Nie było w tym nic skomplikowanego, przynajmniej w jej opinii, naprawdę czuła, że to, w jaki sposób podeszła do problemu było właściwe. Każdy miał swoją przeszłość, każdy popełniał błędy, jedni większe, inni mniejsze, ale byli tylko ludźmi, żyli po raz pierwszy, nie było żadnej instrukcji obsługi do tego, jak postępować, aby zawsze było dobrze. Nie dało się być krystalicznie czystym, pewnym wszystkich wyborów, bo tak nie wyglądało życie. Każdy miał coś za uszami. Jasne, mógł jej o tym wszystkim powiedzieć wcześniej, ale czy naprawdę znalazła się ku temu okazja? Czy mieli czas na to, aby usiąść i wszystko przegadać? No nie do końca. Prue nigdy nie brakowało wyrozumiałości, miała całkiem rozsądne podejście do życia, starała się patrzeć szeroko, widzieć więcej.
- Nawet jeśli Twoim zdaniem coś popsułeś nie mówiąc mi wszystkiego, nie zamierzam tego rozdmuchiwać, nie jestem taka Benjy, powinieneś to wiedzieć, nie zamierzam obwiniać Cię o coś na co nie do końca miałeś wpływ, jak sam zauważyłeś nie było na to czasu, nie da się ukryć, że wszystko, co robiliśmy było dość spontaniczne, okropnie spontaniczne, pewnie gdybyśmy działali nieco wolniej to byś mi o tym powiedział, nadarzyłaby się okazja, zresztą mówisz mi o tym teraz, to też świadczy samo za siebie. Nie trzymałeś tego w tajemnicy przez lata, nie ukrywałeś prawdy. - Starała się sięgać po racjonalne argumenty, jednak wiedziała, że miał swoje zdanie i nie potrafił przyjąć w tej chwili tego, że nie widziała w tym niczego złego, że nie miała problemu z tym, aby to był ich wspólny ciężar, musiał się do tego przyzwyczaić, a to wymagało czasu, być może kiedyś zrozumie, że to było całkiem naturalne, naprawdę miała taką nadzieję. Nie chciała, żeby dusił to w sobie, obwiniał się, nie tędy prowadziła droga.
- Mój ojciec zachował się dzisiaj jak buc, nie spodobało mu się to, że jestem dorosła i mam prawo do podejmowania własnych decyzji, oberwałeś za to, że pozwoliłam sobie żyć tak jak chcę, nie powinieneś się nim przejmować. - Wydawało jej się, że już to sobie wyjaśnili. John nie powinien się w to wtrącać, gadać głupot, bo nie miał pojęcia o tym, jak wyglądała ich relacja, niczego nie wiedział, kierował się swoimi uprzedzeniami, a to nie było zdrowe.
- Wiesz, że to jest nasz dom, to my decydujemy o jego przeznaczeniu, a nie on o naszym? - Dziwne wydawało jej się to, że musiała mu to powiedzieć, bo raczej myśleli odwrotnie. To raczej Benjy podchodził do wszystkiego racjonalnie, a Prue zdarzało się doszukiwać w tym, co działo się w jej życiu obecności jakiejś siły wyższej, przeznaczenia, losu, sama nie zawsze wiedziała kogo lub czego.
Dom faktycznie był duży, można było myśleć o tym, że kiedyś mogło w nim zamieszkać więcej osób, mogłyby pojawić się dzieci, ale jeśli nie byli tego pewni, jeśli tego nie chciał, to przecież wcale nie musiało się tak zdarzyć. Nigdy nie marzyła o tym, żeby zostać matką, zakładać rodzinę, to nie leżało na liście jej priorytetów, a nie była już całkiem młoda, miała swoje lata, więc raczej wiedziała, czego chce od życia. Nie zamierzała zmieniać zdania w zależności od tego, jak wiatr zawieje.
