07.03.2023, 12:50 ✶
- Nie wiem. Nie pytałem – przyznał Cathal. Sam nie zdawał się tak naprawdę bardzo mocno przejęty całą sprawą, chociaż to nie tak, że zupełnie nie poruszył go fakt ewidentnego opętania. – Chociaż mogę podejrzewać, że zawsze pragnęła, by ludzie bili jej pokłony – dodał jeszcze, jakby z odrobiną zastanowienia.
Shafiq nie był ani szczególnie małomówny, ani bardzo gadatliwy – chyba że chodziło o dość specyficzne tematy, dotyczące najczęściej historii albo języków. Albo… gdy musiał komuś coś wyjaśnić, tak jak teraz. Wolał podzielić się z Macmillanem wszystkimi informacjami, które mogły wydawać się istotne przy diagnozie, i, najlepiej, odesłaniu ducha w diabły.
- Po co miałbym kłamać? – spytał retorycznie. Nie, to nie tak, że Cathal nigdy nie kłamał. Wprawdzie bardzo rzadko dawał się na tym przyłapać, ale ktoś, kto znał go dostatecznie długo – a on i Sebastian byli na jednym roku w Hogwarcie – mógł podejrzewać, że osobowości Shafiqa daleko od krystalicznej czystości. Owszem, przydzielono go do Slytherinu, bo pewnie inaczej Salazar zmusiłby Cathala do rozdarcia Tiary Przydziału na kawałki, ale zapewne nawet gdyby nie miał w głowie Założyciela, Tiara i tak nie wahałaby się długo.
W tym przypadku jednak naprawdę nie miał powodu ściągać Macmillana z Kairu pod fałszywym pretekstem i dezorganizować pracy tylko dlatego, że na przykład stęsknił się za dawnym kolegą ze szkoły.
- Wątpię, czy rozpozna wisiorek. Fadila opętało w grobowcu, który ma kilka tysięcy lat. Język, w którym mówi i jego zachowanie, sugeruje… jednego ze stałych rezydentów, że tak to ujmę. Nie faraona, bo on nie padłby na kolana nawet przed boginią, raczej jednego z niższych kapłanów albo kogoś, kto zginął podczas budowy grobowców. W tamtym okresie nie mieli kontaktów z europejskimi czarodziejami, a kult Matki też jeszcze nie miał obecnego oblicza – odparł Cathal, dość odruchowo wchodząc w tryb wyjaśniania historycznych zawiłości tego regionu świata. Wszystko było tym bardziej skomplikowane, że mugolska historia sobie, a czarodziejka historia sobie… Shafiq nie zdawał się też ani trochę zaskoczony tonem Sebastiana, a sam też odpowiadał tak, jakby rozprawiał o egipskiej pogodzie. W tutejszych grobowcach widziało się naprawdę gorsze rzeczy. Przynajmniej w tych ich częściach, w których panoszyli się czarodzieje. Tylko w zeszłym tygodniu znaleźli kilka mugolskich, straszliwie zdeformowanych szkieletów: złodzieje grobów dostali się tam, gdzie wchodzić zdecydowanie nie powinni… - Nie zaobserwowałem nienaturalnej siły. Miał za to problemy z poruszaniem, przynajmniej na początku. Być może nie przywykł do nowego ciała?
Dotarli wreszcie do kompleksu skalnego. Cathal przeszedł wzdłuż niego, a potem zbliżył się do litej ściany i przeszedł przez nią. Była to rzecz jasna prosta iluzja, odnawiana przez nich regularnie, aby nie przyciągać uwagi mugoli do jaskini, której używali, gdy musieli mieć spokój – na przykład w celu zbadania niektórych znalezisk. Zaraz za iluzją kryła się druga przeszkoda, prosta bariera, którą Shafiq zdjął za pomocą finite. Potem, za pomocą lumos, rozświetlił mrok. Jaskinia sama w sobie specjalnie nie wyróżniała się na tle innych. Powstała zapewne naturalnie, była spora, miała nierówne sklepienie, w niektórych miejscach wyższe, w innych niższe. W jednej z jej części przygotowano stanowisko pracy. Był to stół, lampy, dwie skrzynie. Brakowało krzeseł – te pewnie regularnie wyczarowywali, gdy ich potrzebowali. W drugiej części, na kocu i poduszce, leżał człowiek, mężczyzna, na oko po czterdziestce. Był spetryfikowany, na wszelki wypadek też związany i otaczał go runiczny krąg, przygotowany przez Cathala.
