• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.09] From the perfect start to the finish line

[29.09] From the perfect start to the finish line
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#7
22.01.2026, 15:54  ✶  
Prychnęłam cicho, słysząc jej słowa, i machnęłam ręką tak, że bransoletki na moim nadgarstku zadźwięczały cichutko, ale melodyjnie.
- Odnajduję się w tym tak samo, jak wszyscy. - Powiedziałam wesoło, zupełnie nie przejmując się wagą wyznania, jakie opuszczało moje usta. - Czyli czasem wcale. - Lekko wzruszyłam ramionami, jakbym mówiła o zupełnej błahostce, po czym upiłam łyk wina, uprzednio przyjrzawszy się mu pod światło, jak gdyby w rubinowej tafli mogło kryć się jakieś objawienie, nie tylko stary, dobry resweratrol, po czym odstawiłam kieliszek na niski stolik - tylko po to, aby dolać sobie alkoholu, którego obie dziś bardzo potrzebowałyśmy, nie zamierzałam tego ukrywać.
- Ludzie myślą, że mam porządek, bo mam stosy papierów, zeszytów, kartek, pergaminów, notatek na serwetkach i w książkach kucharskich. - Dodałam z rozbawieniem. - A prawda jest taka, że ja po prostu lubię, kiedy moje myśli mają gdzie spać. Nie każda nadaje się do tego, żeby ją trzymać w głowie. Niektóre są zbyt hałaśliwe. - Poprawiłam się w fotelu, nachylając się lekko w jej stronę.
- Masz rację. - Powiedziałam już odrobinę poważniej. - Teraźniejszość jest jak patchwork. Składa się z decyzji, z przypadków, z drobnostek, które wydawały się niczym, a potem nagle okazuje się, że były wszystkim. - Uśmiechnęłam się do niej krzywo, tym uśmiechem, który nie był ani wesoły, ani smutny, raczej prawdziwy. - Notatki nie są po to, żeby pamiętać za mnie. - Dodałam. - Są po to, żeby mi przypominać, kim byłam, kiedy jeszcze nie wiedziałam, kim będę.
Wzięłam kieliszek z powrotem do ręki, zakręciłam nim powoli.
- A czasem - dodałam ciszej - pomagają mi zrozumieć, że niektóre rzeczy wracają nie dlatego, że są niezałatwione, tylko dlatego, że w końcu jesteśmy gotowi je udźwignąć. - Spojrzałam na nią uważnie, nie nachalnie, ale czujnie, jak ktoś, kto widzi więcej, niż mówi. - Ty wszystko trzymasz w głowie, wiem. - Powiedziałam łagodnie. - Ale głowy też czasem potrzebują zewnętrznej półki. A pisanie, moja droga, naprawdę przynosi ulgę. Zwłaszcza tym, którzy nie lubią mówić za dużo.

