19.01.2026, 21:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 21:58 przez Bard Beedle.)
Z przejścia nie dobiegały żadne dźwięki. Gdy Dora otworzyła przejście – kamienie poruszały się powoli, zmieniając położenie tak, jakby momentami się zacinały, może przez wzgląd na to, jak wiele czasu minęło, odkąd zajmowano się tym miejscem - zajrzeli do środka, ujrzeli jedynie ciemne schody, które zdawały się ciągnąć daleko, daleko w dół. Przy jednej ze ścian dostrzegli bardzo stare kratki, w których umieszczono coś, mającego zapewne służyć jako pochodnie, choć mogli spokojnie zamiast tego użyć lumos. Światło, które przywołała Dora, oświetliło stopnie. Jonathan, gdy się rozglądał i szukał potencjalnych niebezpieczeństw, kątem oka jeszcze przed ruszeniem w ciemność wyłapał jakiś ruch, mignięcie czegoś nie do końca widzialnego, a potem poczuł chłodny powiew.
Być może nie wchodzili do podziemnego laboratorium, o którym pisali ich zaginieni naukowcy, sami. Może kobieta, która lata temu liczyła, że znajdzie w nim schronienie przed potworami, ale nie zdążyła się dostać do środka, zamierzała im towarzyszyć.
Erik natomiast, gdy zrobił kilka kroków na schodach, odniósł wrażenie, że w bladym świetle blasku lumos Dory, widzi w pokrywającym je kurzu coś, co wyglądało jak ślady – być może świadczące o tym, że… jednak to miejsce nie było opuszczone przez dziesiątki albo setki lat.
Ktoś mógł zejść tutaj przed nimi. Niedawno. Ale to chyba dobrze, zważywszy na to, że przecież na to mieli nadzieję: że znajdą tutaj jeśli nie obu, to przynajmniej jednego z zaginionych. Pytaniem było jednak… jeżeli tu wszedł, to co powstrzymało go przed wyjściem?
Trzy kolejne kroki. Dość czasu, by wymienić parę zdań, jeśli chcieli poinformować się nawzajem o tych drobnych odkryciach. A potem…
Potem poczuli coś, co mogło się im przydarzyć kiedyś w Hogwarcie.
Stopnie pod ich stopami zaczęły się poruszać.
Prawdopodobnie zaklęto je w jakiś sposób, by broniły przejścia intruzom lub trzeba było zrobić coś, by temu zapobiec. I niekoniecznie ten ruch był tak nieszkodliwy, jak tych hogwarckich…
Proszę was wszystkich o wykonanie rzutów na af!
Odpisy proszę do 22.00 22.10
Być może nie wchodzili do podziemnego laboratorium, o którym pisali ich zaginieni naukowcy, sami. Może kobieta, która lata temu liczyła, że znajdzie w nim schronienie przed potworami, ale nie zdążyła się dostać do środka, zamierzała im towarzyszyć.
Erik natomiast, gdy zrobił kilka kroków na schodach, odniósł wrażenie, że w bladym świetle blasku lumos Dory, widzi w pokrywającym je kurzu coś, co wyglądało jak ślady – być może świadczące o tym, że… jednak to miejsce nie było opuszczone przez dziesiątki albo setki lat.
Ktoś mógł zejść tutaj przed nimi. Niedawno. Ale to chyba dobrze, zważywszy na to, że przecież na to mieli nadzieję: że znajdą tutaj jeśli nie obu, to przynajmniej jednego z zaginionych. Pytaniem było jednak… jeżeli tu wszedł, to co powstrzymało go przed wyjściem?
Trzy kolejne kroki. Dość czasu, by wymienić parę zdań, jeśli chcieli poinformować się nawzajem o tych drobnych odkryciach. A potem…
Potem poczuli coś, co mogło się im przydarzyć kiedyś w Hogwarcie.
Stopnie pod ich stopami zaczęły się poruszać.
Prawdopodobnie zaklęto je w jakiś sposób, by broniły przejścia intruzom lub trzeba było zrobić coś, by temu zapobiec. I niekoniecznie ten ruch był tak nieszkodliwy, jak tych hogwarckich…
Proszę was wszystkich o wykonanie rzutów na af!
Odpisy proszę do 22.00 22.10