Shafiq obejrzał się za Sebastianem, sprawdzając, czy Macmillan ruszył za nim.
Shafiq nie był ani szczególnie małomówny, ani bardzo gadatliwy – chyba że chodziło o dość specyficzne tematy, dotyczące najczęściej historii albo języków. Albo… gdy musiał komuś coś wyjaśnić, tak jak teraz. Wolał podzielić się z Macmillanem wszystkimi informacjami, które mogły wydawać się istotne przy diagnozie, i, najlepiej, odesłaniu ducha w diabły.
- Po co miałbym kłamać? – spytał retorycznie. Nie, to nie tak, że Cathal nigdy nie kłamał. Wprawdzie bardzo rzadko dawał się na tym przyłapać, ale ktoś, kto znał go dostatecznie długo – a on i Sebastian byli na jednym roku w Hogwarcie – mógł podejrzewać, że osobowości Shafiqa daleko od krystalicznej czystości. Owszem, przydzielono go do Slytherinu, bo pewnie inaczej Salazar zmusiłby Cathala do rozdarcia Tiary Przydziału na kawałki, ale zapewne nawet gdyby nie miał w głowie Założyciela, Tiara i tak nie wahałaby się długo.
W tym przypadku jednak naprawdę nie miał powodu ściągać Macmillana z Kairu pod fałszywym pretekstem i dezorganizować pracy tylko dlatego, że na przykład stęsknił się za dawnym kolegą ze szkoły.
- Wątpię, czy rozpozna wisiorek. Fadila opętało w grobowcu, który ma kilka tysięcy lat. Język, w którym mówi i jego zachowanie, sugeruje… jednego ze stałych rezydentów, że tak to ujmę. Nie faraona, bo on nie padłby na kolana nawet przed boginią, raczej jednego z niższych kapłanów albo kogoś, kto zginął podczas budowy grobowców. W tamtym okresie nie mieli kontaktów z europejskimi czarodziejami, a kult Matki też jeszcze nie miał obecnego oblicza – odparł Cathal, dość odruchowo wchodząc w tryb wyjaśniania historycznych zawiłości tego regionu świata. Wszystko było tym bardziej skomplikowane, że mugolska historia sobie, a czarodziejka historia sobie… Shafiq nie zdawał się też ani trochę zaskoczony tonem Sebastiana, a sam też odpowiadał tak, jakby rozprawiał o egipskiej pogodzie. W tutejszych grobowcach widziało się naprawdę gorsze rzeczy. Przynajmniej w tych ich częściach, w których panoszyli się czarodzieje. Tylko w zeszłym tygodniu znaleźli kilka mugolskich, straszliwie zdeformowanych szkieletów: złodzieje grobów dostali się tam, gdzie wchodzić zdecydowanie nie powinni… - Nie zaobserwowałem nienaturalnej siły. Miał za to problemy z poruszaniem, przynajmniej na początku. Być może nie przywykł do nowego ciała?
Dotarli wreszcie do kompleksu skalnego. Cathal przeszedł wzdłuż niego, a potem zbliżył się do litej ściany i przeszedł przez nią. Była to rzecz jasna prosta iluzja, odnawiana przez nich regularnie, aby nie przyciągać uwagi mugoli do jaskini, której używali, gdy musieli mieć spokój – na przykład w celu zbadania niektórych znalezisk. Zaraz za iluzją kryła się druga przeszkoda, prosta bariera, którą Shafiq zdjął za pomocą finite. Potem, za pomocą lumos, rozświetlił mrok. Jaskinia sama w sobie specjalnie nie wyróżniała się na tle innych. Powstała zapewne naturalnie, była spora, miała nierówne sklepienie, w niektórych miejscach wyższe, w innych niższe. W jednej z jej części przygotowano stanowisko pracy. Był to stół, lampy, dwie skrzynie. Brakowało krzeseł – te pewnie regularnie wyczarowywali, gdy ich potrzebowali. W drugiej części, na kocu i poduszce, leżał człowiek, mężczyzna, na oko po czterdziestce. Był spetryfikowany, na wszelki wypadek też związany i otaczał go runiczny krąg, przygotowany przez Cathala.
Shafiq obejrzał się za Sebastianem, sprawdzając, czy Macmillan ruszył za nim.