Dni jak ten nie zdarzały się często, a szkoda. Miała wrażenie, że mogłaby się przyzwyczaić do takiej sielanki, leżenia na plaży, braku pośpiechu. Wszystko wydawało się być na właściwym miejscu, ona, jej ciało, jej przyjaciel. Życie w ten sposób mogłoby być wymarzonym, tylko, że właśnie przyjaciele raczej nie myśleli o tym, by spędzić ze sobą resztę swoich dni, a ona zaczęła się łapać na tym, że mogłaby trwać u jego boku, może jakoś ktoś więcej. Nie mogła jednak myśleć o tym w ten sposób, bo to mogłoby popsuć wszystko. Wydawało jej się, że i tak dostała dużo więcej, niż w ogóle zakładała.
Wracał do niej, pojawiał się przy niej, ich drogi splatały się od czasu do czasu, to było wiele. Mogła go spotykać, kraść rzeczywistości te wspólnie spędzone dni, i chociaż nie było ich wiele, to każdy z nich zajmował specjalne miejsce w jej wspomnieniach. Chętnie po nie sięgała, gdy nie było go obok, kiedy zastanawiała się, czy wszystko u niego w porządku, czy ma się dobrze, czy ma gdzie spać, czy nie jest głodny, czy nadal żyje. Nie potrafiła przestać o nim myśleć, w końcu był jej przyjacielem, troska o przyjaciół przychodziła całkiem naturalnie, czy jednak jako przyjaciółka zastanawiałaby się nad tym, czy sypia sam? No nie do końca. Obawiała się tego, że kiedyś pojawi się z kimś u swojego boku, że zabraknie miejsca dla niej, że przestanie się dla niego liczyć. Póki co jednak skupiała się na tym, co mieli teraz, na kolejnej, wspólnie spędzonej chwili, kiedy zupełnie beztrosko leżeli sobie na plaży, a jego palce powoli muskały jej ciało, jakby to była najbardziej zwyczajna rzecz na świecie.
Nie mogła nic z tym zrobić, to była poniekąd patowa sytuacja, chciałaby więcej, ale za bardzo bała się zaryzykować to, co udało im się stworzyć. Wolała to, niż nic, nawet jeśli kiedyś ktoś inny miał być na tym miejscu, w którym to ona chciałaby się znajdować. Od lat przecież to właśnie przyjaźń ich łączyła, nie przekraczali granic, chociaż, czy tak naprawdę kiedyś sobie jakieś jasno określili? Nie do końca, gdyby tak było ten dotyk nie przychodziłby im tak naturalnie, nie przywykliby do tego, że mogą sięgać po gesty, które niektórym mogły się łączyć tylko z jednym typem relacji.
- Mogę to dodać, ale przecież to są oczywistości. Ja zawsze będę mieć na Ciebie oko, a Ty nigdy przede mną nie uciekniesz, nie wiem, czy jest sens dodawać te drobne uwagi, to znaczy zawsze jak na siebie już wpadniemy, bo nie zawsze, zawsze. - Próbowała jakoś pokrętnie wytłumaczyć mu o co jej chodzi, chociaż chyba nie musiała, doskonale wiedział jak często pojawiali się w swoich życiach, było to spontaniczne, jednak regularne, jednak brakowało w tym typowej stałości. Nie znali dnia, ani godziny, kiedy znowu ich drogi się ze sobą skrzyżują, tak po prostu się działo, zupełnym przypadkiem. Od lat wokół siebie krążyli i nie sądziła, że kiedyś miałoby przestać do tego dochodzić, bo tak już przecież mieli.
Złapał ją za palec, oczywiście, że musiał być czujny i szybki, nie dało się go zaskoczyć w żaden sposób. Powstrzymywała się przed przewróceniem oczami, bo powinna założyć, że dokładnie tak się stanie, nie mogła mu nawet odpowiednio pogrozić palcem przez to, że był taki zwinny.
