23.01.2026, 20:57 ✶
Mathilda nie wyglądała zbyt groźnie: raczej jak dziewczyna, która się tutaj zgubiła… ale wąż poruszający się na jej szyi już trochę tak, a w świecie czarów pozory lubiły mylić. Bardzo ładne, drobne, pozornie nieszkodliwe i chyba trochę przestraszone dziewczyny też mogły w końcu używać czarnej magii.
W półmroku Brenna nie mogła dokładnie się jej przyjrzeć, choć twarz wzbudzała jakieś odległe skojarzenia i była prawie pewna, że gdzieś już tę widziała. Ciężko było jednak skojarzyć pannę z przedstawienia, zważywszy na to, że wtedy rzadko miało się okazję przyjrzeć uważnie występującym, ginącym trochę pod makijażem, wymyślnymi fryzurami, strojami i przede wszystkim ciężarem roli.
Nie czyniła więc żadnych gwałtownych ruchów, ale obserwowała dziewczynę i węża… no dobrze, przede wszystkim węża… bardzo, bardzo uważnie.
– Mówiła, że boi się sama wrócić do domu… ale poprowadziła mnie tutaj i znikła mi z oczu, jak się odwróciłam. Mam wrażenie, że jednak w tym miejscu nie mieszka żadne dziecko – powiedziała, pewna, że jeśli sama nieznajoma nie jest jakąś wariatką krążącą po ruinach po nocach, to uzna za wariatkę Brennę. I może dlatego Brenna postanowiła na razie nie wspominać, że ma dziwne wrażenie, że ta dziewczynka mogła być duchem. – Yhym… nie szkodzi? Cześć, Artemisie? – stwierdziła, tak trochę niepewnie. Gdyby to był kot albo pies, pewnie wystawiłaby rękę, w taki sposób, by ochraniać podwinięte palce, i pozwalając takiemu samemu zdecydować, czy chce tę obwąchać… ale choć absolutnie nie znała się na zwierzętach, miała dziwne wrażenie, że w przypadku węża nie byłoby to najlepsze posunięcie.
Czy powinna spytać, czy on gryzie? I jak w ogóle można zauroczyć węża? Czy był magiczny, skoro Mathilda nosiła go tak ze sobą?
I kiedy Mathilda wyciągnęła dłoń pierwsza, Brenna wprawdzie jej rękę uścisnęła, ale zezowała przy tym trochę na węża, czy ten nie postanowi nagle jej ukąsić. Uścisk miała jednak pewny, mocny, choć nie na tyle, by zabolało, i dość krótki, a gdy się odezwała, w jej głosie nie znać było niepewności czy choćby śladu strachu.
– Brenna. Nie spodziewałam się tutaj nikogo. Znaczy się, nie spodziewałabym się, gdybym sama tutaj tak nie trafiła. Mieszka pani w pobliżu? – spytała, cofając się o krok po podaniu dłoni i zajrzała do wnętrza dworku Cape. Wszędzie poniewierały się kamienie i deski, które pewnie poupadały z wyższych pięter. Na niektórych ścianach dostrzegała coś, co mogło być starymi malunkami albo resztkami tapet. – Może wie pani, czy są tu niedaleko jakieś inne domy, w których ten dzieciak mógłby mieszkać? Zaczynam mieć wrażenie, że ta mała tylko mi się przyśniła.
…albo że była duchem, ale po co cię straszyć, że wpadłaś tu na kogoś absolutnie walniętego.
A za jej pytaniem kryło się drugie dno. Bo z jednej strony chciała wiedzieć, czy obok był jakiś dom, do którego mogła pobiec Fiona, a z drugiej chyba trochę chciała wybadać, co ta panienka robiła tutaj sama już po zmroku.
– A co do szukania… to mogę sprawdzić chyba dość łatwo, czy jest tu obok. Tylko proszę się nie przestraszyć, użyję animagii – ostrzegła: normalnie by tego nie robiła, ale okoliczności były wyjątkowe. Raz, zanim się przemieni, wolała jeszcze się upewnić, że kobieta nie jest zagrożeniem. Dwa, w takiej sytuacji nagłe pojawienie się wilka mogło kogoś po prostu przerazić.