- Dlaczego miałoby coś we mnie pęknąć? Dlaczego nie potrafisz przyjąć tego, że to może być to, czego chcę? Mam gdzieś pytania ludzi, mam gdzieś to, co może mówić rodzina, zresztą Benjy, teraz to Ty jesteś moją rodziną, tylko Ty się dla mnie liczysz, nikt inny. - Musiała mu o tym przypomnieć, on stał się jej rodziną, on był jej najbliższy, nie było nikogo ponad, nie zamierzała odpowiadać na niewygodne pytania, czy się nimi przejmować, już nie. W końcu mogła żyć po swojemu, wzbraniała się przed tym od lat. - Skończyłam z uszczęśliwianiem innych swoim kosztem. - Większość jej życia wyglądała przecież właśnie tak, starała się podejmować jak najbardziej oczywiste decyzje tylko dlatego, żeby wszyscy wokół byli zadowoleni, nie myślała o sobie, raczej robiła to, czego od niej wymagano. - Nie pomyślę, że coś mi odebrałeś, bo to będzie nasza wspólna decyzja. - Nie mógł brać tego tylko na siebie, nie miała zamiaru mu na to pozwolić. Doszli do porozumienia, co wcale nie było dla niej takie trudne, bo sama nigdy nawet nie pomyślała o tym, że mogłaby zostać czyjąś matką, nie miała w planach potomstwa, nie było tego na jej liście priorytetów, nigdy. Niby dlaczego nagle miało się to zmienić.
- Nie będzie ciszy, nigdy nie będzie ciszy, zobaczysz. - A więc również nie będzie początku drogi do nienawiści, wydawała się być o tym naprawdę przekonana. Kochała go do szaleństwa, nie zamierzała pozwolić na to, żeby kiedykolwiek odebrali sobie tę wyjątkowość, popsuli to, co ich łączyło.
- Dlaczego od razu zakładasz, że możesz czegokolwiek dotknąć w nieodpowiedni sposób? Nie zrobisz tego, jestem o tym przekonana, samo to, że o tym myślisz, że Cię to martwi świadczy o tym, że się przejmujesz, musisz tylko sobie zaufać Benjy, ja Ci ufam, wierzę, że nic się nie wyłoży, na pewno nie przez Ciebie. - Na pewno jej podejście nie było dla niego oczywiste, już to wiedziała. Nie przywykł do wyrozumiałości, ciepła, normalności, zamierzała mu pokazać, że tak właśnie będzie wyglądało życie z nią. Nie zamierzała go o nic obwiniać, oskarżać, wiedziała, że kij miał dwa końce, jeśli razem będą dbali o swoje wspólne życie, to na pewno będzie szczęśliwe, tylko musieli się odrobinę o to postarać. Rozmawiać, mówić sobie o wszystkich troskach i problemach, prawda powodowało, że nie było miejsca na niedopowiedzenia, które mogły ich poróżnić.
Prue sięgnęła po butelkę, nie do końca wydawało jej się, że powinna jeszcze pić, ale potrzebowała alkoholu, ta rozmowa była bardzo emocjonalna, otwierali się przed sobą bardzo, a nalewki to łagodziły, łatwiej było jej mówić, kiedy utrzymywała ten stan upojenia, no delikatnego upojenia, jeszcze była w stanie zebrać myśli i mówić w miarę składnie, więc nie było z nią wcale tak najgorzej, póki co na szczęście nie musiała próbować wstać, bo podejrzewała, że wtedy może się okazać, że jej stan był nieco gorszy od tego, co jej się wydawało. Upiła spory łyk alkoholu, nie odstawiła jednak butelki, trzymała ją za szyjkę, a jedną z dłoni zaczęła zrywać paznokciami etykietę z opisem. Musiała czymś zająć dłonie.
