• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence

[sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
24.01.2026, 05:35  ✶  
Spojrzałem na jej twarz - była zdeterminowana, to było widać w sposobie, w jaki stała wyprostowana, jakby postanowiła zapuścić tu korzenie. Przez dłuższą chwilę tylko na nią patrzyłem, z tym lekkim, drażniącym skupieniem, jakby była zagadką, której nie planowałem dziś rozwiązywać. Przyglądałem jej się uważniej, nie w sposób nachalny, raczej badawczy - nie pasowała tu, nie do pociągu, nie do tej trasy, nie do ciszy, która wcześniej była tu kompletna i nienaruszona.
- Ach… - Mruknąłem, wzdychając przeciągle, ale teatralnie. Irytujące… Intrygujące… - Semantyka. Już rozumiem, z kim mam do czynienia. - Uniosłem kącik ust, ledwie zauważalnie, to nie był uśmiech, raczej przyznanie punktu. Oparłem się wygodniej, rozsuwając nogi jeszcze odrobinę, zupełnie bezwstydnie zajmując przestrzeń, która i tak była projektowana przez kogoś o znacznie mniejszej wyobraźni i wzroście.
- Technicznie - powiedziałem z tym samym cieniem bezczelności - to nie poprawia twojej sytuacji. - Rozparłem się jeszcze bardziej, zajmując dokładnie tyle miejsca, ile potrzebowałem, czyli zdecydowanie za dużo. Przyglądałem jej się w milczeniu, kiedy mówiła, mając wrażenie, że mówiła za dużo, albo może po prostu ten pociąg nie był miejscem na długie wyjaśnienia. Świat tutaj działał inaczej, jakby każde słowo miało wagę, a zbyt wiele mogło coś rozregulować. Wciąż nie ogarniałem wspomnień, nie potrafiłem złapać się żadnej osi czasu ani znaczeń, ale rejestrowałem szczegóły - to zawsze mi zostawało.
Słuchałem jej dalej, pozwalając, żeby mówiła. O miejscach, o normach, o moich nogach, to ostatnie było akurat uczciwe. Zawsze miałem problem z meblami projektowanymi przez ludzi o mniejszych ambicjach wzrostowych. Skwitowałem to spojrzeniem na własne kolana, potem na siedzenia, potem z powrotem na nią, w następnie westchnąłem cicho, z rezygnacją kogoś, kto całe życie słyszał to samo. To był mój jedyny stały punkt odniesienia w tym miejscu, które wyglądało jak sen udający wspomnienie.
- To nie brak manier, tylko przezorność i przywiązanie do prawa własności. Wygodniej dysponować całością, nie kawałkiem. - Odparłem. - Nie moja wina, że ktoś projektował ten przedział z myślą o hobbitach. - Kącik ust uniósł mi się minimalnie, bardziej z nawyku niż złośliwości. - Projektant był optymistą. -  Stwierdziłem. - Zakładał istnienie norm. Ahem. Zdrowy egoizm. Muszę sobie radzić. - Oparłem się wygodniej o siedzenie, dłonie splecione luźno, ciało rozluźnione w sposób, który aż krzyczał o tym, jak bardzo było mi tu komfortowo, nawet jeśli to było dalekie od prawdy.
- Skoro nie siedzisz, bo nie zdążyłaś -  powtórzyłem wolno - to równie dobrze możesz nie zdążyć wysiąść. - Byłem chłodny, zdystansowany. Wpatrywałem się w jej oczy głęboko, jakby to w nich była odpowiedź na pytanie, którego jeszcze nie zadałem. W pierwszej chwili naprawdę miałem ochotę się jej pozbyć, jak niepasującego elementu snu, a jednak coś w jej obecności mnie nie drażniło tak bardzo, jak powinno, jakby irytacja nie potrafiła się do końca rozpędzić. Nie cofnąłem nóg, patrzyłem za to, jak zamyka za sobą drzwi, jakby odcinała sobie drogę odwrotu, i chociaż poczułem w sobie coś w rodzaju cichego sprzeciwu, dziwnym trafem nie przerodził się on w rozkaz opuszczenia mojej przestrzeni prywatnej.
- Nie musisz stać na baczność. To nie egzamin. - To był ten moment, w którym chciałem ją odprawić, naprawdę, coś we mnie uznało ją za zakłócenie, błąd w układzie, ćmę, którą należało wypuścić przez okno, a jednak nie zrobiłem tego.
Każde kolejne zdanie było jak mały kamyk wrzucany do wody, kręgi się rozchodziły, chociaż nie wiedziałem jeszcze, dlaczego jej pewność siebie była… Nie na miejscu. Wyprostowana sylwetka, to uporczywe „tu jestem”, jakby próbowała wpasować się w przestrzeń siłą woli, to było nierozsądne, ale też jakoś jakby niepokojąco znajome. Przez moment tylko na nią patrzyłem, bez pośpiechu, z tym lekkim przechyleniem głowy, które zwykle oznaczało, że coś mnie bawi albo intryguje, a najczęściej oba naraz.