- To nie tak, że żyłbyś wiecznie, wiecznie, tylko wiecznie nie do końca wiecznie, rozumiesz już o co mi chodzi? - No długo, wieczność może nie była odpowiednim określeniem, ale po nią sięgnęła jakoś tak po prostu. - Chociaż w sumie jakbym się postarała, to może faktycznie dałoby się z tego zrobić wiecznie, wiecznie. - W tej chwili zaczęła nieco głośno myśleć nad różnymi ewentualnościami, nie musiała tego robić po cichu, bo on doskonale zdawał sobie sprawę z jej wszystkich zainteresowań, być może kiedyś faktycznie je, aż tak rozwinie. - Mógłbyś być moim przypadkiem testowym, jakby coś nie wyszło, to nie miałbyś do mnie pretensji, bo nie chcesz żyć wiecznie, jakby wyszło, to pewnie byś sobie jakoś z tym poradził. - Nadal próbowała przepchnąć swój pomysł, mógłby to być naprawdę ciekawy projekt naukowy. - Nie radzisz sobie przecież tak źle, wyglądasz całkiem nieźle, masz interesującą pracę, całkiem nieźle sobie radzisz, czy właściwie masz na co narzekać? Myślę, że sporo osób mogłoby Ci pozazdrościć. - Być może przeżył dosyć sporo jak na swój młody wiek, ale dzięki temu wiedział przecież, że żyje. - Nie nudzisz się, masz najfajniejszą przyjaciółkę na świecie, czego chcieć więcej? - Uśmiechnęła się do niego, jakby to była najlepsza rzecz, jaka mogłaby mu się przytrafić, chociaż faktycznie koncepcja życia wiecznego i jej zdaniem mogła wydawać się nieco przereklamowana.
- Jeśli miałabym mieć jakiegoś poltergeista, to oczywiście, że chciałabym, żebyś to Ty nim był. - Pytanie było bardzo proste, tak samo jak odpowiedź, która padła z jej ust. Kiedy puścił jej palec, ponownie oparła dłoń na jego klatce piersiowej i wygodnie się na nim ułożyła, musiała korzystać z tego, że znajdował się tak blisko, takie okazje nie zdarzały się często.
Obserwowała go uważnie, gdy sięgnął po kosmyk swoich włosów. No, nie dało się nie zauważyć, że wyglądem nie do końca pasował do miejsca z którego pochodzili. Jego skóra aktualnie była pokryta ładną, ciemną opalenizną, włosy od zawsze miał ciemne niczym węgiel, wyróżniał się nieco poprzez ten wygląd. Bawiło ją to w jaki sposób opowiadał o swojej rodzinie, podchodził do tego w bardzo specyficzny sposób, nie da się ukryć, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego w jaki sposób działała genetyka, jego wygląd nie wziął się znikąd. Parsknęła śmiechem, kiedy wspomniał o strategicznym posunięciu, naprawdę potrafił robić ze swojej rodziny najprawdziwszą komedię, mimo, że wiedziała, że raczej jego historia w tej familii była raczej tragedią. - Tylko całkiem urocze sukulenty, których ciężko się pozbyć, jak już gdzieś wyrosną, no i one też są ciepłolubne, to też pasuje. - Dokończyła jeszcze za niego.
- Kto wie, może kiedyś się znajdzie taka dla której będziesz w stanie przyzwyczaić się do szarości. - Nie sądziła, że miało się to zdarzyć zbyt szybko, ale przecież nigdy nie zna się dnia ani godziny, może kiedyś coś w niego uderzy i pomyśli, że warto. Niezbadane były koleje losu.
- Przyznam Ci się do tego, że wtedy, jak mieliśmy przerwę w tej naszej przyjaźni, myślałam, że znalazłeś sobie jakąś lepszą przyjaciółkę i dlatego postanowiłeś mnie zostawić. - Z czasem sobie to wszystko wyjaśnili, ale tok rozumowania rozgoryczonej nastolatki był bardzo specyficzny. Pamiętała, że zastanawiała się nad tym, z kim się teraz koleżankuje, na szczęście po czasie wyszło, że nikt nie zajął jej miejsca, czekało na nią.
