21.01.2026, 05:35 ✶
- Ostatni raz robiłem takie pokazy z rodzeństwem z okazji jakiegoś sabatu, jak mieliśmy po maksymalnie dziesięć lat - powiedział z przekąsem, chociaż gdzieś pod tą pozorną niechęcią kryła się bardzo niewielka szansa na zgodę. Dobry obraz jeszcze nikomu nie zaszkodził, a po prawdzie Rowle chyba wolał skryć się za maską, niż być zmuszonym do prezentowania swojej własnej twarzy.
Wydawała mu się momentami zanadto fałszywa. To z kolei było już raczej wyuczonym mechanizmem obronnym, niż jakąś oryginalną cechą jego charakteru. Krył się za ponurymi spojrzeniami i wachlarzem niechęci, bo tak było łatwiej. Trwał w tym nawet w towarzystwie kogoś pokroju Astorii czy rodziny, jakby zapominał że dla nich był tylko Leviathanem, a nie porośniętą łuską pół-jaszczurką, której nie wolno było się pokazywać w świetle dziennym w niemagicznych dzielnicach Londynu.
- Miłość - zaczął nisko, zerkając na nią z ukosa. - To śmierć jednostki - zakończył miękko, uśmiechając się przy tym lekko. Nie podobał mu się koncept tego, że zakochani stawali się jednym, nierozerwalnym bytem. Gdzie kończyło się jedno i zaczynało drugie? Z jednej strony ten model był opiewany tak samo przez poetów, jak i model rodziny na którym zależało rodzinom czystej krwi, nawet jeśli obie te grupy robiły to na innych zasadach. Prawda jednak była taka, że niezwykle pożądane było by żona była dla męża podporą, jego przedłużeniem i uzupełnieniem - napatrzył się wystarczająco na matkę, by widzieć jak ta idealnie spełnia się w swojej roli. Byli z Lazarusem jak dobrze naoliwiona maszyna, ale nie zmieniało to tego, co czuł ich syn. Miłość była słabostką, która zmuszała momentami do okropnych rzeczy. Sprzeciwiała się rozsądkowi, podważała logikę i sprzeniewierzała się obiektywizmowi. Może tak bardzo nie podobała mu się, bo uważał się za jej ofiarę, poddając się tej słabości momentami aż za bardzo. Romantyczna czy platoniczna, to nie miało większego znaczenia. - Poddam się żałobie, kiedy zakochasz się i staniesz się poematem. Pięknym, oczywiście, ale zatraconym w próbie rozgryzienia czy istniejecie bez siebie - była w tym odrobina wyższości, jakby sam był ponad to, ale jednocześnie w drobnym geście ułożenia jego dłoni na jej, nawet jeśli na krótki moment, znajdowała się jakaś troska. Była piękna sama w sobie i by trwać dalej, kultywując wypracowany indywidualizm, nie potrzebowała nikogo innego.
Wreszcie dotarli jednak do drinków, pozwalając przez moment by nie tylko one zajęły ich myśli, ale także dotarły do nich płynące zza pleców plotki. Ciężko to było nazwać szeptami, bo osoby prowadzące rozmowę, nawet nie kwapiły się do ściszenia głosów, tak by nie usłyszeli ich gospodarze.
- Bo kiedy się nimi ukłujesz, zapadniesz w sen jak śpiąca królewna - prychnął rozbawiony. Posłusznie zaraz poprosił o wino, samemu dla siebie biorąc jednego z oferowanych drinków, mając tylko nadzieję że tego nie pożałuje. - Niektóre jednak rosną w doniczkach, a nie całych krzewach zakorzenionych w ziemi. Jakby ci się spodobały, to może i dałoby się jakąś zabrać.
!plonacedrinki
Wydawała mu się momentami zanadto fałszywa. To z kolei było już raczej wyuczonym mechanizmem obronnym, niż jakąś oryginalną cechą jego charakteru. Krył się za ponurymi spojrzeniami i wachlarzem niechęci, bo tak było łatwiej. Trwał w tym nawet w towarzystwie kogoś pokroju Astorii czy rodziny, jakby zapominał że dla nich był tylko Leviathanem, a nie porośniętą łuską pół-jaszczurką, której nie wolno było się pokazywać w świetle dziennym w niemagicznych dzielnicach Londynu.
- Miłość - zaczął nisko, zerkając na nią z ukosa. - To śmierć jednostki - zakończył miękko, uśmiechając się przy tym lekko. Nie podobał mu się koncept tego, że zakochani stawali się jednym, nierozerwalnym bytem. Gdzie kończyło się jedno i zaczynało drugie? Z jednej strony ten model był opiewany tak samo przez poetów, jak i model rodziny na którym zależało rodzinom czystej krwi, nawet jeśli obie te grupy robiły to na innych zasadach. Prawda jednak była taka, że niezwykle pożądane było by żona była dla męża podporą, jego przedłużeniem i uzupełnieniem - napatrzył się wystarczająco na matkę, by widzieć jak ta idealnie spełnia się w swojej roli. Byli z Lazarusem jak dobrze naoliwiona maszyna, ale nie zmieniało to tego, co czuł ich syn. Miłość była słabostką, która zmuszała momentami do okropnych rzeczy. Sprzeciwiała się rozsądkowi, podważała logikę i sprzeniewierzała się obiektywizmowi. Może tak bardzo nie podobała mu się, bo uważał się za jej ofiarę, poddając się tej słabości momentami aż za bardzo. Romantyczna czy platoniczna, to nie miało większego znaczenia. - Poddam się żałobie, kiedy zakochasz się i staniesz się poematem. Pięknym, oczywiście, ale zatraconym w próbie rozgryzienia czy istniejecie bez siebie - była w tym odrobina wyższości, jakby sam był ponad to, ale jednocześnie w drobnym geście ułożenia jego dłoni na jej, nawet jeśli na krótki moment, znajdowała się jakaś troska. Była piękna sama w sobie i by trwać dalej, kultywując wypracowany indywidualizm, nie potrzebowała nikogo innego.
Wreszcie dotarli jednak do drinków, pozwalając przez moment by nie tylko one zajęły ich myśli, ale także dotarły do nich płynące zza pleców plotki. Ciężko to było nazwać szeptami, bo osoby prowadzące rozmowę, nawet nie kwapiły się do ściszenia głosów, tak by nie usłyszeli ich gospodarze.
- Bo kiedy się nimi ukłujesz, zapadniesz w sen jak śpiąca królewna - prychnął rozbawiony. Posłusznie zaraz poprosił o wino, samemu dla siebie biorąc jednego z oferowanych drinków, mając tylko nadzieję że tego nie pożałuje. - Niektóre jednak rosną w doniczkach, a nie całych krzewach zakorzenionych w ziemi. Jakby ci się spodobały, to może i dałoby się jakąś zabrać.
!plonacedrinki
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast