Uważał, że niesamowitym pomysłem było, by zorganizować tegoroczne Mabon właśnie w jego restauracji nad którą tak ostatnimi czasy pracował. Mieli kuchnię, mieli salę, mieli pełno miejsca, więc nic nie stało na przeszkodzie, a kucharze którzy odpowiedzieli na jego ogłoszenie, dość chętnie podjęli się przygotowania całego tego obiadu, bo galeony piechotą nie chodziły. Oto więc mieli suto zastawiony stół, którym królowały tak samo klasyczne, proste dania, jak i te nieco bardziej wykwintne. Były duszone warzywa; królowała oczywiście dynia, do której dorzucono korzenne warzywa i ziemniaki. Oprócz tego chleb na zakwasie, dyniową zupę, ale także paszteciki z mięsem i bez, dyniowe placki, nadziewany drób, a do tego aromatyczne sosy, w których można było przebierać. Na deser przewidziane były pieczone jabłka w waniliowym sosie, szarlotka, dyniowe ciasta i kandyzowane orzechy. Do picia klasyczny cydr, piwo zwykłe i takie, nad którym pracował ostatnio czyli z nutą raptuśnika, po którego wypiciu człowiekowi polepszał się humor i uśmiechał się chętniej. Ale gdyby ktoś chciał, można było poprosić tak samo o herbatę, jak i coś z wyższej półki, w końcu mieli do dyspozycji całą piwniczkę i jej zawartość.
Pomimo tego, że ktoś to wszystko musiał razem z nim gotować, w restauracji byli sami. Bott postanowił odesłać pracowników, po pierwsze uznając że z podaniem sam da sobie radę, a po drugie było święto i inni też powinni spędzić je ze swoimi rodzinami. Należało się cieszyć towarzystwem i atmosferą, a nie czekać aż szef skończy jeść. Na wszystko czego nie zjedzą też miał plan - chciał to potem wszystko zapakować i część wcisnąć faktycznie Millie i Alastarowi, podczas gdy reszta miała trafić do kuchni gdzie mogli zgłaszać się potrzebujący.
Wnętrze lokalu dawało wrażenie ciepłości i wygody. Dużo tu było przede wszystkim drewna, bo widać było ciemne panele, lite stoły i belki które odcinały się na tle bielonego sufitu. Światło też samo w sobie miało ciepły kolor, no było też nieco zieleni w postaci rozstawionych gdzieniegdzie roślin. Na ulicę wyglądało szerokie okno od frontu, w które wstawione były barwione szybki. Obiad natomiast został przygotowany dla nich na owalnym stole, gdzie wszyscy mogli pomieścić się we czwórkę. Co oprócz tego rzucało się w oczy to odsłonięta bielusieńka i goła ściana, od której odsunięte były meble. Na coś czekała.
- A to twoja ściana, Mills - powiedział, szerokim gestem prezentując przyszłe płótno nie tylko samej artystce, ale też jej bratu i ojcu. - Czeka na ciebie i twoje artystyczne popisy, dokładnie tak jak obiecałem. Już nie mogę się doczekać, co mi tutaj namalujesz. Wiem jednak, że cokolwiek to nie będzie, na pewno okaże się wspaniałe. W końcu neisamowita z ciebie artystka!