- Ale jak tak o tym mówisz, to właściwie mam rację, nie sądzę, aby ktoś odnalazł się w tej roli równie dobrze co ja, dochodzimy więc do kolejnych nowych wniosków, musisz o mnie naprawdę bardzo mocno dbać, bo nie znajdziesz drugiej takiej jak ja. - Oczy jej błysnęły, a na ustach pojawił się szeroki uśmiech, oczywiście, że wyniosła z tego coś bardzo wartościowego dla siebie. Nie, żeby sądziła, że ona była w stanie znaleźć sobie lepszego przyjaciela, to też było raczej oczywiste. Mimo różnic widocznych na pierwszy rzut oka bardzo dobrze się dopełniali, w ich relacji panowała idealna równowaga, nie sądziła, aby była w stanie zbudować coś takiego z kimś innym, nawet nie chciała szukać, po co miała szukać, jak znalazła już najlepszy możliwy model?
- Nom, trochę słabo zostać pogryzionym przez krasnala, już to widzę potężny klątwołamacz poległ przez kogoś kto przypominał ogrodowego gnoma, zasługujesz na coś więcej, może jakieś pieśni o Twojej osobie, kiedy już umrzesz, kto wie? - To nie tak, że zakładała, że umrze młodo, ale jeśli już rozmawiali o nie do końca typowym zakończeniu żywota, to bardziej widziałaby to w tę stronę.
- Widać to po nim, wiesz, niektórzy mają ten wyraz twarzy, który od razu sugeruje, że coś nie gra, on tak ma, zdecydowanie. - Nie chciała się przechwalać, ale Benjy na pewno to wiedział, że nie miał tutaj zbyt wielkiego wyboru, zresztą Prue nie błyszczała tylko na tle lokalnych medyków, wyróżniała się w każdym miejscu, w którym się znajdowała, bo przykładała się do każdej, nawet najdrobniejszej czynności.
Naprawdę nie chciała obsypać go piaskiem, dość niefortunnie podniosła nogę, przez co drobinki zsunęły się też na niego, pomógł jej pozbyć się piachu z łydki, jego dłoń się po niej przesunęła, a ona na moment wstrzymała oddech, poczuła zimny dreszcz, który przeszedł jej po plecach, a przecież było tu bardzo gorąco, nie powinna tak reagować na jego dotyk, jednak nie dało się walczyć z tymi prostymi odruchami.
- Nie zamierzam przestawać, skoro nabyłam właśnie oficjalną zgodę, poniekąd może akt własności to teraz nie ma odwrotu. - No, był być może tymczasowy, jednak to niczego nie zmieniało. Od lat korzystała z tych wszystkich profitów, które miał jej do zaoferowania. Zastanawiała się czasem, jakby wyglądała ich rzeczywistość, gdyby częściej na siebie trafiali, częściej ze sobą przebywali, czy również byłoby tak kolorowo? Był ten czas w Hogwarcie, gdy spędzali ze sobą każdą wolną chwilę, niemalże dwa lata i nigdy nie zdążyli porządnie się pokłócić, czy tak wyglądałoby to w dorosłym życiu gdyby spędzali ze sobą każdy dzień? Bardzo łatwo przychodziło im odnajdywanie się w swoim towarzystwie po tym czasie, kiedy znajdowali się w różnych miejscach, nie potrzebowali momentu przejściowego, adaptacji. Po prostu trafiali na siebie ponownie i nadal było między nimi tak, jakby nigdy nic miało się nie zmienić. Była ciekawa tego, jak mogłoby to wyglądać na stałe, tylko wiedziała, że to raczej nie było możliwe. Benjy nie był przystosowany do tego, aby gdzieś osiąść, znajdować się w jednym miejscu, uwielbiał żyć w drodze, ona raczej nie miała zamiaru żyć w ten sposób do końca życia. Kiedyś musiało się to skończyć w jej przypadku. Być może wtedy będzie ją odwiedzał, do niej wracał, a może ich drogi rozejdą się na dobre, tej opcji wolała nie brać pod uwagę, bo naprawdę zakładała, że tak będzie już zawsze, że zawsze będzie mogła przyjść do niego i się przytulić, porozmawiać, czy pomilczeć razem.
