19.01.2026, 20:45 ✶
Ceolsige wciąż sączyła swój trunek, pozwalając, by rozgrzewające opary korzennych przypraw łagodziły ostrość alkoholu. Słuchała wyjaśnień Lazarusa z dość tajemniczym uśmieszkiem błąkającym się na ustach, choć jej uwaga wydawała się skupiona niemal wyłącznie na siedzącej naprzeciwko Urd.
– Właściwie, Lazarusie, zależało mi głównie na ich sieciach – rzuciła machinalnie, nie odrywając wzroku od kuzynki. – Nic tak nie oddaje ducha regałom jak odrobina naturalnej bieli pajęczej przędzy. - delikatnie prychnęła jakby jakaś wizja rozbawiała ją nieznacznie - oraz wścibskim futrzastym noskom.
Jej smukły palec zaczął wystukiwać delikatny, rytmiczny rytm na krawędzi naczynia. Dopiero po chwili powoli odwróciła spojrzenie w stronę klątwołamacza. Jej twarz przybrała typowy dla niej wyraz uprzejmego zainteresowania, któremu tym razem towarzyszył ledwie dostrzegalny, uroczy rumień na policzkach.
– Z zadowoleniem odkrywam kolejny obszar, w którym będę mogła korzystać z twoich rzeczowych ekspertyz – dodała, skłaniając lekko głowę, co było sygnałem zamknięcia tematu hodowli z jej strony. Ceniła w nim rzeczowość i merytoryczność głoszonych opinii. Nieistotny pretekst do rozmowy sprawił, że nieco poważniej rozważała dodatkowego mieszkańca poza Firefly.
Zwróciła się ku kuzynce, a jej brwi powędrowały wysoko w górę w udawanym, karcącym wyrazie twarzy.
– Rózgi za karę bać się nie musisz, droga Urd. Przecież nie było na co donosić... prawda? – Zawiesiła głos na ułamek sekundy, po czym szybko ukryła przekorny uśmiech pod kolejnym łykiem grzańca.
Gdy Urd wspomniała o opłakanym stanie Londynu i wyrwach po domach, Ceolsige spoważniała. Wyraz twarzy ukryty pozostał za dłońmi trzymającymi kubek przy ustach. Zapadający się w ogniu budynek. Szloch pośród dymu. Jeden łyk przeszedł płynnie w następny i kolejny. Tym razem opróżniła niemal całą pozostałą porcję sprowadzając myśli na właściwe koleiny. Polityczne komentarze i bardziej poważna dyskusja kusiła przez chwilę. Ostatecznie jednak przyszła tu dla niezobowiązującej przyjemności kosztowania trunku. Odstawiła naczynie z cichym westchnieniem nie zostawiając na swojej twarzy większych śladów po wcześniejszych rozważaniach.
– Szaleństwo i majaki zbierają tradycyjnie swoje plony. Pożałowania godne marnotrawstwo i małostkowość. – stwierdziła sucho, tonem, na który przelało się więcej, niż tylko śladowa ilość pogardy. Jej wyprostowana postawa i na chwile ściągnięte brwi zniechęcały dość jednoznacznie do zagłębiania się w temat.
Po króciutkiej chwili jej spojrzenie zmieniło się. Uśmiechnęła się do kuzynki w sposób, którego nie powstydziłby się drapieżnik witający innego łowcę na swoim terytorium. Ustawiła głowę pod takim kątem, by pełnia tego drapieżnego, porozumiewawczego wyrazu twarzy pozostała zasłonięta dla siedzącego obok Lazarusa.
– Wiele miejsc wartych jest jednak zobaczenia mimo wszystko. Wiele ukrytych klejnotów zalśniło znacznie jaśniej pośród popiołów – dopowiedziała niskim, aksamitnym głosem. – Chętnie zapoznam cię z obecnym krajobrazem, Urd. Natrafimy na coś, co znajdziesz interesującym.
To była jasna propozycja wspólnego "pozyskiwania" fantów, uczciwe zaproszenie podyktowane głownie sympatią i nieco pragmatyzmem. Nade wszystko jednak pretekstem do spędzenia odrobiny czasu w swoim towarzystwie. Po chwili Ceolsige rozluźniła mięśnie twarzy, porzucając drapieżną maskę. Kątem oka spojrzała na wyraźnie zmęczonego Lazarusa, czując, pchaną niewielkim ukłuciem winy, potrzebę złagodzenia nastroju.
