19.01.2026, 22:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2026, 22:35 przez Brenna Longbottom.)
Brenna też nie była ślepa i może w innych warunkach doceniłaby jak nieziemsko przystojnego gościa właśnie dosłownie zwaliła z nóg, gdyby nie to, że ten był przestępcą, a ona musiała go aresztować. Gdy Victoria szukała jego różdżki, ona przemieniła się z powrotem, ale wciąż trzymała kłusownika przyciśniętego do podłogi, dopóki czar Lestrange go nie skrępował, przez co nie mógł się szarpać.
Przynajmniej teraz już rozumiała, dlaczego według notatki z godziny bliskiej północy miała złapać Adonisa.
Zsunęła się na ziemię i w pośpiechu zacisnęła mu te kajdanki na nadgarstkach. Wolała nie ryzykować, że zejdzie im tutaj dłużej i jeśli czar przestanie działać ten człowiek ucieknie albo, co gorsza, zaatakuje je od tyłu. A gdy wstała z zewnątrz dobiegł kolejny huk, a potem nastała cisza: i Brenna mogła tylko wierzyć, czy to w umiejętności Apolla, czy w to, że jej notatki były prawdziwe i właśnie skończyli rozprawiać się z kłusownikami.
Nie zamierzała jednak czekać, bo w ciągu dalszym było coś o „próbie ucieczki”, poderwała się więc i ruszyła szybko w stronę, z której nadszedł ten człowiek, zwłaszcza że zdawało się jej, że słychać stamtąd jakiś trzask – jakby ktoś czy to otworzył drzwi, czy coś zrzucił w pomieszczeniu. I kiedy skręciła za róg, okazało się, że ktoś faktycznie się obudził, może zaalarmowany odgłosami walki Apolla i Sadwicka, a może usłyszał Victorię i Brennę.
Gdzieś z boku raban zaczął robić jakiś ptak w klatce, ale Brenna nie miała czasu patrzeć w tamtą stronę, bo kiedy wpadła do środka, rozbłysło światło.
– Co do kurwy?! – krzyknął ktoś. W pomieszczeniu, niewielkim – pewnie to było łatwiej ogrzać – i poprzerabianym, za pomocą zaklęć i magicznego rzemiosła zapewne, by dało się tu mieszkać, na jednym z łóżek właśnie siadał mężczyzna. Drugi stał już, musiał podnieść się moment temu i zdążył sięgnąć po różdżkę. Ani śladu pisklaków, ale niekoniecznie sypialni z nimi w jednym pokoju.
Obaj panowie byli niekompletnie ubrani i, niestety, tym razem nie był to miły widok.
af, unik przed spellem pana, który wstał
Umknęła przed czarem zgrabnym ruchem, tak że ten trafił w ścianę, a jednocześnie rzuciła własne zaklęcie, próbując wytworzyć ciśnienie, które wyrwie mu różdżkę z ręki. Drugi mężczyzna chwytał tymczasem własną.
Przynajmniej teraz już rozumiała, dlaczego według notatki z godziny bliskiej północy miała złapać Adonisa.
Zsunęła się na ziemię i w pośpiechu zacisnęła mu te kajdanki na nadgarstkach. Wolała nie ryzykować, że zejdzie im tutaj dłużej i jeśli czar przestanie działać ten człowiek ucieknie albo, co gorsza, zaatakuje je od tyłu. A gdy wstała z zewnątrz dobiegł kolejny huk, a potem nastała cisza: i Brenna mogła tylko wierzyć, czy to w umiejętności Apolla, czy w to, że jej notatki były prawdziwe i właśnie skończyli rozprawiać się z kłusownikami.
Nie zamierzała jednak czekać, bo w ciągu dalszym było coś o „próbie ucieczki”, poderwała się więc i ruszyła szybko w stronę, z której nadszedł ten człowiek, zwłaszcza że zdawało się jej, że słychać stamtąd jakiś trzask – jakby ktoś czy to otworzył drzwi, czy coś zrzucił w pomieszczeniu. I kiedy skręciła za róg, okazało się, że ktoś faktycznie się obudził, może zaalarmowany odgłosami walki Apolla i Sadwicka, a może usłyszał Victorię i Brennę.
Gdzieś z boku raban zaczął robić jakiś ptak w klatce, ale Brenna nie miała czasu patrzeć w tamtą stronę, bo kiedy wpadła do środka, rozbłysło światło.
– Co do kurwy?! – krzyknął ktoś. W pomieszczeniu, niewielkim – pewnie to było łatwiej ogrzać – i poprzerabianym, za pomocą zaklęć i magicznego rzemiosła zapewne, by dało się tu mieszkać, na jednym z łóżek właśnie siadał mężczyzna. Drugi stał już, musiał podnieść się moment temu i zdążył sięgnąć po różdżkę. Ani śladu pisklaków, ale niekoniecznie sypialni z nimi w jednym pokoju.
Obaj panowie byli niekompletnie ubrani i, niestety, tym razem nie był to miły widok.
af, unik przed spellem pana, który wstał
Rzut PO 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!
Umknęła przed czarem zgrabnym ruchem, tak że ten trafił w ścianę, a jednocześnie rzuciła własne zaklęcie, próbując wytworzyć ciśnienie, które wyrwie mu różdżkę z ręki. Drugi mężczyzna chwytał tymczasem własną.
Rzut W 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.