25.01.2026, 22:20 ✶
Nie potwierdziła ani nie zaprzeczyła, nie z powodu jakiegokolwiek zakłopotania czy zawstydzenia, a raczej bo omawianie swoich pocałunków z jego przyjacielem zdawało się jej nie najlepszym tematem na wieczór. Właściwie to z kimkolwiek innym też, w końcu o takich rzeczach zwykle dziewczyna dyskutowała z siostrami albo przyjaciółkami, jeżeli z kimkolwiek (ewentualnie z bratem czy ojcem, ale podejrzewała, że zwykle przyjmowało to kierunek "ale jak to, całowałaś się z XYZ?! Zabiję go/Jakie ma wobec ciebie plany/Dlaczego on/Kiedy planujecie ślub!").
– To dobrze, że w ten sposób o niej myślisz. Zwykle to pomaga w małżeństwie, kiedy w ten sposób widzi się swoją partnerkę.
Czy wierzyła że Roselyn to opiekuńcza dziewczyna o życzliwym sercu? Czemu by nie miała w to uwierzyć? Choć nie wątpiła, że sama Greengrass by jej nie polubiła, a ona z kolei przy kontakcie z nią pewnie musiałaby zastanawiać się, czy ta opiekuńczość nie oznaczała opieki nad bliskimi, wracającymi po paleniu Londyniu.
Nie nazwałaby pewnie Atreusa szlachetnym bohaterem: był odważny, nieraz pomagał ludziom, ale w archetyp takiego rzadko były wpisane szaleńcza ambicja, szukanie poklasku czy nawet odrobina samolubstwa przy dążeniu do swoich celów… bo już skłonności do flirtu pewnie do tych rycerzy z niektórych opowieści całkiem by pasowały. Tyle że Brenna nie szukała rycerza, od takiego wolała dostać miecz do ręki, a chociaż gdyby ktoś powiedział jej tak w kwietniu, że mogłaby się zakochać w kimś takim jak Bulstrode – albo że ktoś taki jak Bulstrode mógłby zainteresować się ją – pewnie byłaby bezbrzeżnie zdumiona, to chyba nawet lubiła, że nie próbował jakoś ukrywać tego, co można by uznać za wady. Nie przejmowała się i dawnymi miłostkami, wcale nie czując, że musi walczyć z jakimś cieniem: mogłaby o nich myśleć co najwyżej w kontekście zastanowienia się, czy jest kolejną w ich korowodzie, liczbą, która potem będzie dalej rosnąć…
Ale chwilowo chyba ogólnie nie chciała zamartwiać się przyszłością.
– To muszę być naprawdę niesamowite koreczki, skoro przyćmiły inne elementy wieczoru – odparła po prostu, choć jego słowa o tym tańcu wywoływały jakąś gorycz. – Czy ja wiem? Na pewno z jakichś powodów był potrzebny Lestrangom, a ludzie lubią tańczyć i przede wszystkim plotkować. Podobno w tutejszej oranżerii grasują utopce, wedle tych plotek, tak nawiasem mówiąc. Na pewno ta mgła im wyszła, a płonące drinki robią furorę. Ach i koreczki, rzecz oczywista – odparła, bo cokolwiek myślała o tym balu, przyczynach jego zorganizowania i własnej obecności, nie miała zamiaru stać… znaczy się tańczyć i narzekać. Ani zachowywać grobowego milczenia, niezależnie od własnego nastroju: robiła więc to co inne angielskie pary w takich okazjach, od wielu, wielu lat, rozmawiała. Do rozmawiania zawsze miała pewien talent. – W przypadku kotów kluczowa jest jedna zasada. Ten, na czyich kolanach usiadł, jest zwolniony ze wszystkich domowych obowiązków, a inni mają mu usługiwać, póki kot się nie ruszy. A, i jeszcze twoje łóżko należy do kota, on tylko pozwala ci się z nim kłaść.
– To dobrze, że w ten sposób o niej myślisz. Zwykle to pomaga w małżeństwie, kiedy w ten sposób widzi się swoją partnerkę.
Czy wierzyła że Roselyn to opiekuńcza dziewczyna o życzliwym sercu? Czemu by nie miała w to uwierzyć? Choć nie wątpiła, że sama Greengrass by jej nie polubiła, a ona z kolei przy kontakcie z nią pewnie musiałaby zastanawiać się, czy ta opiekuńczość nie oznaczała opieki nad bliskimi, wracającymi po paleniu Londyniu.
Nie nazwałaby pewnie Atreusa szlachetnym bohaterem: był odważny, nieraz pomagał ludziom, ale w archetyp takiego rzadko były wpisane szaleńcza ambicja, szukanie poklasku czy nawet odrobina samolubstwa przy dążeniu do swoich celów… bo już skłonności do flirtu pewnie do tych rycerzy z niektórych opowieści całkiem by pasowały. Tyle że Brenna nie szukała rycerza, od takiego wolała dostać miecz do ręki, a chociaż gdyby ktoś powiedział jej tak w kwietniu, że mogłaby się zakochać w kimś takim jak Bulstrode – albo że ktoś taki jak Bulstrode mógłby zainteresować się ją – pewnie byłaby bezbrzeżnie zdumiona, to chyba nawet lubiła, że nie próbował jakoś ukrywać tego, co można by uznać za wady. Nie przejmowała się i dawnymi miłostkami, wcale nie czując, że musi walczyć z jakimś cieniem: mogłaby o nich myśleć co najwyżej w kontekście zastanowienia się, czy jest kolejną w ich korowodzie, liczbą, która potem będzie dalej rosnąć…
Ale chwilowo chyba ogólnie nie chciała zamartwiać się przyszłością.
– To muszę być naprawdę niesamowite koreczki, skoro przyćmiły inne elementy wieczoru – odparła po prostu, choć jego słowa o tym tańcu wywoływały jakąś gorycz. – Czy ja wiem? Na pewno z jakichś powodów był potrzebny Lestrangom, a ludzie lubią tańczyć i przede wszystkim plotkować. Podobno w tutejszej oranżerii grasują utopce, wedle tych plotek, tak nawiasem mówiąc. Na pewno ta mgła im wyszła, a płonące drinki robią furorę. Ach i koreczki, rzecz oczywista – odparła, bo cokolwiek myślała o tym balu, przyczynach jego zorganizowania i własnej obecności, nie miała zamiaru stać… znaczy się tańczyć i narzekać. Ani zachowywać grobowego milczenia, niezależnie od własnego nastroju: robiła więc to co inne angielskie pary w takich okazjach, od wielu, wielu lat, rozmawiała. Do rozmawiania zawsze miała pewien talent. – W przypadku kotów kluczowa jest jedna zasada. Ten, na czyich kolanach usiadł, jest zwolniony ze wszystkich domowych obowiązków, a inni mają mu usługiwać, póki kot się nie ruszy. A, i jeszcze twoje łóżko należy do kota, on tylko pozwala ci się z nim kłaść.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.