20.01.2026, 09:47 ✶
– A nieprawda, czasem potem wydaje się, że nawet godzina szorowania zębów to za mało – odparła, postanawiając podejść lekko do tematu, zupełnie jakby Hjalmar miał ot mały, futerkowy problem, a nie był obarczony bardzo problematyczną klątwą. Pewnie nie wspomniałaby o tej ani słowem, gdyby sam o tym nie powiedział i się nie uśmiechnął, ale tak… Uprzedzenia wobec wilkołaków wciąż istniały, ale naprawdę nie zamierzała winić kogoś za to, że został przeklęty. Nie, gdy robił wszystko, aby ta klątwa nie skrzywdziła innych.
Nie kłóciła się specjalnie z tą herbatą, zawsze mogła wypić łyk albo dwa. Tak naprawdę też nie wierzyła, że Hjalmar coś by do tej dodał… choć i tak śledziła jego ruchy dość uważnie, choć wyglądało to ot, jakby patrzyła na rozmówcę, bo cały czas dyskutowali.
– To prawda, chociaż zastanawianie się nad tym wiele nam nie da. Pozostaje działać, na ile to możliwe – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko, bo cieszyła się, że jednak nie wszyscy czystokrwiści popierają terroryzm. – Mam zdjęcia jednej, jeśli cię to interesuje… i rysunek chyba nawet przy sobie, ale rysunek nie jest zbyt dobry. Tę udało się usunąć rytuałem w Mabon, ale wcześniej poruszała się sama po ścianach i jakby próbowała się ukryć. Zdaniem znajomego specjalisty powodowała bezsenność. Coś siedzi też na ścianach domu pani Marple, gdybyś był zainteresowany zleceniem na obejrzenie ich…
Opłaconym przez Brennę, bo pani Marple nie było stać, ale nie musiał tego wiedzieć, a był rzemieślnikiem i pracował ciężko, teraz na pewno miał mnóstwo zleceń, a dla niej kilka galeonów nawet po spaleniu Warowni nie miało wielkiego znaczenia.
– A co do śladów… w domach niektórych pojawiła się na przykład sadza. Pnie się po ścianach, ma kształt dłoni. Z niektórych dało się je usunąć w Mabon, w innych nie. Oglądali je klątwołamacze – dodała, tutaj pijąc do tego, co działo się w Norze i co wciąż działo się w Pękatej Fiolce. Szukali wciąż sposobu, ale tu nie było run, nie była więc pewna, czy Hajlmar mógłby cokolwiek pomóc. – Obawiam się, że pożary to tylko czubek góry lodowej, mamy też klątwy i dziwne rzeczy rzucane na domy oraz na ludzi – dokończyła, nie widząc żadnych powodów, aby to wszystko kryć. Chodziły różne plotki, a nie była pewna, co i kto powiedział Hjalmarowi. – Pisałam z nią i umówiłyśmy się w tym tygodniu, cieszę się, że nic jej nie jest.
Powinna znaleźć dla niej czas wcześniej, ale to nie było takie łatwe, gdy mieli tyle pracy, a w dodatku zaczynała się obawiać, że oszalała.
– Chciałam pogadać o runach, chociaż chyba najbardziej interesuje mi ta, którą mi przysłałeś. Pamiętasz? Aegishjalmur – powiedziała, z kieszeni wydobywając notatnik, by znaleźć odpowiednią stronę i pokazać mu szkic tej, która pojawiała się w jej domu. Aegishjalmur, zdaniem Thomasa runa ochronna, była jednak czymś, co przyciągało jej uwagę, bo to że zaczęły się te pożary… nie oznaczało, że mieli spokój od zjaw, a Morpheus chciał badać widma.
Nie kłóciła się specjalnie z tą herbatą, zawsze mogła wypić łyk albo dwa. Tak naprawdę też nie wierzyła, że Hjalmar coś by do tej dodał… choć i tak śledziła jego ruchy dość uważnie, choć wyglądało to ot, jakby patrzyła na rozmówcę, bo cały czas dyskutowali.
– To prawda, chociaż zastanawianie się nad tym wiele nam nie da. Pozostaje działać, na ile to możliwe – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko, bo cieszyła się, że jednak nie wszyscy czystokrwiści popierają terroryzm. – Mam zdjęcia jednej, jeśli cię to interesuje… i rysunek chyba nawet przy sobie, ale rysunek nie jest zbyt dobry. Tę udało się usunąć rytuałem w Mabon, ale wcześniej poruszała się sama po ścianach i jakby próbowała się ukryć. Zdaniem znajomego specjalisty powodowała bezsenność. Coś siedzi też na ścianach domu pani Marple, gdybyś był zainteresowany zleceniem na obejrzenie ich…
Opłaconym przez Brennę, bo pani Marple nie było stać, ale nie musiał tego wiedzieć, a był rzemieślnikiem i pracował ciężko, teraz na pewno miał mnóstwo zleceń, a dla niej kilka galeonów nawet po spaleniu Warowni nie miało wielkiego znaczenia.
– A co do śladów… w domach niektórych pojawiła się na przykład sadza. Pnie się po ścianach, ma kształt dłoni. Z niektórych dało się je usunąć w Mabon, w innych nie. Oglądali je klątwołamacze – dodała, tutaj pijąc do tego, co działo się w Norze i co wciąż działo się w Pękatej Fiolce. Szukali wciąż sposobu, ale tu nie było run, nie była więc pewna, czy Hajlmar mógłby cokolwiek pomóc. – Obawiam się, że pożary to tylko czubek góry lodowej, mamy też klątwy i dziwne rzeczy rzucane na domy oraz na ludzi – dokończyła, nie widząc żadnych powodów, aby to wszystko kryć. Chodziły różne plotki, a nie była pewna, co i kto powiedział Hjalmarowi. – Pisałam z nią i umówiłyśmy się w tym tygodniu, cieszę się, że nic jej nie jest.
Powinna znaleźć dla niej czas wcześniej, ale to nie było takie łatwe, gdy mieli tyle pracy, a w dodatku zaczynała się obawiać, że oszalała.
– Chciałam pogadać o runach, chociaż chyba najbardziej interesuje mi ta, którą mi przysłałeś. Pamiętasz? Aegishjalmur – powiedziała, z kieszeni wydobywając notatnik, by znaleźć odpowiednią stronę i pokazać mu szkic tej, która pojawiała się w jej domu. Aegishjalmur, zdaniem Thomasa runa ochronna, była jednak czymś, co przyciągało jej uwagę, bo to że zaczęły się te pożary… nie oznaczało, że mieli spokój od zjaw, a Morpheus chciał badać widma.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.