Zarejestrowała to, co powiedział duch o latarni, jednak wiedziała, że jest to odpowiedni moment na to, aby opuścić towarzystwo. Jeśli zostałaby tu dłużej, to faktycznie byłaby szansa na to, że dołączyłaby do ich grona i została tutaj na wieki - nie do końca podobała jej się ta perspektywa, miała jeszcze sporo rzeczy do zrobienia, śmierciożerców do pokonania i w ogóle.
Ruszyła więc w kierunku drzwi, poruszała się wolniej niż zwykle, bo jej ciało skostniało, chyba nigdy jeszcze, aż tak nie przemarzła, wiedziała, że to nie było naturalne, duchy musiały mieszać w tym swoje niematerialne palce.
Dwa duchy nadal fruwały wokół niej, przez co nie robiło jej się ciepło, wręcz przeciwnie nadal przenikało ją zimno, musiała opuścić tę komnatę, wyjść poza te drzwi, na zewnątrz powinno być cieplej, musiało być cieplej. Plan nie był szczególnie skomplikowany. Zrobiła to co potrafiła najlepiej, z całym impetem w nie uderzyła, pierwsze uderzenie nic nie dało, odbiła się od nich. Ruda na szczęście jednak była uparta, nie poddawała się szybko, podjęła więc kolejną próbę - tym razem całkiem udaną.
Przeleciała przez próg z drzwiami, które wyleciały z zawiasów. Uderzyły w Brennę, to znaczy najpierw drzwi, a później ona, nie do końca o to jej chodziło, kiedy wykonywała ten ruch, ale nie zawsze wszystko musiało iść po jej myśli, prawda? Grunt, że wylazła z tej sali, to znaczy wyleciała.
- Tak, to ja. Tylko ja. - Odparła, próbując stanąć prosto na nogach, trwało to krótką chwilę, bo siła z którą wyleciała z drzwiami potrzebowała, aby ją zahamowała.
- Chciały mnie zamrozić, wyobrażasz sobie? - Dolna warga jej drżała, nadal czuła chłód, musiała się rozgrzać. Odwróciła się jeszcze w stronę wejścia do sali, nie dostrzegła już żadnego z duchów, być może się właśnie przegrupowywały i szukały kolejnego pomysłu, dzięki któremu będą mogły ich tu zatrzymać na zawsze.