23.01.2026, 03:12 ✶
Nie potrafił nigdy przestać palić heroiny, nawet jeżeli wiedział, że go to zabija i kiedyś się po prostu nie obudzi. Przeżył pożar w rezerwacie. Biegał po tutejszych plażach i lasach, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że pyłki mogły cokolwiek w czymkolwiek zmieniać. Jak wąchanie roślin mogłoby być szkodliwe? Tak, tak, tak, nie wiem, a co to w ogóle znaczy? Znał odpowiedzi, ale zamiast mówić przesuwał spojrzeniem po wszystkim po czym tylko mógł, nie pozwalając mu zastygnąć na dłużej. Powoli docierała do niego smutna, przeraźliwie beznadziejna prawda. Był takim zgarbionym, nerwowo poruszającym się kłębkiem nerwów, bo tutaj przecież nie było żadnych dobrych odpowiedzi. Jeżeli się przyzna do wszystkiego, obedrze się z prawdy o sobie, to Laurent się na nim zawiedzie. To samo stanie się, jeżeli nie da sobie pomóc. Tutaj nie było wyboru! Obie ścieżki prowadziły do tej samej konkluzji. Nie chcesz się leczyć lub bierzesz heroinę – nie przeszkadza ci myśl, że zdechniesz dusząc się i zostanę sam. Najgorsza z możliwych prawd. Na samą myśl miał ochotę wpakować palce do ust i zacząć obgryzać paznokcie, ale zdążył zagryźć je wcześniej, kiedy to spotkanie nieubłaganie się zbliżało.
– Palę tylko trawkę – skłamał bezczelnie, zasłaniając się czymś, co również śmierdziało na kilometr mugolstwem, ale nie było tak drastyczne.
Obecność Laurenta, który wrócił tu po serii zadanych Flynnowi pytań, nie wydawała się szczególnie pomocna. Oczywiście – to nie było tak, że nie chciał mieć go przy sobie, ale ciężar nowego kłamstwa miażdżył go wręcz. Każdy jego związek miał datę ważności. Życie w New Forest było zbyt sielankowe, żeby mógł przypisać mu jakąkolwiek dłuższą niż koniec bieżącego roku. Laurent mógł mieć każdego, kogo chciał mieć, więc dlaczego miałby ograniczyć się do kogoś, kto miałby problem z wypełnieniem pisemnego formularza? Żar rozpalany przez niego nieustannie kiedyś zgaśnie pod ilością kłótni, aż wreszcie dotrze do niego prawda – że się opiekuje przybłędą, która nigdy nie będzie w stanie tego docenić, ale nie da się wytłumaczyć jej tak, jak tłumaczy się psy. Flynn nie potrafił wierzyć w zmianę samego siebie. Jeżeli chcieli kogoś zbawić, Jim mógłby zrobić im świetny wykład o chodzeniu po wodzie i zamienianiu wody w wino.
– Yeah... Spoko – powiedział, kiedy przypomniał sobie ostatnie pytanie, to o badaniach. Nie potrafił wyzbyć się wrażenia, że dla wszystkich zebranych lepiej by było, gdyby to załatwić rozmową telefoniczną. Czy tam... Przez sowy.
– Palę tylko trawkę – skłamał bezczelnie, zasłaniając się czymś, co również śmierdziało na kilometr mugolstwem, ale nie było tak drastyczne.
Obecność Laurenta, który wrócił tu po serii zadanych Flynnowi pytań, nie wydawała się szczególnie pomocna. Oczywiście – to nie było tak, że nie chciał mieć go przy sobie, ale ciężar nowego kłamstwa miażdżył go wręcz. Każdy jego związek miał datę ważności. Życie w New Forest było zbyt sielankowe, żeby mógł przypisać mu jakąkolwiek dłuższą niż koniec bieżącego roku. Laurent mógł mieć każdego, kogo chciał mieć, więc dlaczego miałby ograniczyć się do kogoś, kto miałby problem z wypełnieniem pisemnego formularza? Żar rozpalany przez niego nieustannie kiedyś zgaśnie pod ilością kłótni, aż wreszcie dotrze do niego prawda – że się opiekuje przybłędą, która nigdy nie będzie w stanie tego docenić, ale nie da się wytłumaczyć jej tak, jak tłumaczy się psy. Flynn nie potrafił wierzyć w zmianę samego siebie. Jeżeli chcieli kogoś zbawić, Jim mógłby zrobić im świetny wykład o chodzeniu po wodzie i zamienianiu wody w wino.
– Yeah... Spoko – powiedział, kiedy przypomniał sobie ostatnie pytanie, to o badaniach. Nie potrafił wyzbyć się wrażenia, że dla wszystkich zebranych lepiej by było, gdyby to załatwić rozmową telefoniczną. Czy tam... Przez sowy.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.