– Cóż... – rzuciła luźno nad stołem, nie kierując słów do nikogo konkretnego. – Ten trunek ma w sobie zaskakująco dużo... charakteru. Jak wasze doznania? Czy korzenny duch herbaty spełnił oczekiwania, czy może potrzebujecie czegoś mocniejszego na zakończenie tego wieczoru?
– Właściwie, Lazarusie, zależało mi głównie na ich sieciach – rzuciła machinalnie, nie odrywając wzroku od kuzynki. – Nic tak nie oddaje ducha regałom jak odrobina naturalnej bieli pajęczej przędzy. - delikatnie prychnęła jakby jakaś wizja rozbawiała ją nieznacznie - oraz wścibskim futrzastym noskom.
Jej smukły palec zaczął wystukiwać delikatny, rytmiczny rytm na krawędzi naczynia. Dopiero po chwili powoli odwróciła spojrzenie w stronę klątwołamacza. Jej twarz przybrała typowy dla niej wyraz uprzejmego zainteresowania, któremu tym razem towarzyszył ledwie dostrzegalny, uroczy rumień na policzkach.
– Z zadowoleniem odkrywam kolejny obszar, w którym będę mogła korzystać z twoich rzeczowych ekspertyz – dodała, skłaniając lekko głowę, co było sygnałem zamknięcia tematu hodowli z jej strony. Ceniła w nim rzeczowość i merytoryczność głoszonych opinii. Nieistotny pretekst do rozmowy sprawił, że nieco poważniej rozważała dodatkowego mieszkańca poza Firefly.
Zwróciła się ku kuzynce, a jej brwi powędrowały wysoko w górę w udawanym, karcącym wyrazie twarzy.
– Rózgi za karę bać się nie musisz, droga Urd. Przecież nie było na co donosić... prawda? – Zawiesiła głos na ułamek sekundy, po czym szybko ukryła przekorny uśmiech pod kolejnym łykiem grzańca.
Gdy Urd wspomniała o opłakanym stanie Londynu i wyrwach po domach, Ceolsige spoważniała. Wyraz twarzy ukryty pozostał za dłońmi trzymającymi kubek przy ustach. Zapadający się w ogniu budynek. Szloch pośród dymu. Jeden łyk przeszedł płynnie w następny i kolejny. Tym razem opróżniła niemal całą pozostałą porcję sprowadzając myśli na właściwe koleiny. Polityczne komentarze i bardziej poważna dyskusja kusiła przez chwilę. Ostatecznie jednak przyszła tu dla niezobowiązującej przyjemności kosztowania trunku. Odstawiła naczynie z cichym westchnieniem nie zostawiając na swojej twarzy większych śladów po wcześniejszych rozważaniach.
– Szaleństwo i majaki zbierają tradycyjnie swoje plony. Pożałowania godne marnotrawstwo i małostkowość. – stwierdziła sucho, tonem, na który przelało się więcej, niż tylko śladowa ilość pogardy. Jej wyprostowana postawa i na chwile ściągnięte brwi zniechęcały dość jednoznacznie do zagłębiania się w temat.
Po króciutkiej chwili jej spojrzenie zmieniło się. Uśmiechnęła się do kuzynki w sposób, którego nie powstydziłby się drapieżnik witający innego łowcę na swoim terytorium. Ustawiła głowę pod takim kątem, by pełnia tego drapieżnego, porozumiewawczego wyrazu twarzy pozostała zasłonięta dla siedzącego obok Lazarusa.
– Wiele miejsc wartych jest jednak zobaczenia mimo wszystko. Wiele ukrytych klejnotów zalśniło znacznie jaśniej pośród popiołów – dopowiedziała niskim, aksamitnym głosem. – Chętnie zapoznam cię z obecnym krajobrazem, Urd. Natrafimy na coś, co znajdziesz interesującym.
To była jasna propozycja wspólnego "pozyskiwania" fantów, uczciwe zaproszenie podyktowane głownie sympatią i nieco pragmatyzmem. Nade wszystko jednak pretekstem do spędzenia odrobiny czasu w swoim towarzystwie. Po chwili Ceolsige rozluźniła mięśnie twarzy, porzucając drapieżną maskę. Kątem oka spojrzała na wyraźnie zmęczonego Lazarusa, czując, pchaną niewielkim ukłuciem winy, potrzebę złagodzenia nastroju.
– Cóż... – rzuciła luźno nad stołem, nie kierując słów do nikogo konkretnego. – Ten trunek ma w sobie zaskakująco dużo... charakteru. Jak wasze doznania? Czy korzenny duch herbaty spełnił oczekiwania, czy może potrzebujecie czegoś mocniejszego na zakończenie tego wieczoru?