- Najwyraźniej baliśmy się tego razem, dobrze, że to już za nami. - Obawiali się czuć, to było na swój sposób strasznie przykre, że mieli takie doświadczenia z przeszłości, że zamiast zakładać, że wszystko będzie w porządku, to obawiali się tego uczucia. Na szczęście udało im się dojść do tego, że te uczucia nie były jednostronne, ogólnie sporo przeszli w ostatnim czasie, sporo sobie wytłumaczyli, jednak nadal była przed nimi długa droga, musieli nauczyć się siebie, bo nadal niektóre rzeczy nie były do końca jasne, ale wszystko miało przyjść z czasem.
- Jak zawsze przygotowany na najgorsze. - Drugie, trzecie dno, czy zapadnia. To mówiło o tym, że szukał dziury w całym dopóki jej nie znalazł, i ciężko mu było uwierzyć w to, że mogło być inaczej, prościej, łagodniej. Nie brało się to znikąd, musiała dać mu czas na to, aby zrozumiał, że nie zawsze trzeba było być, aż tak ostrożnym, a intencje mogły być naprawdę jasne, bez żadnych innych podtekstów.
Słuchała tego, co miał jej do powiedzenia, uniosła nieco głowę, nie robiła tego jednak wprost, a przyglądała mu się kątem oka. Tak właściwie to nie zakładała, że dla niego to było normalne, bo ona czuła się podobnie, bardzo szybko wpadła, bardzo szybko zdała sobie sprawę z tego, że to, co ich łączy jest wyjątkowe. Nie miała w zwyczaju zbliżać się do ludzi, nie w ten sposób, nie opowiadała o sobie, o swoich dziwactwach, a jemu pokazywała całą siebie od samego początku. Czuła się przy nim bezpiecznie, wiedziała, że nie wykorzysta tego przeciwko niej, nie skrzywdzi jej, a raczej nie ufała ludziom w ten sposób, bo przeszłość robiła swoje.
Parsknęła, gdy wspomniał o myśleniu, a raczej niemyśleniu penisem, nie potrafiła się powstrzymać, Benjy nie cackał się ze słowami, nazywał wszystko po imieniu, to też w nim kochała, bo ułatwiało komunikację.
- To wszystko było, aż nienaturalne, trudno było uwierzyć w to, że jest prawdziwe, bo takie rzeczy się raczej nie zdarzają, mnie się nie zdarzały, nikt nigdy nie traktował mnie w ten sposób, przy nikim się tak nie czułam, strasznie łatwo było mi się w Tobie zakochać. - To przyszło samo, zupełnie znienacka, nie spodziewała się, że w ogóle kiedyś będzie w stanie poczuć coś takiego, tak zatracić się w drugim człowieku, to było nieco przerażające, ale też piękne, bo przecież słyszała opowieści o tym, że taka miłość istnieje, ale dopiero przy nim mogła przekonać się na własnej skórze, jak to jest, a teraz nie wyobrażała sobie tego, że mogłoby być inaczej, że mogłoby go przy niej zabraknąć.
- Było, jest i będzie dobrze. - Dodała jeszcze, bo w ogóle nie brała pod uwagę innej ewentualności, nie pozwoli sobie tego spieprzyć.
- Wiem o tym, wiem o tym, że mogę Ci powiedzieć wszystko. - To było całkiem jasne, proste, przynajmniej z pozoru, jednak też musiała nieco popracować nad swoją otwartością, bo miała tendencje do zamykania się w sobie, do gubienia się w swoich myślach. Zazwyczaj była skazana tylko i wyłącznie na siebie, swoje osądy, swoje zdanie. Przez lata nauczyła się tego, że nie wszyscy potrafią patrzeć szerzej, to spowodowało, że zaczęła się wycofywać. Miała już szansę zobaczyć, że on był inny, jednak pewnie trochę minie, kiedy do tego przywyknie, miała jednak zamiar nauczyć się nowego podejścia, dał jej ku temu powody, kilka razy pokazał swoją cierpliwość i zrozumienie, miała podstawy, aby wierzyć w każde jego słowo.