Wino robiło swoje, ale ja byłam na to odporna w sposób, w jaki są odporni ludzie, którzy za dużo widzieli, za dużo przeżyli i zbyt długo rozmawiali z losem, żeby dać się zaskoczyć jednemu wieczorowi. Siedziałam z Prudence, zupełnie nie patrząc na upływ czasu, tylko obracając kieliszek między palcami, jakby to była szklana kula, w której próbowałam dojrzeć coś więcej niż odbicie lamp. Słuchałam jej tak jak słuchało się kogoś, kto mówi w półśnie - nie przerywałam, nie poprawiałam, nie porządkowałam jej zdań, wręcz przeciwnie - pozwoliłam im płynąć krzywo, lepką, rubinową rzeką, w której było więcej prawdy niż w najpiękniej ułożonych przemowach - wino robiło swoje, ale ono tylko luzowało węzły, nie wkładało słów do ust, wyjmowało je z głębi, a te pochodzące z samego środka nawet najpiękniejszej duszy rzadko kiedy były eleganckie, one były przede wszystkim prawdziwe. Słuchałam jej, jakby każde słowo było kartą wyciąganą z talii, bez pytania o kolejność, to była jedna z tych chwil, w których cisza robiła więcej miejsca niż odpowiedzi.
Kiedy powiedziała to ostatnie, to o szczęściu i zasługiwaniu, przechyliłam głowę, przyglądając jej się uważnie, nie jak babcia, tylko jak ktoś, kto zawsze widział więcej niż to, co na wierzchu.
- Och, kochanie. - Powiedziałam w końcu, z tym łagodnym westchnieniem, które zawsze pojawiało się u mnie, gdy ktoś próbował udźwignąć zbyt dużo naraz. - „Mieć wszystko” to bardzo zdradliwe sformułowanie. Wszechświat ma na nie alergię. - Pokręciłam głową, cicho, bez ozdobników, bez żartu, za to z tym spokojem, który przychodzi tylko z wiekiem i świadomością, że nie wszystko trzeba naprawiać natychmiast.
- Będę z tobą szczera, dobrze? - Uniósł mi się kącik ust, ale to nie był uśmiech wesoły, raczej ten, który nosili ludzie, którzy słyszeli za dużo, żeby jeszcze wierzyć w proste opowieści. - I nie dlatego, że jesteś moją wnuczką, tylko dlatego, że to jest jedna z najbardziej uniwersalnych prawd tego świata. - Przesunęłam się w fotelu, oparłam łokieć o podłokietnik, kieliszek trzymałam luźno, jakby był częścią mojej dłoni od zawsze.
Upiłam łyk wina.
- Człowiek całe życie myśli, że rozumie słowo „stracić”, a potem przychodzi taki moment i okazuje się, że wcześniej znał tylko jego definicję. - Dodałam ciszej. - To wtedy poznaje jego znaczenie. - Upiłam kolejny łyczek, po czym odstawiłam kieliszek, jakbym teraz potrzebowałam wolnych rąk do mówienia. - Wiesz, co robi los, kiedy ktoś mówi, że ma wszystko? - Kontynuowałam miękko, ale z iskrą czegoś stanowczego w głosie. - Nachyla się, zagląda przez ramię i mówi „ach tak? To zobaczmy, czy potrafisz oddychać, kiedy to wszystko zniknie.” - Pokręciłam głową, ale nie z dezaprobatą, tylko z uznaniem dla tego, jak działał wszechświat. - To nie jest kara. To nie jest test. To jest… Ludzka dola. Brutalna, nudna, pozbawiona sentymentów. - Przesunęłam się bliżej, opierając łokieć o poręcz fotela. - I nie, niektórzy nie są „niegodni” szczęścia. - Powiedziałam wyraźnie - miękko, ale stanowczo, jak ktoś, kto nie pozwalał, by to zdanie zostało z nami w jednym pokoju. - Ta myśl jest bardzo popularna wśród ludzi, którzy właśnie coś stracili. Ona daje złudzenie porządku. Pozwala nam wierzyć, że istnieje jakiś porządek, jakaś moralna księga rachunkowa, w której wszystko się zgadza. - Uśmiechnęłam się lekko, krótko, bez radości. - W to, że świat ma listę, jakby ktoś coś rozdawał sprawiedliwie. - Nachyliłam się jeszcze odrobinę w jej stronę, niewiele, ale wystarczająco, by nie było wątpliwości, że mówię do niej, nie do powietrza. - A świat nie rozdaje. On rzuca. - Podniosłam wzrok, patrząc jej prosto w twarz. - Szczęście nie jest nagrodą za bycie dobrym. I nieszczęście nie jest karą za bycie złym. To nie jest księgowość. To zjawisko. Jak burza, jak przypływ, jak mgła, jak ten cholerny deszcz, który dziś próbuje nas utopić.
Przez chwilę słuchałam kropel za oknem.
- Przychodzi, odchodzi, czasem trwa, czasem znika, czasem niszczy, czasem leczy. Nie pyta, czy ktoś na nie zasłużył. - Spojrzałam na nią uważnie, ale bez nacisku, bez rozbierania jej na czynniki pierwsze, po czym na chwilę przymknęłam oczy, jakbym wracała pamięcią do własnych wspomnień.
- A miłość… Nazwijmy ją po imieniu, dobrze? - Dodałam ciszej. - Miłość ma wyjątkowo bezczelny charakter. Potrafi wejść w człowieka, urządzić się jak u siebie, a potem umknąć bez zostawiania adresu zwrotnego. - Wzięłam z powrotem kieliszek, wciąż z zamkniętymi oczami, uniosłam go do ust, ale nie napiłam się od razu. - To nie jest jednak coś, co się zupełnie „traci”, kiedy znika. Kończy się z doświadczeniem. Co w pewnym sensie jest cholernie nieuczciwe, bo doświadczenie waży więcej niż nadzieja. - Upiłam łyk. - Ale też jest bardziej trwałe. - Otworzyłam oczy i spojrzałam na nią uważnie, spokojnie, bez nacisku. - Niektórzy ludzie nie są stworzeni do tego, żeby długo mieć wszystko, ale to nie znaczy, że nie są stworzeni do szczęścia. To tylko znaczy, że ich szczęście ma ruchliwe nogi i nie znosi stagnacji.
Przechyliłam głowę, uśmiechając się tym swoim dziwnym, półwesołym, półwiedzącym uśmiechem.
- Jeśli ktoś ci kiedyś wmówił, że nie zasługujesz na szczęście, to kłamał. - Dodałam. - I to bardzo nieelegancko. A jeśli zrobiłaś to sobie sama… - Mruknęłam, zerkając na karty na stole,  nie kończąc już myśli. Wzięłam kolejny łyk, oparłam się wygodniej w fotelu, jak ktoś, kto nie zamierzał się spieszyć. - Wszechświat może jest brutalnym nauczycielem, za to ma też bardzo dobrą pamięć. On nie rozdaje szczęścia raz i mówi „no, wystarczy”. - Stuknięciem paznokciem w rant kieliszka zaznaczyłam kropkę na końcu myśli. - On je tylko czasem odkłada na później, byśmy byli trochę inni. Nie „dojrzalsi”, nie „gotowi”, nie „godni”, po prostu… Inni. - Kiwnęłam głową, spokojnie, bez pośpiechu.
Nie dotknęłam jej pocieszająco, nie wyciągnęłam ku niej ręki, nie otworzyłam ramion, ale cała moja postawa mówiła, że jestem tu, że zostaję, że ten wieczór nie jest ucieczką, tylko przystankiem, bo takie chwile zawsze nim były. Nawet po najgorszej zawierusze wychodziło słońce…
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (9152), Prudence Fenwick (5656)




Wiadomości w tym wątku
[29.09] From the perfect start to the finish line - przez Bard Beedle - 21.01.2026, 05:10
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Prudence Fenwick - 21.01.2026, 15:17
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Bard Beedle - 21.01.2026, 18:00
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Prudence Fenwick - 21.01.2026, 21:45
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Bard Beedle - 21.01.2026, 23:35
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Prudence Fenwick - 22.01.2026, 11:19
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Bard Beedle - 22.01.2026, 15:54
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Prudence Fenwick - 22.01.2026, 22:55
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Bard Beedle - 23.01.2026, 02:39
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Prudence Fenwick - 23.01.2026, 12:31
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Bard Beedle - 24.01.2026, 02:08
RE: [29.09] From the perfect start to the finish line - przez Bard Beedle - 24.01.2026, 06:07

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa