24.01.2026, 06:07 ✶
Czas przesuwał się niepostrzeżenie, jak zawsze wtedy, gdy rozmowa dotykała rzeczy prawdziwych, chociaż trudnych. Ogień w kominku przycichł, potem znów się ożywił, płonące drewno miało własny rytm niezależny od naszego. Deszcz za oknami nie ustał, ale stał się tłem, nierównym, zacinającym strugami, jednak w tym wszystkim całkiem przewidywalnym, a to wystarczało, by przestać go zauważać. Butelka, która wcześniej stała z boku, nagle była pusta, a ja nawet nie pamiętałam momentu, w którym to się stało. Wstałam bez pośpiechu, aby wyjąć kolejną - alkohol był potrzebny nie po to, by zapomnieć, tylko by dokończyć ten wieczór we właściwym tonie. Wyciągnęłam z kredensu nową zdobycz - cięższą, starszą, taką, po którą sięgało się dopiero wtedy, gdy wiadomo było, że noc nie będzie krótka, a poranek lekki. Korek ustąpił z głuchym dźwiękiem, a zapach praktycznie od razu rozszedł się po salonie, mieszając się z dymem kadzidła i kurzem starych ksiąg.
Kątem oka spojrzałam na karty, które nadal leżały tam, gdzie je zostawiłam, lekko przesunięte, jakby ktoś niecierpliwie trącił je rękawem. Kiedy wróciłam na swoje miejsce na fotelu, coś we mnie było już gotowe, aby dać im przemówić - to był ten moment, który znałam z doświadczenia - punkt, w którym rozmowa zrobiła wszystko, co mogła, a reszta należała do rzeczy starszych od słów.
Kątem oka spojrzałam na karty, które nadal leżały tam, gdzie je zostawiłam, lekko przesunięte, jakby ktoś niecierpliwie trącił je rękawem. Kiedy wróciłam na swoje miejsce na fotelu, coś we mnie było już gotowe, aby dać im przemówić - to był ten moment, który znałam z doświadczenia - punkt, w którym rozmowa zrobiła wszystko, co mogła, a reszta należała do rzeczy starszych od słów.
Koniec sesji