25.01.2026, 17:53 ✶
Nie to, żeby Alexander się jakoś specjalnie irytował siedząc tam i omawiając z Brenną to jak będzie urządzony dom, jak wszystko poukładać, jakie będą stoły, jakie komody, szafy i fotele. Czy łóżko może jednak z baldachimem, a może zupełnie proste? Może królewskie, a może wodne? Czy ogrodzie grusze, a może jabłonie? Ale, przepraszam za słownictwo, do chuja, różowe zasłony!? Różowe!? Czy on wyglądał jak Ken? No dobra, może i był przystojniakiem, ale bez przesady. Nie wyglądał jak przystojniak o blond włosach i błękitnych oczach zrobiony z tworzywa sztucznego. Wywrócił jeszcze raz oczami, chcąc postawić kolejne stanowcze nie, jednak Brenna była uparta. I och, jak on się cieszył, że nie było przy tym Leny. Bawiłaby się doskonale, przeciskając go tak z Brenną do muru. Ubaw po same kurwa pachy.
Jednak Alexander szybko zamknął swoje usta, słysząc krzyk dochodzący gdzieś z ogrodu. W następnej sekundzie Brenna już wyskakiwała przez okno. Nawet na moment Aristov wstrzymał oddech, był przekonany, że dziewczyna zahaczy nogą o framugę i wyląduje na trawie plackiem. Jednak nic takiego się nie stało i Alexander wypuścił powoli powietrze z płuc przez nos. Z drugiej jednak strony w końcu działo się coś ciekawego i nie musiał zajmować się wyborem zasłon do salonu.
-Nareszcie, cholera, coś ciekawego. - powiedział sam do siebie i uśmiechnął szeroko. Jakaś tajemnica wymagała rozwiązania, może Brenna w międzyczasie zapomni o tym różu i da mu spokój. Bał się też, że jeśli Brenna zapyta Yelenę o te zasrane zasłony to obie będą w stanie go przekonać. A bardzo nie chciał różu w salonie.
Wstał więc i bardzo powolnym krokiem wyszedł z domu, dołączając do Brenny w ogrodzie. Ogrodnik wyglądał jakby... No jakby dopiero co znalazł jakieś zwłoki. Sam Alexander wyciągnął swoją różdżkę i podszedł bliżej, ominął ogrodnika i kucnął obok wystającej z ziemi ręki.
-Popatrz! Rzeczywiście. - powiedział z nieukrywanym zainteresowaniem Alexander, odwracając głowę w stronę Brenny, wskazując różdżką na gnijącą rękę. -Ciekawe do czego doszło w tym domu. I chyba wiemy, czemu był tak tani.
O cholera. Jak tylko Yelena się o tym dowie to wpadnie w szał. Może... Może lepiej trzymać to w tajemnicy. Alexander przygryzł delikatnie swoją dolną wargę i wrócił do ogrodnika, wsadzając swoją dłoń w kieszeń spodni i grzebiąc tam przez chwilę, jakby czegoś w tej kieszeni szukał. W końcu wyciągnął garść galeonów i wcisnął w dłoń ogrodnika.
-Będę bardzo wdzięczny za trzymanie języka za zębami. - powiedział głosem suchym i zimnym jak pękający lód. Po tych słowach wrócił spojrzeniem do gnijącej ręki, a potem przeniósł je na Brennę. -Zakładam, że powinniśmy postąpić właściwie? Nie możemy tego po prostu... Utylizować? - westchnął głęboko Alexander. No tak. Brenna zapewne będzie chciała zrobić wszystko z literą prawa, wezwać kogoś, poinformować. Wiec zanim jeszcze Panna Longbottom odpowiedziała, Aristov wywrócił oczami. Nie było sensu się z nią kłócić. -Dobra, dobra. Rób co musisz.
Machnął ręką, jakby nie bardzo się tym przejmował. Z jednej strony to tylko głupie ciało, z drugiej był ciekaw historii, która kryła się za tymi zwłokami. Do kogo należały i dlaczego ktoś ukrył je tak... słabo? No bo przecież, gdyby nie krzewy to ręka byłaby widoczna. Był to bardzo płytki pochówek, więc albo ktoś się śpieszył, albo nie wiedział co robi. Albo zbrodnię popełniono w afekcie i ktoś się po prostu wystraszył.
Jednak Alexander szybko zamknął swoje usta, słysząc krzyk dochodzący gdzieś z ogrodu. W następnej sekundzie Brenna już wyskakiwała przez okno. Nawet na moment Aristov wstrzymał oddech, był przekonany, że dziewczyna zahaczy nogą o framugę i wyląduje na trawie plackiem. Jednak nic takiego się nie stało i Alexander wypuścił powoli powietrze z płuc przez nos. Z drugiej jednak strony w końcu działo się coś ciekawego i nie musiał zajmować się wyborem zasłon do salonu.
-Nareszcie, cholera, coś ciekawego. - powiedział sam do siebie i uśmiechnął szeroko. Jakaś tajemnica wymagała rozwiązania, może Brenna w międzyczasie zapomni o tym różu i da mu spokój. Bał się też, że jeśli Brenna zapyta Yelenę o te zasrane zasłony to obie będą w stanie go przekonać. A bardzo nie chciał różu w salonie.
Wstał więc i bardzo powolnym krokiem wyszedł z domu, dołączając do Brenny w ogrodzie. Ogrodnik wyglądał jakby... No jakby dopiero co znalazł jakieś zwłoki. Sam Alexander wyciągnął swoją różdżkę i podszedł bliżej, ominął ogrodnika i kucnął obok wystającej z ziemi ręki.
-Popatrz! Rzeczywiście. - powiedział z nieukrywanym zainteresowaniem Alexander, odwracając głowę w stronę Brenny, wskazując różdżką na gnijącą rękę. -Ciekawe do czego doszło w tym domu. I chyba wiemy, czemu był tak tani.
O cholera. Jak tylko Yelena się o tym dowie to wpadnie w szał. Może... Może lepiej trzymać to w tajemnicy. Alexander przygryzł delikatnie swoją dolną wargę i wrócił do ogrodnika, wsadzając swoją dłoń w kieszeń spodni i grzebiąc tam przez chwilę, jakby czegoś w tej kieszeni szukał. W końcu wyciągnął garść galeonów i wcisnął w dłoń ogrodnika.
-Będę bardzo wdzięczny za trzymanie języka za zębami. - powiedział głosem suchym i zimnym jak pękający lód. Po tych słowach wrócił spojrzeniem do gnijącej ręki, a potem przeniósł je na Brennę. -Zakładam, że powinniśmy postąpić właściwie? Nie możemy tego po prostu... Utylizować? - westchnął głęboko Alexander. No tak. Brenna zapewne będzie chciała zrobić wszystko z literą prawa, wezwać kogoś, poinformować. Wiec zanim jeszcze Panna Longbottom odpowiedziała, Aristov wywrócił oczami. Nie było sensu się z nią kłócić. -Dobra, dobra. Rób co musisz.
Machnął ręką, jakby nie bardzo się tym przejmował. Z jednej strony to tylko głupie ciało, z drugiej był ciekaw historii, która kryła się za tymi zwłokami. Do kogo należały i dlaczego ktoś ukrył je tak... słabo? No bo przecież, gdyby nie krzewy to ręka byłaby widoczna. Był to bardzo płytki pochówek, więc albo ktoś się śpieszył, albo nie wiedział co robi. Albo zbrodnię popełniono w afekcie i ktoś się po prostu wystraszył.