07.03.2023, 13:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.03.2023, 13:09 przez Brenna Longbottom.)
- Zawsze czyści to są ponoć Blackowie – stwierdziła Brenna. Był to rzecz jasna żart, choć wypowiedziany nieco mniej wesołym tonem niż gdyby stało się to w innych okolicznościach. – Gdybym miała zgadywać, powiedziałabym, że trafiła ją klątwa, kiedy próbowała przed kimś… albo przed kimś uciec. Nie wygląda na ranną.
Longbottom obeszła posąg, a potem spojrzała w stronę, z której kobieta zapewne przybiegła. Nie widziała żadnego niebezpieczeństwa, ruszyła jednak nieco dalej, sprawdzając, czy ściółka, gałęzie, liście, wyglądały na świeżo naruszone.
Musiała później sprawdzić, co znajdowało się w linii prostej od miejsca ucieczki. Tymczasem jednak wróciła z powrotem do posągu i Carrowa, wciąż z różdżką w ręku. Jego propozycja nie była głupia. Jeśli ktoś miał szansę przenieść ten posąg, to właśnie Carrow. Kto inny zapewne przy takim fenomenie… ryzykowałby rozszczepienie.
Brenna obawiała się jednak, że w tym przypadku okaże się, że dziewczyny nie da się ruszyć z miejsca.
- Będę wdzięczna, chociaż obawiam się, że na teleportację też będzie odporna. I nie mam zamiaru tu kwitnąć. Jest parę rzeczy, które mogę zrobić, a jeśli nic nie przyniesie efektu, a jej nie uda się stąd zabrać… Lepiej będzie, jeżeli potem tu wrócę z odpowiednimi osobami.
Obróciła się wokół własnej osi, wykonując skomplikowany ruch różdżką. Kolejny czar. Złoty pył rozniósł się wokół Brenny, ogarnął posąg i Samuela, a potem opadł, kłębiąc się przy trawie na polanie. Zaczęły powoli formułować się w nim ślady. Te należące do Carrowa – pokazujące, jak wyszedł z lasu, zbliżył się do miejsca, gdzie wcześniej stał posąg. Te Brenny, wiodące z przeciwnej strony. I wreszcie samej dziewczyny, która przebiegła pewien dystans, odczarowana najpierw przez niego, potem przez nią.
- Możemy spokojnie założyć, że albo ktoś zaklął ją jakiś czas temu, albo nie zrobił tego tutaj – wymamrotała Brenna i przygryzła wargę. Bo zaczynały ogarniać ją złe przeczucia. Las nie był bardzo popularnym miejscem wśród czarodziejów, to z kolei oznaczało, że ta kobieta mogła stać tu od dawna.
Od dni? Od tygodni? Miesięcy?
Lat?
Brenna przymknęła oczy, bo poczuła, że zaczyna ją boleć głowa. Zdjęcie posągu. Akta zaginionych. Klątwołamacze. Sprawdzenie przyczyn zamienienia się w kamień. Sprawdzenie, co znajduje się w linii prostej od miejsca, gdzie stała czarodziejka – problem w tym, że jeśli ktoś po prostu zamienił ją w lesie, to nic nie znajdzie…
- Poszłam na spacer i mam kolejne śledztwo – westchnęła w końcu, cicho, bardziej do siebie niż Carrowa. Ostatnio miała wrażenie, że te dosłownie same ją znajdują. I to dosłownie na każdym kroku. Na tym polegała ta praca, ale chyba nie każdego Brygadzistę praca ta znajdowała, ledwo zrobił gdzieś dwa kroki, prawda?
– Spróbuj, proszę, teleportować się z nią może na krótki dystans? Nie ryzykujemy od razu starań do Londynu.
Miała dziwne wrażenie, że na drugi koniec polany, który wskazała, teleportuje się jednak sam Samuel…
Revalio, kształtowanie:
Longbottom obeszła posąg, a potem spojrzała w stronę, z której kobieta zapewne przybiegła. Nie widziała żadnego niebezpieczeństwa, ruszyła jednak nieco dalej, sprawdzając, czy ściółka, gałęzie, liście, wyglądały na świeżo naruszone.
Musiała później sprawdzić, co znajdowało się w linii prostej od miejsca ucieczki. Tymczasem jednak wróciła z powrotem do posągu i Carrowa, wciąż z różdżką w ręku. Jego propozycja nie była głupia. Jeśli ktoś miał szansę przenieść ten posąg, to właśnie Carrow. Kto inny zapewne przy takim fenomenie… ryzykowałby rozszczepienie.
Brenna obawiała się jednak, że w tym przypadku okaże się, że dziewczyny nie da się ruszyć z miejsca.
- Będę wdzięczna, chociaż obawiam się, że na teleportację też będzie odporna. I nie mam zamiaru tu kwitnąć. Jest parę rzeczy, które mogę zrobić, a jeśli nic nie przyniesie efektu, a jej nie uda się stąd zabrać… Lepiej będzie, jeżeli potem tu wrócę z odpowiednimi osobami.
Obróciła się wokół własnej osi, wykonując skomplikowany ruch różdżką. Kolejny czar. Złoty pył rozniósł się wokół Brenny, ogarnął posąg i Samuela, a potem opadł, kłębiąc się przy trawie na polanie. Zaczęły powoli formułować się w nim ślady. Te należące do Carrowa – pokazujące, jak wyszedł z lasu, zbliżył się do miejsca, gdzie wcześniej stał posąg. Te Brenny, wiodące z przeciwnej strony. I wreszcie samej dziewczyny, która przebiegła pewien dystans, odczarowana najpierw przez niego, potem przez nią.
- Możemy spokojnie założyć, że albo ktoś zaklął ją jakiś czas temu, albo nie zrobił tego tutaj – wymamrotała Brenna i przygryzła wargę. Bo zaczynały ogarniać ją złe przeczucia. Las nie był bardzo popularnym miejscem wśród czarodziejów, to z kolei oznaczało, że ta kobieta mogła stać tu od dawna.
Od dni? Od tygodni? Miesięcy?
Lat?
Brenna przymknęła oczy, bo poczuła, że zaczyna ją boleć głowa. Zdjęcie posągu. Akta zaginionych. Klątwołamacze. Sprawdzenie przyczyn zamienienia się w kamień. Sprawdzenie, co znajduje się w linii prostej od miejsca, gdzie stała czarodziejka – problem w tym, że jeśli ktoś po prostu zamienił ją w lesie, to nic nie znajdzie…
- Poszłam na spacer i mam kolejne śledztwo – westchnęła w końcu, cicho, bardziej do siebie niż Carrowa. Ostatnio miała wrażenie, że te dosłownie same ją znajdują. I to dosłownie na każdym kroku. Na tym polegała ta praca, ale chyba nie każdego Brygadzistę praca ta znajdowała, ledwo zrobił gdzieś dwa kroki, prawda?
– Spróbuj, proszę, teleportować się z nią może na krótki dystans? Nie ryzykujemy od razu starań do Londynu.
Miała dziwne wrażenie, że na drugi koniec polany, który wskazała, teleportuje się jednak sam Samuel…
Revalio, kształtowanie:
Rzut PO 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.