22.01.2026, 17:38 ✶
Zatrzymał się na chwilę przed okratowanymi uchwytach na pochodnie. Przejechał po nich wzrokiem, próbując wyliczyć, czy jakiejś brakowało, a przed pójściem dalej dotknął palcami ich czubków, jakby chciał sprawdzić, czy da się wyczuć jakiegokolwiek ciepło po ich ostatnim rozpaleniu.
— Ciekawe, jak stare mogą być tutejsze systemy zabezpieczeń. Zaklęcia ochronne, pułapki, jakieś przejścia... Część zapewne pochodzi z czasów przed kwintopedami, ale kto wie, co zostało wplecione w te ściany wcześniej? — skomentował, słysząc słowa Dory.
Cały ten zamek może być jedną wielką śmiertelną pułapką, pomyślał przelotnie. W sumie powinni byli się tego spodziewać. Zakon raczej nie wysyłał bojówki na misje do zabytkowych, zadbanych miejsc. To praktycznie zawsze były jakieś jaskinie, porzucone domostwo, dzikie lasy lub wypizdowa na końcu świata, po których nie wiadomo było czego się spodziewać. A ta budowla? Zapuszczona, zniszczona, nawiedzona i nękana przez potwory-kanibale. Nie mówiąc o tym, w jakim stanie mógł być cały system zabezpieczeń. Ciekawe, czy to samo tyczyło się innych budowli znajdującej się na wyspie, jak na przykład ta cała latarnia?
Erik zwolnił nieco kroku, gdy zauważył coś w świetle różdżki Menodory. Zmrużył oczy i przybliżył się do pobliskiej ściany, przyglądając się dość nietypowym śladom. Nietypowym raczej ze względu na to, że znajdowali się w opuszczonym miejscu, niż tym, że w samym swoim wyglądzie wzbudzały podejrzenia. Nie dotykając niczego, Longbottom zaczął wodzić spojrzeniem po śladach.
— Chyba faktycznie ktoś tu trafił przed nami — poinformował na głos, wskazując palcem na pokrytą kurzem ścianę. Pod odpowiednim kątem dało się jednak dostrzec, że nie był to zwykły brud. Wyglądało to raczej tak, jakby ktoś nieumyślnie przejechał parę razy ręką po brudnych kamieniach, a kurz jakiś czas później pył ponownie uderzył w to miejsce, pozostawiając znak po czyjejś interwencji. — Pytanie tylko, jak dawno... Mam nadzieję, że się nie minęliśmy, bo wyszłoby, że cały czas tylko idziemy po ich śladach.
Wypuścił głośno powietrze z ust. Ech, gdyby nie to stado kwintopedów, to mogliby spróbować posłać w niebo jakiś komunikat. Magiczną flarę, sieć iskier... Cokolwiek, co mogłoby zwrócić uwagę zaginionych członków Zakonu Feniksa. A tak, o ile chcieli zachować się odpowiedzialni, to musieli jednak działać po cichu. Zaledwie kilka kroków później okazało się, że nawet działanie ''na spokojnie'' nie było w stanie ich uratować przed niespodziankami, jakie miało jeszcze w zanadrzu zamczysko, ponieważ... Schody nagle zmieniły się w zjeżdżalnię. Ciało Erika mimowolnie wygięło się do tyłu, gdy mężczyzna próbował zachować równowagę lub jakkolwiek zamortyzować nieuchronny wypadek.
— Ciekawe, jak stare mogą być tutejsze systemy zabezpieczeń. Zaklęcia ochronne, pułapki, jakieś przejścia... Część zapewne pochodzi z czasów przed kwintopedami, ale kto wie, co zostało wplecione w te ściany wcześniej? — skomentował, słysząc słowa Dory.
Cały ten zamek może być jedną wielką śmiertelną pułapką, pomyślał przelotnie. W sumie powinni byli się tego spodziewać. Zakon raczej nie wysyłał bojówki na misje do zabytkowych, zadbanych miejsc. To praktycznie zawsze były jakieś jaskinie, porzucone domostwo, dzikie lasy lub wypizdowa na końcu świata, po których nie wiadomo było czego się spodziewać. A ta budowla? Zapuszczona, zniszczona, nawiedzona i nękana przez potwory-kanibale. Nie mówiąc o tym, w jakim stanie mógł być cały system zabezpieczeń. Ciekawe, czy to samo tyczyło się innych budowli znajdującej się na wyspie, jak na przykład ta cała latarnia?
Erik zwolnił nieco kroku, gdy zauważył coś w świetle różdżki Menodory. Zmrużył oczy i przybliżył się do pobliskiej ściany, przyglądając się dość nietypowym śladom. Nietypowym raczej ze względu na to, że znajdowali się w opuszczonym miejscu, niż tym, że w samym swoim wyglądzie wzbudzały podejrzenia. Nie dotykając niczego, Longbottom zaczął wodzić spojrzeniem po śladach.
— Chyba faktycznie ktoś tu trafił przed nami — poinformował na głos, wskazując palcem na pokrytą kurzem ścianę. Pod odpowiednim kątem dało się jednak dostrzec, że nie był to zwykły brud. Wyglądało to raczej tak, jakby ktoś nieumyślnie przejechał parę razy ręką po brudnych kamieniach, a kurz jakiś czas później pył ponownie uderzył w to miejsce, pozostawiając znak po czyjejś interwencji. — Pytanie tylko, jak dawno... Mam nadzieję, że się nie minęliśmy, bo wyszłoby, że cały czas tylko idziemy po ich śladach.
Wypuścił głośno powietrze z ust. Ech, gdyby nie to stado kwintopedów, to mogliby spróbować posłać w niebo jakiś komunikat. Magiczną flarę, sieć iskier... Cokolwiek, co mogłoby zwrócić uwagę zaginionych członków Zakonu Feniksa. A tak, o ile chcieli zachować się odpowiedzialni, to musieli jednak działać po cichu. Zaledwie kilka kroków później okazało się, że nawet działanie ''na spokojnie'' nie było w stanie ich uratować przed niespodziankami, jakie miało jeszcze w zanadrzu zamczysko, ponieważ... Schody nagle zmieniły się w zjeżdżalnię. Ciało Erika mimowolnie wygięło się do tyłu, gdy mężczyzna próbował zachować równowagę lub jakkolwiek zamortyzować nieuchronny wypadek.
(AF) Czy Erik utrzyma równowagę/Jak mocno się poślizgnie na schodach? x1
Rzut W 1d100 - 14
Akcja nieudana
Akcja nieudana
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