W półmroku Brenna nie mogła dokładnie się jej przyjrzeć, choć twarz wzbudzała jakieś odległe skojarzenia i była prawie pewna, że gdzieś już tę widziała. Ciężko było jednak skojarzyć pannę z przedstawienia, zważywszy na to, że wtedy rzadko miało się okazję przyjrzeć uważnie występującym, ginącym trochę pod makijażem, wymyślnymi fryzurami, strojami i przede wszystkim ciężarem roli.
Nie czyniła więc żadnych gwałtownych ruchów, ale obserwowała dziewczynę i węża… no dobrze, przede wszystkim węża… bardzo, bardzo uważnie.
– Mówiła, że boi się sama wrócić do domu… ale poprowadziła mnie tutaj i znikła mi z oczu, jak się odwróciłam. Mam wrażenie, że jednak w tym miejscu nie mieszka żadne dziecko – powiedziała, pewna, że jeśli sama nieznajoma nie jest jakąś wariatką krążącą po ruinach po nocach, to uzna za wariatkę Brennę. I może dlatego Brenna postanowiła na razie nie wspominać, że ma dziwne wrażenie, że ta dziewczynka mogła być duchem. – Yhym… nie szkodzi? Cześć, Artemisie? – stwierdziła, tak trochę niepewnie. Gdyby to był kot albo pies, pewnie wystawiłaby rękę, w taki sposób, by ochraniać podwinięte palce, i pozwalając takiemu samemu zdecydować, czy chce tę obwąchać… ale choć absolutnie nie znała się na zwierzętach, miała dziwne wrażenie, że w przypadku węża nie byłoby to najlepsze posunięcie.
Czy powinna spytać, czy on gryzie? I jak w ogóle można zauroczyć węża? Czy był magiczny, skoro Mathilda nosiła go tak ze sobą?
I kiedy Mathilda wyciągnęła dłoń pierwsza, Brenna wprawdzie jej rękę uścisnęła, ale zezowała przy tym trochę na węża, czy ten nie postanowi nagle jej ukąsić. Uścisk miała jednak pewny, mocny, choć nie na tyle, by zabolało, i dość krótki, a gdy się odezwała, w jej głosie nie znać było niepewności czy choćby śladu strachu.
– Brenna. Nie spodziewałam się tutaj nikogo. Znaczy się, nie spodziewałabym się, gdybym sama tutaj tak nie trafiła. Mieszka pani w pobliżu? – spytała, cofając się o krok po podaniu dłoni i zajrzała do wnętrza dworku Cape. Wszędzie poniewierały się kamienie i deski, które pewnie poupadały z wyższych pięter. Na niektórych ścianach dostrzegała coś, co mogło być starymi malunkami albo resztkami tapet. – Może wie pani, czy są tu niedaleko jakieś inne domy, w których ten dzieciak mógłby mieszkać? Zaczynam mieć wrażenie, że ta mała tylko mi się przyśniła.
…albo że była duchem, ale po co cię straszyć, że wpadłaś tu na kogoś absolutnie walniętego.
A za jej pytaniem kryło się drugie dno. Bo z jednej strony chciała wiedzieć, czy obok był jakiś dom, do którego mogła pobiec Fiona, a z drugiej chyba trochę chciała wybadać, co ta panienka robiła tutaj sama już po zmroku.
– A co do szukania… to mogę sprawdzić chyba dość łatwo, czy jest tu obok. Tylko proszę się nie przestraszyć, użyję animagii – ostrzegła: normalnie by tego nie robiła, ale okoliczności były wyjątkowe. Raz, zanim się przemieni, wolała jeszcze się upewnić, że kobieta nie jest zagrożeniem. Dwa, w takiej sytuacji nagłe pojawienie się wilka mogło kogoś po prostu przerazić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.