21.01.2026, 03:00 ✶
– Ugh... I myślisz, że by cię wyrzucili? – W swojej pracy nie miała tego typu problemów z tego prostego powodu, że chodzenie na niebezpieczne zlecenia jednak jej pracą było. No i najwyraźniej miała dużo szczęścia jeśli chodziło o unikanie obrażeń. Dziennikarze jednak nie musieli się z tym zmagać. Chyba. W sumie to po trochu też musieli. W końcu ich praca polegała na odkrywaniu prawdy, ale i tak! Szalone!
– Ta... – mruknęła, siadając nieco wygodniej na kanapie. – Ale chyba też nie słyszy się, aż tyle o związkach czystków z normalnymi czarodziejami, nie? Chociaż sama nie wiem. Spora część czystokrwistych, których znam wydaje się... Całkiem normalna. – Ale jednak nie każdy taki był, a aby udowodnić te słowa mogła po prostu wyjrzeć przez okno. No i chociaż nawet taki Atreus Bulstrode był nawet w porządku, to jakoś nie widziała go w związku z kimś innym niż czystokrwista kobieta. – Ten cały koncept jest w ogóle taki głupi. Przecież przez te wszystkie lata na pewno kogoś wydziedziczyli bo miał dzieci z kimś niegodnym. I co? A to że taka osoba nie ma już ich nazwiska, wcale nie oznacza, że ktoś z ich rodziny nie jest półkrwi. Sama nie wiem. To chyba zbyt abstrakcyjny koncept jak dla mnie.
Komplement Henry'ego, dziwnie szczery, sprawił, że nagle z dużą intensywnością zaczęła wpatrywać się w swoje paznokcie.
– Nie, nie. Powiedziałeś to poprawnie – mruknęła, zastanawiając się jak to możliwe, że pożar jej nie zranił, a przez takie zwyczajne słowa, czuła jakby płomienie lizał jej policzki. – To znaczy, to taka wersja skrótowa, ale poprawna. Zawsze możesz powiedzieć jeszcze, mniej kolokwialnie Mi casa es su casa, albo w ogóle la mia casa è la tua casa, ale tego raczej nikt nie używa. Za formalne. – Wreszcie zdobyła się na odwagę, aby ponownie spojrzeć na przyjaciela. – Wiesz... Chętnie odpocznę chwilę, ale potem będę musiała wracać. Trochę jest tak, że nic mi nie jest i no... Nie chcę marnować tego, skoro dzięki temu mogę dię przydać tam, ale ty koniecznie odpocznij i proszę cię udaj się do uzdrowiciela, gdy wszystko się uspokoi. Mogę ci nawet potem coś narysować na gipsie, czy czymkolwiek ci to na chwilę usztywnią.
– Ta... – mruknęła, siadając nieco wygodniej na kanapie. – Ale chyba też nie słyszy się, aż tyle o związkach czystków z normalnymi czarodziejami, nie? Chociaż sama nie wiem. Spora część czystokrwistych, których znam wydaje się... Całkiem normalna. – Ale jednak nie każdy taki był, a aby udowodnić te słowa mogła po prostu wyjrzeć przez okno. No i chociaż nawet taki Atreus Bulstrode był nawet w porządku, to jakoś nie widziała go w związku z kimś innym niż czystokrwista kobieta. – Ten cały koncept jest w ogóle taki głupi. Przecież przez te wszystkie lata na pewno kogoś wydziedziczyli bo miał dzieci z kimś niegodnym. I co? A to że taka osoba nie ma już ich nazwiska, wcale nie oznacza, że ktoś z ich rodziny nie jest półkrwi. Sama nie wiem. To chyba zbyt abstrakcyjny koncept jak dla mnie.
Komplement Henry'ego, dziwnie szczery, sprawił, że nagle z dużą intensywnością zaczęła wpatrywać się w swoje paznokcie.
– Nie, nie. Powiedziałeś to poprawnie – mruknęła, zastanawiając się jak to możliwe, że pożar jej nie zranił, a przez takie zwyczajne słowa, czuła jakby płomienie lizał jej policzki. – To znaczy, to taka wersja skrótowa, ale poprawna. Zawsze możesz powiedzieć jeszcze, mniej kolokwialnie Mi casa es su casa, albo w ogóle la mia casa è la tua casa, ale tego raczej nikt nie używa. Za formalne. – Wreszcie zdobyła się na odwagę, aby ponownie spojrzeć na przyjaciela. – Wiesz... Chętnie odpocznę chwilę, ale potem będę musiała wracać. Trochę jest tak, że nic mi nie jest i no... Nie chcę marnować tego, skoro dzięki temu mogę dię przydać tam, ale ty koniecznie odpocznij i proszę cię udaj się do uzdrowiciela, gdy wszystko się uspokoi. Mogę ci nawet potem coś narysować na gipsie, czy czymkolwiek ci to na chwilę usztywnią.