniem się głodzę – stwierdziła, z odrobiną rozbawienia, obejmując ją w pół i ciągnąć powoli ścieżką. Wydawała się spokojna, może nawet zadowolona, bo miała przy sobie przyjaciółkę.
Ale na jej żołądku leżał nieznośny ciężar i to wcale nie dlatego, że martwiła się o Lewisów i o to, jak wiele napraw trzeba wykonać w ich domu.
Uniosła głowę, niby na słowa Prewettówny o Marze, ale tak naprawdę chciała się upewnić, że niebo nie ciemnieje.
– Nie mam dziś herbaty, za to mam dla ciebie czekoladową żabę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.