07.03.2023, 01:24 ✶
Wyłonił się z sadzawki, zabarwionej teraz krwią. I zrobił to samo, co Ulysses. Rzucił się ku ciemnowłosemu, w napadzie furii.
Nie zdążył jednak włączyć się w dzieło zniszczenia, siane przez Rookwooda. Najwyraźniej napastnika naprawdę nie można było zabić w snach, bo koszmar znów się rozpłynął.
*
…Hogwart.
Był w Hogwarcie i jednocześnie nie w Hogwarcie. W szkole takiej, jaką ta była tysiąc lat temu: gdy czwórka czarodziejów przejęła zamek starego Hogwarta i odmieniła go swoją magią i determinacją. A raczej… prawie takiej, bo sen łączył w sobie wspomnienie – Cathala i Slytherina, wszak to ten drugi mu je kiedyś pokazał, i to, co na jego podstawie robił umysł wciągnięty do sennej krainy. Za oknami nie było boiska ani błoni, a jedynie jezioro i nieprzebyty las. Na ścianach wisiało niewiele portretów, korytarze tonęły w ciemności, niczym nieoświetlone, większość drzwi wyglądała zupełnie inaczej. A przez opustoszały korytarz niosły się echem krzyki – dwa głośne, męskie głosy, odgłosy kłótni o „czystość krwi”, którym wtórowały błagania jednej kobiety o spokój i pojednanie, i jeszcze jeden, kobiecy głos, zbyt cichy, aby dało się rozróżnić słowa.
Cathal nie ruszył w ich kierunku. Stał przez chwilę w miejscu, jak zastygnięty. W jego głowie trwał chaos. Wspomnienia własne, Salazara, prawdziwe życie, sny, to wszystko mieszało się ze sobą. Tym razem jednak wiedział, że to, co go otacza nie jest prawdziwe.
I niemal natychmiast zrozumiał, że gdzieś tutaj jest także…
…mężczyzna ze snów.
- ZNAJDĘ CIĘ I ZABIJĘ! – wrzasnął. Była w nim może odrobina strachu, ale też furia. Gnany przez nią rzucił się korytarzami, jakby już, teraz, zaraz, chciał znaleźć mordercę. Jakaś część jego umysłu wiedziała jednak, że to musi zrobić w prawdziwym świecie. Teraz musiał się obudzić. Przepełniony nienawiścią nie chciał wcale czekać: chciał zabijać, tu i teraz, bo jak on śmiał, jak śmiał, i nie chodziło o sam atak, ale mieszanie w głowie, przywoływanie widm przeszłości…
Obudź się, Cathal. Własny głos.
Zaklęcie świsnęło mu koło ucha, zielony strumień minął go o włos, trafiając w portret. Do tej pory mężczyzna raczej się bawił. Używał noża, dusił, jeśli magii - starał się katować, nie zabić od razu. Być może po tylu nieudanych próbach stracił cierpliwość.
Obudź się, Cathal. Głos Salaraza.
Obrócił się gwałtownie. Mężczyzna ze snów stał u szczytu schodów, obok których Cathal przebiegał: a w tym śnie Shafiq nie miał różdżki.
Obudź się… Głos ojczyma.
Musiał się obudzić
Nie zdążył jednak włączyć się w dzieło zniszczenia, siane przez Rookwooda. Najwyraźniej napastnika naprawdę nie można było zabić w snach, bo koszmar znów się rozpłynął.
*
…Hogwart.
Był w Hogwarcie i jednocześnie nie w Hogwarcie. W szkole takiej, jaką ta była tysiąc lat temu: gdy czwórka czarodziejów przejęła zamek starego Hogwarta i odmieniła go swoją magią i determinacją. A raczej… prawie takiej, bo sen łączył w sobie wspomnienie – Cathala i Slytherina, wszak to ten drugi mu je kiedyś pokazał, i to, co na jego podstawie robił umysł wciągnięty do sennej krainy. Za oknami nie było boiska ani błoni, a jedynie jezioro i nieprzebyty las. Na ścianach wisiało niewiele portretów, korytarze tonęły w ciemności, niczym nieoświetlone, większość drzwi wyglądała zupełnie inaczej. A przez opustoszały korytarz niosły się echem krzyki – dwa głośne, męskie głosy, odgłosy kłótni o „czystość krwi”, którym wtórowały błagania jednej kobiety o spokój i pojednanie, i jeszcze jeden, kobiecy głos, zbyt cichy, aby dało się rozróżnić słowa.
Cathal nie ruszył w ich kierunku. Stał przez chwilę w miejscu, jak zastygnięty. W jego głowie trwał chaos. Wspomnienia własne, Salazara, prawdziwe życie, sny, to wszystko mieszało się ze sobą. Tym razem jednak wiedział, że to, co go otacza nie jest prawdziwe.
I niemal natychmiast zrozumiał, że gdzieś tutaj jest także…
…mężczyzna ze snów.
- ZNAJDĘ CIĘ I ZABIJĘ! – wrzasnął. Była w nim może odrobina strachu, ale też furia. Gnany przez nią rzucił się korytarzami, jakby już, teraz, zaraz, chciał znaleźć mordercę. Jakaś część jego umysłu wiedziała jednak, że to musi zrobić w prawdziwym świecie. Teraz musiał się obudzić. Przepełniony nienawiścią nie chciał wcale czekać: chciał zabijać, tu i teraz, bo jak on śmiał, jak śmiał, i nie chodziło o sam atak, ale mieszanie w głowie, przywoływanie widm przeszłości…
Obudź się, Cathal. Własny głos.
Zaklęcie świsnęło mu koło ucha, zielony strumień minął go o włos, trafiając w portret. Do tej pory mężczyzna raczej się bawił. Używał noża, dusił, jeśli magii - starał się katować, nie zabić od razu. Być może po tylu nieudanych próbach stracił cierpliwość.
Obudź się, Cathal. Głos Salaraza.
Obrócił się gwałtownie. Mężczyzna ze snów stał u szczytu schodów, obok których Cathal przebiegał: a w tym śnie Shafiq nie miał różdżki.
Obudź się… Głos ojczyma.
Musiał się obudzić