20.01.2026, 04:33 ✶
Atreus nie miał zbytnio pojęcia o co chodziło z tą całą mandragorą. Znaczy coś tam słyszał i widział że Victoria trochę wydawała się tym, jakby to powiedzieć, podkurwiona, ale jak tylko się dowiedział że chodziło o te przeklęte kwiaty, które darły twarze i do tego wyglądały jak dzieci owinięte w worki po kartoflach, to stracił całe zainteresowanie. Ot, komuś spadło i się popsuło, czy cokolwiek im się tam z tymi chwastami stało.
Grzecznie uniósł filiżankę, odpowiadając na toast Anthony'ego i upił nieco. Była dobra. Taka inna, ale chyba nie miał czasu sobie sprawić takiej grzejącej beczki żeby robić taką w domu.
- W sumie to nie wiem czy wiesz, ale niektórzy mieli wizje związane z tym co miało nadciągnąć - grzecznie zauważył, kiedy Victoria wspomniała o tym przewidywaniu. - Jasnowidzowie w sensie. Jak to jednak bywa z przepowiedniami, są niewiele warte do momentu kiedy nie odnajdujesz się w samych ich środku - wyrzucił to z siebie niemal wesoło, dławiąc w ten sposób ból ale i też zwyczajną gorycz. Ministerstwo wiedziało i nic to nie zmieniło. Przewidywania były, ale po prawdzie, chyba i tak większość ludzi uważała, że chodziło o Samhain, bo i jak mogło być inaczej? Dlaczego musiał być to pierdolony przypadkowy piątek wieczorem?
- Jedynym, który się liczył - zauważył kwaśno, spoglądając kątem oka na nią, jakby się z choinki urwała. - Ale nie, Anthony, zwyczajnie sobie trenowaliśmy. Victoria jest oklumentką więc ją bezwzględnie atakowałem, no i wygrałem - upił znowu łyk kawy, trzymając filiżankę do bólu elegancko i obowiązkowo wystawionym małym paluszkiem. Puszył się bezczelnie.
- Moja wygląda tak samo. Victorii raczej też, aczkolwiek mogę się mylić, bo się jeży. Dokładnie tak samo jak ty - zerknął na Shafiqa z dezaprobatą, bo w sumie to niezbyt lubił zdolności oklumentów. Należał się im za to podziw, jasne, ale czemu robili mu pod górkę. - A ciebie ktoś sprawdzał?
Grzecznie uniósł filiżankę, odpowiadając na toast Anthony'ego i upił nieco. Była dobra. Taka inna, ale chyba nie miał czasu sobie sprawić takiej grzejącej beczki żeby robić taką w domu.
- W sumie to nie wiem czy wiesz, ale niektórzy mieli wizje związane z tym co miało nadciągnąć - grzecznie zauważył, kiedy Victoria wspomniała o tym przewidywaniu. - Jasnowidzowie w sensie. Jak to jednak bywa z przepowiedniami, są niewiele warte do momentu kiedy nie odnajdujesz się w samych ich środku - wyrzucił to z siebie niemal wesoło, dławiąc w ten sposób ból ale i też zwyczajną gorycz. Ministerstwo wiedziało i nic to nie zmieniło. Przewidywania były, ale po prawdzie, chyba i tak większość ludzi uważała, że chodziło o Samhain, bo i jak mogło być inaczej? Dlaczego musiał być to pierdolony przypadkowy piątek wieczorem?
- Jedynym, który się liczył - zauważył kwaśno, spoglądając kątem oka na nią, jakby się z choinki urwała. - Ale nie, Anthony, zwyczajnie sobie trenowaliśmy. Victoria jest oklumentką więc ją bezwzględnie atakowałem, no i wygrałem - upił znowu łyk kawy, trzymając filiżankę do bólu elegancko i obowiązkowo wystawionym małym paluszkiem. Puszył się bezczelnie.
- Moja wygląda tak samo. Victorii raczej też, aczkolwiek mogę się mylić, bo się jeży. Dokładnie tak samo jak ty - zerknął na Shafiqa z dezaprobatą, bo w sumie to niezbyt lubił zdolności oklumentów. Należał się im za to podziw, jasne, ale czemu robili mu pod górkę. - A ciebie ktoś sprawdzał?