- Moje myśli bywają często mocno przytłaczające, ale to wiesz, postaram się Ci je pokazywać, wydaje mi się, że to jest najważniejsze, żebyśmy mogli powiedzieć sobie wszystko. - Zamierzała podkreślić to, że miało to działać w obie strony. Nie wyobrażała sobie tego, żeby było inaczej. - Uwierz mi, że to nie jest jedyne, co masz mi do zaoferowania i już mi to pokazałeś, dałeś mi więcej niż ktokolwiek inny. - Nie podobało jej się to, że tak sobie umniejszał, że nie widział tego, jakim był człowiekiem. Żałowała, że nie mógł spojrzeć na siebie jej oczami, może wtedy nieco bardziej zacząłby się cenić. Miała zamiar mu to pokazać, chciała, żeby zaczął się doceniać, naprawdę jej na tym zależało.
- Wiem, że mam do tego prawo, to nie tak, że nie wiem, tylko nie odczuwam takiej potrzeby. - Miała wrażenie, że wręcz czekał na to, aż na niego nakrzyczy, wyrzuci mu coś, to jednak nie miało się zdarzyć. Nie była takim człowiekiem, ton jej głosu nadal był spokojny, tak samo jak i ona. W końcu tylko rozmawiali, wyjaśniali sobie pewne niedopowiedzenia, to nie było coś o co miałaby się wściekać.
- Nie doczekasz się tego Skarbie, nie tym razem. - Być może musiała mu to powiedzieć wprost, więc to zrobiła. Nie było w ogóle takiej opcji, żeby teraz zaczęła go opierdalać. Nie zachowywała się w ten sposób.
- Nie chodzi o to, żebyś zapomniał o tym kim byłeś, to wszystko Cię ukształtowało, spowodowało, że teraz jesteś taki, a nie inny. Nie masz wypierać tego z pamięci, nie tędy droga, musisz po prostu pogodzić się ze swoją przeszłością, inaczej ciągle będziesz się obwiniał, nie zaznasz spokoju. - Być może mówiła od rzeczy, nadal nie wiedziała wszystkiego, ale wydawało jej się, że powinien nadejść taki moment, w którym należy sobie wybaczyć.
- Nie spieprzysz tego, nie możesz się skupiać na tym, że coś może się nie udać, to ja tutaj jestem czarnowidzką, nie odbieraj mi mojej roli. - Nie, żeby w tym przypadku zakładała, że może się wydarzyć coś, co spowoduje, że wszystko legnie w gruzach, wręcz przeciwnie. Wyjątkowo - jak na siebie miała wrażenie, że wszystko się ułoży, bo zasługiwali na to, żeby tak było. Wycierpieli swoje, teraz mogło być tylko lepiej i tej myśli zamierzała się trzymać. - Daj sobie szansę, zaufaj sobie, gwarantuję Ci, że będzie dobrze. - Miała wrażenie, że miała do niego więcej zaufania, niż on sam miał do siebie. Musiał uwierzyć, to było całkiem proste, dzięki temu będzie spokojniejszy, nie będzie zapętlał się na tych nieprzyjemnych przemyśleniach.
- Musisz przywyknąć do tej nowej rzeczywistości, bo to jest dopiero początek i jeśli trzeba będzie, to będę Ci powtarzać każdego dnia, kilkanaście razy dziennie, że zawsze będę przy Tobie, aż w końcu uznasz, że faktycznie tak będzie, że to jest prawda. - Będzie to nieco monotematyczne, ale jeśli tego właśnie potrzebował to mogła to zrobić.