- Ja zawsze myślę za dużo, przecież wiesz. - Położyła w końcu głowę na jego obojczyku, wtuliła się w mężczyznę, jakby to była najbardziej właściwa rzecz z możliwych. Nie mogła tak po prostu przestać o tym myśleć. Wolała nie wyobrażać sobie, jakby to było, gdyby faktycznie kiedyś mieli przestać się znać. Zdecydowanie to byłoby bardzo bolesne.
- Czy znasz kogoś kto nie lubi mieć racji? Każdy to lubi. To prawda, że najbardziej lubię, jak Ty zaczynasz się ze mną zgadzać, bo wtedy mam wrażenie, że już nikt nie może negować tego co mówię, bo skoro udaje mi się przekonać Ciebie, a wiadomo, że nie jesteś łatwym przypadkiem, to mam wrażenie, że mogę sobie poradzić z każdym. Dodajesz mi skrzydeł. - Miała świadomość, że przez te lata, kiedy wokół siebie krążyli nauczyła się jakie metody na niego działały, wiedziała, że nie trzeba wiele, aby przyznał jej rację, nie, żeby uznawała go za łatwego... no ale definitywnie miał do niej ogromną słabość, której nie bała się wykorzystywać, oczywiście nie robiła tego, aby uzyskać na tym jakieś wielkie profity, ale jednak coś magicznego było w tym, jak przyznawał jej rację.
- Kto mówi, że to jedno z wymagań? Tak właściwie to wymagania do czego? - Nieco uniosła głowę, aby na niego spojrzeć, czy coś jej właśnie insynuował? Nie ona ściągnęła nowego do ekipy, pojawił się tutaj tak właściwie sama nie wiedziała skąd, nie interesowało jej to bowiem jakoś szczególnie. Zazwyczaj trzymała się z boku, gdy ktoś ją zagadywał - odpowiadała, bo była grzeczna, to nie tak, że sama szukała z nim kontaktu.
- To nie tak, że sama się proszę o tę uwagę, co nie? - To co mówił nie brzmiało dobrze, jakby sama prosiła się o zainteresowanie tamtego typa i biegała za nim, jak jakaś głupiutka nastolatka. - Jestem ostrożna i nie szukam sobie nowych kolegów, czasem z nim rozmawiam, ale trzymam go na dystans, zadowolony? - Najwyraźniej musiała mu to wyjaśnić, nie miała z tym najmniejszego problemu. - Powinieneś wiedzieć, że nie łatwo jest się do mnie zbliżyć. - Całkiem skutecznie, przez wiele lat nie dopuszczała do siebie praktycznie nikogo, bo tak jej było wygodniej, miała problemy z zaufaniem.
- No, bo są całkiem w porządku, jeśli zamieniam z nim kilka słów od czasu do czasu, to nic wielkiego. - Starała się nie przewrócić oczami, jasne, że się o nią troszczył, tylko dlaczego zachowywał się przy tym, jak starszy, nadgorliwy brat, pewnie przez to, że był jej przyjacielem, przyjaciele mieli to do siebie, że się o siebie troszczyli, szkoda, że nie robił tego z innych pobudek, ale sam podkreślał to, że jest jej najlepszym przyjacielem, mógł to robić, miał pewne prawa jako osoba, która zajmowała taką funkcję w jej życiu.
- Dobrze, niech Ci będzie, następnym razem odeślę go z kwitkiem, to zaakceptujesz? - Zapytała jeszcze, bo wolała nie ryzykować. - Zresztą nie zamierzam dopuścić do tego, żebyś musiał wypowiedzieć te słowa, wierzę Twojej intuicji. - To nie było nic wielkiego, nie szukała znajomych, przyjaciół, czy tymczasowych miłostek, jej myśli krążyły od lat tylko wokół jednej osoby, na której ciele właśnie całkiem wygodnie się układała. Nie miała problemu z tym, aby trzymać się z daleka od nowego, nie był kimś kto wzbudzał w niej jakiekolwiek emocje, po prostu próbowała być miła - jak zawsze. Pamiętała, kiedy sama była nowa w tym miejscu i wiedziała, że dobrze jest mieć do kogo otworzyć usta. To tylko tyle, nic więcej, raczej go zbywała, gdy zaczynał się przy niej zbyt usilnie kręcić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control