Przesunąłem spojrzeniem po drobnej dłoni, na kieszeń, z której zaczęła coś wyciągać, coś w tym widoku było zaskakująco znajome - nie wspomnienie, raczej odruch, jakby mózg chciał coś dopowiedzieć, ale nie znał słów. Wpatrywałem się w nią zdecydowanie dłużej, niż wypadało, bo coś w jej sposobie stania coraz bardziej nie pasowało do mojego pierwszego odruchu, żeby ją stąd wyprosić. Była zbyt pewna, jak na kogoś, kto rzekomo „nie zdążył usiąść”, zbyt spokojna, jak na kogoś, kto właśnie wpakował się do cudzego przedziału w pociągu, rozmawiając z człowiekiem, który ewidentnie nie lubił towarzystwa, ale jednocześnie miałem wrażenie, iż trochę za bardzo starała się wyglądać, jakby to miejsce należało do niej równie mocno jak do mnie.
Uśmiechnąłem się, naprawdę się uśmiechnąłem, kiedy wspomniała o gumie balonowej i lizakach, to był ten odruchowy, krótki ruch kącika ust, którego nie kontrolowałem, jakby coś we mnie rozpoznało drobny kod dostępu do sympatii.
- Guma balonowa… - Mruknąłem pod nosem. - To zmienia postać rzeczy. - Nie sięgnąłem po nią, nie wyciągnąłem ręki, tylko pozwoliłem tej myśli zawisnąć między nami. Coś w tym było rozczulającego, chociaż jeszcze chwilę wcześniej byłem gotów ją wyprosić bez cienia wahania.
Zamilkłem na chwilę, pozwalając, żeby rytm kół wypełnił ciszę, coś w tym dźwięku było kojące, jak serce bijące gdzieś bardzo daleko, ale równo. Nie zadawałem sobie pytania, jak to możliwe, tu nie wszystko musiało mieć sens. Przyglądałem się jej dalej, uważniej, niż robi się to wobec obcych, coś w jej postawie było zbyt skupione, zbyt ostrożne, jak u kogoś, kto stąpa po cienkim lodzie, ale robi to z przekonaniem, że musi przejść na drugą stronę.
„Druga strona…”
- Wiesz - powiedziałem ciszej - to nie jest pociąg, w którym zwykle się… Dosiada. - Słowo zabrzmiało inaczej, niż powinno, miało ciężar, którego nie potrafiłem wyjaśnić. Myśl uciekała, kiedy próbowałem ją złapać. - Ludzie, którzy tu trafiają… Zazwyczaj nie mają towarzystwa. - Przez chwilę zatrzymałem wzrok na pustym przedziale, na miejscach, które powinny być zajęte przez hałas, śmiech, przypadkowe rozmowy, ale były… Puste, od początku były puste.
Wyprostowałem się odrobinę, opierając plecy mocniej o siedzenie, przez moment miałem ochotę powiedzieć „nie” tylko z przyzwyczajenia, z tej potrzeby pilnowania porządku rzeczy, który i tak był tu umowny. Zamiast tego spojrzałem jej w oczy dłużej, uważniej. Przechyliłem głowę minimalnie, zerknąłem na wolne siedzenia, potem z powrotem na nią. Nie było w tym bezczelności, raczej ten rodzaj czujności, który włącza się, kiedy ktoś wchodzi do twojego przedziału nie dlatego, że chce, tylko dlatego, że musi.
- Wyglądasz, jakbyś się spieszyła, a jednocześnie jakbyś wolała nigdzie nie jechać. - Stwierdziłem znikąd, ciszej, jakby to nie była kwestia techniczna, tylko coś bardziej… Ludzkiego. Nie ta część mnie, która była bezczelna i terytorialna, nie jak odruch obronny. Ton miałem spokojny, głos niższy, jakby to było pytanie zadawane komuś, kto właśnie wrócił z długiej drogi, a nie obcej osobie w przedziale. Brzmiało… Naturalnie, jakby było jedyną sensowną reakcją.
Zmrużyłem lekko oczy, przesunąłem spojrzeniem po przedziale, po zielonych siedzeniach, po pustych półkach, po oknie, za którym krajobraz przesuwał się sennie. Przez moment milczałem, przyglądając się jej twarzy, temu skupieniu, które aż za bardzo przypominało koncentrację kogoś, kto trzyma coś w ryzach siłą woli.