- Twoje doświadczenie spowodowało, że masz takie podejście, a nie inne, przecież wiesz, że nasze przeżycia nas kształtują, powodują, że wiemy, czego chcemy, a czego nie chcemy. Z tego co usłyszałam wcale mnie nie dziwi, że tak to u Ciebie wygląda. Twoja była żona cóż, gdybym tylko mogła to chętnie pokazałabym jej co o niej myślę. - Od niej się zaczęło, ona nie potrafiła pokazać mu tego, jak powinno wyglądać życie we dwójkę, miał prawo się bać tego, że to zawsze wygląda w ten sposób, szczególnie, że to było jednym czego zaznał, no dodatkowo to, w jaki sposób zachowywał się jego ojciec, miał prawo się bać, miał prawo uciekać przed stabilizacją, stałością, nie kojarzyła mu się ona z niczym przyjemnym. Wolność przynosiła mu spokój, którego nie zaznał w żadnym ze swoich domów.
- Zasługiwałeś na kogoś, kto pokazałby Ci, jak faktycznie może wyglądać rodzina, niestety nie trafiłeś dobrze, gdyby to były inne okoliczności, inni ludzie, na pewno byś się w tym odnalazł, jestem sobie w stanie to nawet wyobrazić. Nie zmienisz jednak swojej przeszłości, nie zmienisz tego, jak to teraz wygląda, musisz nauczyć się z tym żyć, ja to akceptuję, przyjmuję, nie chcę Cię zmieniać, kocham Cię takim, jakim jesteś. - Musiała mu to powiedzieć. Miała wrażenie, że nadal próbował się obwiniać, to nie było potrzebne. Akceptowała jego podejście, rozumiała je.
- Nie wydaje mi się, żeby większość osób miała podobne podejście, mało kto wziąłby na siebie taką odpowiedzialność. Zachowałeś się odpowiednio, to, że nie wyszło nie jest Twoją winą, czasem się nie układa, czasem wszystko się sypie. - Był naprawdę młody, kiedy podejmował decyzje, które miały wpłynąć na jego całe życie. - Na pewno byłbyś lepszy, zawsze byłeś od niego lepszy i będziesz od niego lepszy. - To było dla niej oczywiste, nie wątpiła w to, że gdyby był ojcem sprawdziłby się w tej roli znakomicie, nie stało się tak jednak, życie potoczyło się inaczej, z tym też się musiał pogodzić. Plany czasem się komplikowały, sypały, jakoś trzeba było sobie z tym radzić.
- Nie ma nic złego w strachu, jest oznaką, że Ci zależy. Nie wiem, w jaki sposób mogę Cię zapewnić, że mnie nie stracisz, że zawsze będę przy Tobie, ale naprawdę nigdzie się nie wybieram, teraz i nigdy, nigdy, musisz mi zaufać. - Mówiła cicho, nie do końca wiedziała w jaki sposób powinna ubrać myśli w słowa, nie miała pojęcia, czy te zapewnienia mu wystarczą - pewnie nie, to były tylko słowa, chociaż płynęły prosto z jej serca.
- Ja mam dzięki Tobie wszystko, wszystko, o czym nawet nigdy nie marzyłam, nie potrzebuję niczego więcej, jak mogę chcieć więcej, jeśli mam wszystko? Naprawdę nie masz świadomości, przez lata egzystowałam, włóczyłam się po świecie i dopiero ostatnio zobaczyłam, jak to jest być żywym, dzięki Tobie, Ty to spowodowałeś. - Nie przestawała na niego spoglądać, nadal jednak robiła to tylko kątem oka.
- Jestem odpowiedzialna za swoje słowa, za swoje decyzje, nie zamierzam Cię za nie obwiniać, to się nie wydarzy, za piętnaście lat, czy trzydzieści, nadal będę kochać Cię tak samo, przestań obawiać się czegoś, co się nie wydarzy, uwierz we mnie, uwierz w siebie, uwierz w nas, pozwól nam na szczęście. - To nie było takie proste, jego obawy miały sens, mógł martwić się tym, co zdarzy się, jeśli jej się coś odwidzi, jeśli nagle stwierdzi, że to nie było tym, czego chciała, tyle, że Prue była naprawdę pewna swoich decyzji.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control