07.03.2023, 11:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.03.2023, 11:38 przez Brenna Longbottom.)
Beztroska postawa Samuela mogła dziwić albo kogoś nawet zaniepokoić. Jeśli szło o Brennę, to w tej chwili po prostu cieszyła się tym niefrasobliwym podejściem. Ktoś bardziej podejrzliwy albo uparty mógłby doprowadzić tutaj do impasu, który zakończyłby się w najgorszym wypadku pojedynkiem, w najlepszym uruchamianiem pełnej procedury w BUM. Przyjęła różdżkę Carrowa i stuknęła w nią lekko własną, mrucząc inkantację zaklęcia.
Widmowa postać uniosła się z niej i zaczęła biec. Czar rozpraszający, tak jak mówił. Brenna obserwowała, jak w dymie pojawiają się kolejne trzy zaklęcia – wszystkie zdawały się użytkowe i na pewno żadne z nich nie mogło wywołać efektu petryfikacji. Na ustach Brygadzistki pojawił się więc promienny uśmiech (choć tak naprawdę wcale nie była jakoś szczególnie rozweselona: miała tu do licha wciąż ofiarę poważnego przestępstwa) i oddała różdżkę Carrowowi.
- Myślę, że to w zupełności wystarczy – zapewniła. Zwłaszcza, że zasadniczo zamierzała spróbować skupić się na znalezieniu specjalistów, którzy odczarują tę dziewczynę, sprawdzić okolicę, z której mogła przywieźć, spróbować ustalić kim jest, sprawdzić to miejsce widmowidzeniem… Masa rzeczy, które nawet jeśli nie naprowadzą ich na trop prawdziwych winnych, to raczej wykluczą Sama. Ostatnio rzucone czary uspokoiły Brennę, przynajmniej w dużej mierze.
Odwróciła się wreszcie do posągu. Ostrożnie przebiegła palcami po jego dłoni, ubraniu, sprawdzając fakturę oraz temperaturę. Więcej uwagi poświęciła miejscu, które niedawno krwawiło. Przyjrzała się twarzy: starała się zapamiętać rysy oraz jej wyraz.
A potem machnęła różdżką w stronę rzeźby. Za pierwszym razem nic się nie stało.
Za drugim...
Odkryj wiadomość pozafabularną
...podobnie jak wcześniej Samuel: zdołała ją odczarować. Na krótką chwilę. Dziewczyna, przez chwilę żywa, ruszyła natychmiast biegiem, z jej ust wydobył się okrzyk przerażenia. Włosy i ubranie poruszyły się pod wpływem pędu, krzyk niósł się daleko po lesie. Brenna skoczyła za nią, wyciągnęła dłoń, by ją złapać...
...ale jej palce sięgnęły kamienia. Dziewczyna znów skamieniała.
- Jasny szlag - mruknęła Brenna, chyba bardziej do siebie niż Carrowa. - To nie jest jakiś pertificus totalus, to wygląda na najczarniejszą magię - powiedziała, znów przesuwając się na przód posągu. - Muszę tutaj sprowadzić klątwołamaczy... Nie widziałeś tutaj kogoś poza mną?
Chociaż najlepiej byłoby zabrać posąg ze sobą, ale nie znała się na teleportacji łączonej. Wyciągnęła jednak różdżkę i wymruczała "leviosa" - ale posąg nie ruszył się z miejsca. Raz, drugi, trzeci. Brak efektów. Brenna zamrugała i wycelowała w pobliski pień, gałąź, a potem skałę. Wszystkie podnosiły się na rozkaz różdżki, posąg jednak nie, więc najwyraźniej to nie tak, że Brenna nagle zapomniała, jak akcentuje się to zaklęcie...
- Hm. Odporność na magię poza rozpraszającą...
Widmowa postać uniosła się z niej i zaczęła biec. Czar rozpraszający, tak jak mówił. Brenna obserwowała, jak w dymie pojawiają się kolejne trzy zaklęcia – wszystkie zdawały się użytkowe i na pewno żadne z nich nie mogło wywołać efektu petryfikacji. Na ustach Brygadzistki pojawił się więc promienny uśmiech (choć tak naprawdę wcale nie była jakoś szczególnie rozweselona: miała tu do licha wciąż ofiarę poważnego przestępstwa) i oddała różdżkę Carrowowi.
- Myślę, że to w zupełności wystarczy – zapewniła. Zwłaszcza, że zasadniczo zamierzała spróbować skupić się na znalezieniu specjalistów, którzy odczarują tę dziewczynę, sprawdzić okolicę, z której mogła przywieźć, spróbować ustalić kim jest, sprawdzić to miejsce widmowidzeniem… Masa rzeczy, które nawet jeśli nie naprowadzą ich na trop prawdziwych winnych, to raczej wykluczą Sama. Ostatnio rzucone czary uspokoiły Brennę, przynajmniej w dużej mierze.
Odwróciła się wreszcie do posągu. Ostrożnie przebiegła palcami po jego dłoni, ubraniu, sprawdzając fakturę oraz temperaturę. Więcej uwagi poświęciła miejscu, które niedawno krwawiło. Przyjrzała się twarzy: starała się zapamiętać rysy oraz jej wyraz.
A potem machnęła różdżką w stronę rzeźby. Za pierwszym razem nic się nie stało.
Za drugim...
rozproszenie, próba odczarowania posągu
...i drugi raz.
Rzut N 1d100 - 32
Akcja nieudana
Akcja nieudana
...i drugi raz.
Rzut N 1d100 - 45
Slaby sukces...
Slaby sukces...
...podobnie jak wcześniej Samuel: zdołała ją odczarować. Na krótką chwilę. Dziewczyna, przez chwilę żywa, ruszyła natychmiast biegiem, z jej ust wydobył się okrzyk przerażenia. Włosy i ubranie poruszyły się pod wpływem pędu, krzyk niósł się daleko po lesie. Brenna skoczyła za nią, wyciągnęła dłoń, by ją złapać...
...ale jej palce sięgnęły kamienia. Dziewczyna znów skamieniała.
- Jasny szlag - mruknęła Brenna, chyba bardziej do siebie niż Carrowa. - To nie jest jakiś pertificus totalus, to wygląda na najczarniejszą magię - powiedziała, znów przesuwając się na przód posągu. - Muszę tutaj sprowadzić klątwołamaczy... Nie widziałeś tutaj kogoś poza mną?
Chociaż najlepiej byłoby zabrać posąg ze sobą, ale nie znała się na teleportacji łączonej. Wyciągnęła jednak różdżkę i wymruczała "leviosa" - ale posąg nie ruszył się z miejsca. Raz, drugi, trzeci. Brak efektów. Brenna zamrugała i wycelowała w pobliski pień, gałąź, a potem skałę. Wszystkie podnosiły się na rozkaz różdżki, posąg jednak nie, więc najwyraźniej to nie tak, że Brenna nagle zapomniała, jak akcentuje się to zaklęcie...
- Hm. Odporność na magię poza rozpraszającą...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.