21.01.2026, 21:21 ✶
– Jak królowa śniegu – sprostował Christopher, bo nie mógł zaprzeczyć, że ciało Victorii stało się zimne, choć teraz nosiła rękawiczki, to nawet przy zwykłym powitaniu czy przypadkowym dotyku dało się to wyczuć. Było tak, jakby ledwo wchodziła do pomieszczenia po pobycie na zewnątrz w zimową noc. Ale królowa śniegu brzmiała jednak lepiej niż trup, a Victoria nie była trupem: była żywa jak zawsze. – Albo jak Śnieżka, z włosami czarnymi jak heban, skórą białą jak śnieg… i zimną jak lód.
Poprawił chwyt na jej dłoni. Materiał chronił przed chłodem, ale nie czuł ciepła, jakie zwykle odczuwałeś, gdy trzymałeś kogoś za rękę.
– Da się na to coś poradzić? – spytał w końcu. Może dlatego, że wspomniała, że niewiele osób pytało: może bo zdawało się, że ten chłód ją męczy. I nie mógł się temu dziwić, jeśli faktycznie wciąż odczuwała zimno, a ciepło nie mogło jej ogrzać.
W milczeniu przyjął jej odpowiedź odnośnie aresztowań, kiwając tylko lekko głową. Po prawdzie zresztą nie interesowało go specjalnie czy udało się dopaść innych mugolaków – raczej tych, którzy sprawiali problemy Aidanowi. Mimo wszystko nie potrafił widzieć w nich zagrożenia dla siebie, choć być może powinien. Nie nawykł jednak przejmować się na zapas – gdyby tak było, musiałby chyba za każdym rogiem teraz dopatrywać się niebezpieczeństwa.
– Może ktoś nie chciał, by te miejsca ucierpiały – powiedział jednak na kolejne słowa, z pewną rezygnacją wypowiadając wreszcie to, co cały czas chodziło mu po głowie odnośnie Domu Rosierów, ale o czym milczał, i w rozmowach z obcymi, i z pracownikami, i z rodziną. Ordynatorką szpitala była Lestrange. W The Globe pracowało kilku czystokrwistych artystów.
Być może ktoś z nich chciał dalej błyszczeć na scenie.
Ten moment powagi szybko przeminął, gdy słowa o cygańskim obrządku wywołały w nim najpierw niedowierzanie, a potem rozbawienie. Najpierw pomyślał, że Louvain musiał się wściec i że chciałby zobaczyć jego minę. Potem poczuł wobec niego jakąś dozę współczucia, bo jednak Christopher nie byłby szczęśliwy, gdyby to jego rodzeństwo wywinęło taki numer.
– Po nim bym się spodziewał, jedyne co o nim wiem, to jakieś plotki o cygańskiej matce i używkach… – Nie znał Mulcibera, ot mógł powiedzieć to, z czego rozpoznawali go wszyscy, a że sam bywał we Francji dość często, to na słowa o cyganach tylko przewracał oczyma. – Po niej… dobrze. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. Ale chyba razem nie zamieszkali? To trudno byłoby ukryć – rzucił, a potem przystanął, kiedy muzyka dobiegająca z pomieszczenia umilkła pomiędzy utworami.
Poprawił chwyt na jej dłoni. Materiał chronił przed chłodem, ale nie czuł ciepła, jakie zwykle odczuwałeś, gdy trzymałeś kogoś za rękę.
– Da się na to coś poradzić? – spytał w końcu. Może dlatego, że wspomniała, że niewiele osób pytało: może bo zdawało się, że ten chłód ją męczy. I nie mógł się temu dziwić, jeśli faktycznie wciąż odczuwała zimno, a ciepło nie mogło jej ogrzać.
W milczeniu przyjął jej odpowiedź odnośnie aresztowań, kiwając tylko lekko głową. Po prawdzie zresztą nie interesowało go specjalnie czy udało się dopaść innych mugolaków – raczej tych, którzy sprawiali problemy Aidanowi. Mimo wszystko nie potrafił widzieć w nich zagrożenia dla siebie, choć być może powinien. Nie nawykł jednak przejmować się na zapas – gdyby tak było, musiałby chyba za każdym rogiem teraz dopatrywać się niebezpieczeństwa.
– Może ktoś nie chciał, by te miejsca ucierpiały – powiedział jednak na kolejne słowa, z pewną rezygnacją wypowiadając wreszcie to, co cały czas chodziło mu po głowie odnośnie Domu Rosierów, ale o czym milczał, i w rozmowach z obcymi, i z pracownikami, i z rodziną. Ordynatorką szpitala była Lestrange. W The Globe pracowało kilku czystokrwistych artystów.
Być może ktoś z nich chciał dalej błyszczeć na scenie.
Ten moment powagi szybko przeminął, gdy słowa o cygańskim obrządku wywołały w nim najpierw niedowierzanie, a potem rozbawienie. Najpierw pomyślał, że Louvain musiał się wściec i że chciałby zobaczyć jego minę. Potem poczuł wobec niego jakąś dozę współczucia, bo jednak Christopher nie byłby szczęśliwy, gdyby to jego rodzeństwo wywinęło taki numer.
– Po nim bym się spodziewał, jedyne co o nim wiem, to jakieś plotki o cygańskiej matce i używkach… – Nie znał Mulcibera, ot mógł powiedzieć to, z czego rozpoznawali go wszyscy, a że sam bywał we Francji dość często, to na słowa o cyganach tylko przewracał oczyma. – Po niej… dobrze. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie. Ale chyba razem nie zamieszkali? To trudno byłoby ukryć – rzucił, a potem przystanął, kiedy muzyka dobiegająca z pomieszczenia umilkła pomiędzy utworami.