- Boisz się pociągów? - Rzuciłem niby od niechcenia, ale intonację miałem już inną, wzrok uważniejszy. Słowo „boisz” zabrzmiało tu inaczej, jakby nie dotyczyło maszyn i torów, tylko samego przejścia, zmiany miejsca.
- Pytam serio. - Wzruszyłem lekko ramieniem, zerkając na nią uważnie, z tym lekkim przekrzywieniem głowy, które zawsze pojawiało się u mnie, kiedy próbowałem zrozumieć coś, co nie pasowało do układanki. - Nie wszyscy lubią wagony, zamknięte przestrzenie, ten ruch, który niby jest do przodu, a jednak ciągle jesteś w tym samym miejscu. To, że coś jedzie, a nie da się tego zatrzymać. - Wskazałem brodą okno, za którym krajobraz przesuwał się bez wysiłku. Pociąg znów lekko szarpnął, tym razem poczułem to głębiej, jakby nie tylko wagon zmieniał tor, ale coś we mnie też próbowało. Zauważyłem, że światło w przedziale lekko przygasło, jakby reagowało na to, co mówiliśmy, albo na to, czego nie mówiliśmy. - Możemy udawać, że to nie pociąg. - Dodałem po chwili, jakby to było najprostsze rozwiązanie świata. Przesunąłem dłonią po krawędzi siedzenia, czując pod palcami welur i stare drewno. - Na przykład… Długi korytarz. Albo poczekalnia. Albo prom, jeśli wolisz. Pociągi i promy mają podobny rytm, przynajmniej w teorii. - Zamilkłem na moment, jakbym sam sprawdzał, czy to ma sens, ale tutaj sens był rzeczą umowną. Nie byłem pozytywnie nastawiony do towarzystwa w przedziale, to prawda, tym bardziej, że wszystko we mnie mówiło, że moja towarzyszka była jak ktoś, kto wszedł do cudzego snu bez zaproszenia, a jednak nie potrafiłem jej po prostu wygonić.
Nie zrobiłem wielkiego gestu zaproszenia, nie odsunąłem się teatralnie, nie czekałem też na odpowiedź - coś we mnie już podjęło decyzję, zanim zdążyłem ją nazwać. Przesunąłem się odrobinę, tylko tyle, żeby zrobić gest dobrej woli, ale nie do końca oddać decyzyjność. Zabrałem nogi z jej potencjalnej przestrzeni, poprawiłem pozycję, przejmując cały rząd i robiąc wyraźne miejsce w tym naprzeciwko siebie. Gest był naturalny, niewymuszony, jakbym robił to od lat.
- Okej. - Wzruszyłem ramionami. - Kilka minut w jednym przedziale nikogo nie zabije… - To zdanie zabrzmiało dziwnie, ale nie zatrzymałem się na nim, w tym miejscu słowa czasem miały podwójne dno, a ja nie byłem pewien, czy chcę je sprawdzać.
- Serio masz gumę? - Zapytałem, już z autentycznym zainteresowaniem. Kącik ust uniósł mi się sam, zupełnie wbrew tej pierwszej, aroganckiej wersji mnie, która jeszcze chwilę temu chciała ją wyrzucić z przedziału jak niepasujący element układanki. Zatrzymałem na niej spojrzenie, głęboko, uważnie, jakbym chciał zapamiętać coś, co za chwilę może się rozmyć. Lubiłem gumę balonową, nie pamiętałem skąd to wiem, ale wiedziałem, że lubię - coś w tym rytmicznym żuciu zawsze działało na mnie uspokajająco, jakby świat na chwilę robił się prostszy. - Bo jeśli tak, to jest to najmocniejszy argument, jaki dziś padł. - Oparłem się wygodniej, jedną dłonią bębniąc lekko w oparcie siedzenia, rytmicznie, dopasowując się do stukotu kół. Drugą wyciągnąłem ku niej, nie nachalnie, raczej jak ktoś, kto sprawdzał, czy propozycja była poważna, czy tylko retoryczna.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (37615), Prudence Fenwick (23586)




Wiadomości w tym wątku
[sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 23.01.2026, 16:13
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.01.2026, 00:59
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.01.2026, 05:35
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.01.2026, 20:27
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.01.2026, 18:40
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.01.2026, 23:25
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 27.01.2026, 06:35
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 28.01.2026, 19:47
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 29.01.2026, 21:45
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 30.01.2026, 19:37
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 31.01.2026, 21:45
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 02.02.2026, 14:03
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 03.02.2026, 01:40
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 05.02.2026, 12:39
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 06.02.2026, 02:13
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 07.02.2026, 14:34
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 08.02.2026, 22:55
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 11.02.2026, 22:14
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 12.02.2026, 13:10
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 12.02.2026, 23:48
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.02.2026, 20:46
RE: [sen, 13/10/72] north star inverted leading me astray | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.02.2026, 13:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa