22.01.2026, 17:42 ✶
rozmawia z Gabrielem i Lucy
- Tam, gdzie jedni widzą nudną połać skóry, inni dostrzegają przestrzeń do kreatywnego wykorzystania - uśmiechnął się w odpowiedzi na uwagę Lucienne - Płótno - dodał, bo tym właśnie było jego ciało - narzędziem, tworzywem i medium, zależnie od potrzeby. Dzisiaj zrobiła je koronka, jeszcze wczoraj wieczorem, na scenie - strugi krwi. Chwili przed zaklętą toaletką trzeba było, by pokryły je tatuaże, tym lepsze, że wolne od konieczności bliskiego spotkania z igłami i ryzyka, że za kilka lat się znudzą.
- Projekty kostiumów okrążyły teatr trzy razy, zanim dostały zielone światło i poszły do krawców - zapewnił solennie - A najlepszą reklamą naszego kostiumografa niech będzie to, że dzisiaj też noszą na sobie jego dzieło - zsunął marynarkę z ramion, odsłaniając wspomniane wcześniej plecy, bardziej podkreślone, niż osłonięte warstwami koronki i półprzezroczystej koszuli i okręcił się wkoło w zgrabnym piruecie, prezentując w całej krasie zarówno swój strój, jak i maskę. Rogi nieznacznie dociążały głowę i Hannibal wdzięcznie przegiął ją w obrocie, z zachwytem witając zmianę środka ciężkości w ruchu, dokładnie tak zabawną, jak się spodziewał.
Znieruchomiał dopiero, kiedy poczuł na nadgarstku chwyt Gabriela, daleki od brutalności, a jednak skutecznie przykuwający uwagę. Wzrok Selwyna spoczął na wampirzych palcach zwinnie motających ozdobę - talizman? piętno? - na jego ręce. Hannibal skubnął zębami dolną wargę i spojrzał w oczy krwiopijcy, tylko przez chwilę zaskoczony, zanim przywrócił na twarz kokieteryjny uśmiech. Obciągnął rękaw narzuconej z powrotem na plecy marynarki, ukrywając podarunek bezpiecznie pod ubraniem.
- Liczę na to - odpowiedział na deklarację Gabriela Będziemy słuchać, nie odrywając od hrabiego oczu - Podobnie, jak na bycie wywołanym na bis. A teraz nie będę was zatrzymywał, bawcie się dobrze!
Zatrzepotał rzęsami, ukrytymi za koronkową maską, ale z pewnością podkreślonymi makijażem albo magią, posłał uroczy uśmiech pannie Rosewood i wmieszał się w tłum gości.