20.01.2026, 05:24 ✶
- Nie da - powtórzył miękko, oddając słowa wprost do jej ucha i łaskocząc oddechem po skórze. Była tak blisko, że zdawało mu się że gdyby wystarczająco głośno pomyślał w głowie odpowiedź to i tak by to usłyszała. Ale niestety, musieli posługiwać się słowami, które rozcinały delikatnymi zgłoskami ciszę. Położył jej dłonie na talii, przez moment koncentrując się tylko na tym, że czuje pod palcami jej ciepło. - Uczucia pchają nas tam, gdzie iść nie powinniśmy. Wiążą i powalają, uniemożliwiając często zrobienie tego, co konieczne.
Ze związkiem z uczucia ciężko było walczyć, bo jakże można było skrzywdzić ukochaną osobę? Emocje pchały człowieka do przodu i sprawiał, że zwyczajnie głupiał, a Leviathan do bólu był świadomy tego, że sam był jedną z największych ofiar tych tendencji. Miłość była jego największym wrogiem, który wyłupywał mu oczy i zmuszał do głupoty. Do przesunięcia dłoni nieco wyżej i przyciśnięcia jej mocniej do siebie, jakby chciał się z nią zespolić w jedno. Miłość kazała mu z nadmierną troską łaknąć obecności Septimy. Miłość drażniła jego zazdrość, wzburzając krew na myśl że Faye go nie chciała. Miłość uświadamiała mu, że dla Astorii zrobiłby niemal wszystko. I ta sama Miłość zaciskała mu na gardle pętlę, kiedy wspominał Laurenta. Każda z tych miłostek była inna, posiadająca różny odcień, intensywność i kryjąca za sobą zupełnie inną relację, ale nie zmieniało to samej istoty Miłości. - Któregoś wieczoru ci go przyniosę, a ty pewnie zapomnisz o tym kompletnie i będziesz wściekła, że chciałbym cię rozliczyć z tej obietnicy - nie spodziewał się po niej wiele mniej. Była w końcu zjawą tego lasu. Była smokiem, wiedźmą, niespokojnym duchem, a te miały to do siebie że nie znosiły krat. A rodzina była kratami, przez które bardzo ciężko było sięgać po więcej, jeśli nie chciało się ich zniszczyć.
- Dostrzegając każdą słabość, będę o wiele lepiej wiedział z której strony najbardziej należy ich chronić - zauważył, krzywiąc się się nieco kiedy palcem przejechała po twardniejącej na jego plecach łusce. Nie zareagował jednak; nie odsunął się, nie skomentował tego, tylko patrzył, unosząc spojrzenie na to co znajdowało się za nią. Na panującą się za oknem ciemność i na skrawek nieba, który widać było między drzewami. Jaśniały tam gwiazdy, migotliwe i zachęcające by faktycznie zostać długo i do rana, dokładnie tak samo jak chciała. Największa z nich wydawała posiadać najbardziej przekonujące argumenty, nawet jeśli te zdawały się znajdować tylko w jego głowie.
Ze związkiem z uczucia ciężko było walczyć, bo jakże można było skrzywdzić ukochaną osobę? Emocje pchały człowieka do przodu i sprawiał, że zwyczajnie głupiał, a Leviathan do bólu był świadomy tego, że sam był jedną z największych ofiar tych tendencji. Miłość była jego największym wrogiem, który wyłupywał mu oczy i zmuszał do głupoty. Do przesunięcia dłoni nieco wyżej i przyciśnięcia jej mocniej do siebie, jakby chciał się z nią zespolić w jedno. Miłość kazała mu z nadmierną troską łaknąć obecności Septimy. Miłość drażniła jego zazdrość, wzburzając krew na myśl że Faye go nie chciała. Miłość uświadamiała mu, że dla Astorii zrobiłby niemal wszystko. I ta sama Miłość zaciskała mu na gardle pętlę, kiedy wspominał Laurenta. Każda z tych miłostek była inna, posiadająca różny odcień, intensywność i kryjąca za sobą zupełnie inną relację, ale nie zmieniało to samej istoty Miłości. - Któregoś wieczoru ci go przyniosę, a ty pewnie zapomnisz o tym kompletnie i będziesz wściekła, że chciałbym cię rozliczyć z tej obietnicy - nie spodziewał się po niej wiele mniej. Była w końcu zjawą tego lasu. Była smokiem, wiedźmą, niespokojnym duchem, a te miały to do siebie że nie znosiły krat. A rodzina była kratami, przez które bardzo ciężko było sięgać po więcej, jeśli nie chciało się ich zniszczyć.
- Dostrzegając każdą słabość, będę o wiele lepiej wiedział z której strony najbardziej należy ich chronić - zauważył, krzywiąc się się nieco kiedy palcem przejechała po twardniejącej na jego plecach łusce. Nie zareagował jednak; nie odsunął się, nie skomentował tego, tylko patrzył, unosząc spojrzenie na to co znajdowało się za nią. Na panującą się za oknem ciemność i na skrawek nieba, który widać było między drzewami. Jaśniały tam gwiazdy, migotliwe i zachęcające by faktycznie zostać długo i do rana, dokładnie tak samo jak chciała. Największa z nich wydawała posiadać najbardziej przekonujące argumenty, nawet jeśli te zdawały się znajdować tylko w jego głowie.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast