• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[11.1964 Hogwart] À bout de souffle

[11.1964 Hogwart] À bout de souffle
Dzieło sztuki
które chcesz polizać
wiek
24
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
kustoszka sztuki
Brunetka o jasnej cerze i zielonych oczach. Mierzy 166 cm wzrostu przy wadze 50 kg. Bardzo dba o swój wygląd. Poczucie estetyki rozwinięte na wysokim poziomie sprawia, że przywiązuje ogromną wagę do detali - od ubioru, przez makijaż, po dodatki. Ubraniami stara się przykryć swoją niedowagę. Jej arystokratyczna postawa, pełna powściągliwości i elegancji, dodaje jej szyku, co niektórzy odbierają jako dystans i wyniosłość.

Astoria Avery
#8
26.01.2026, 02:16  ✶  
Od dziecka uczono ją, że smoki są chciwe, że biorą bez pytania, że ich miłość (jeśli w ogóle można to tak nazwać) polega na posiadaniu, na zaznaczaniu terytorium, na ogniu, który zostawia po sobie wypaloną ziemię. A jednak, kiedy patrzyła na niego, obraz ten pękał, kruszył się, jak stara ilustracja w księdze, która nie przystaje do rzeczywistości. Bo on jako smok nie był tylko bestią z legend. Był żywy. Sprzeczny. Piękny w sposób, który budził zarówno zachwyt, jak i niepokój. Myśl o nim jako smoku była jak patrzenie na burzę z bezpiecznego okna: przerażająca i hipnotyzująca jednocześnie. Wiedziała, że to nie jest bajka o ratowaniu księżniczki. To była opowieść o wejściu do jaskini z własnej woli, z sercem bijącym zbyt szybko, z dłoniami drżącymi, ale z oczami szeroko otwartymi. I może właśnie dlatego, mimo lęku, mimo ostrzegawczego szeptu rozsądku, nie potrafiła odwrócić wzroku. Bo smoki były niebezpieczne - ale tylko przy nich można było naprawdę poczuć, czym jest ogień.
I teraz właśnie czuła ten ogień - żywy, rozchodzący się po niej falami, jakby ktoś rozpalił w niej coś, o istnieniu czego wcześniej nawet nie wiedziała. To było napięcie, które nie bolało, ale nie pozwalało też oddychać swobodnie. Pierwszy raz w swoim krótkim życiu miała wrażenie, że stoi zbyt blisko płomienia, a jednocześnie nie potrafi, nie chce zrobić kroku w tył. Przy nim wszystko było inne. Dźwięki cichsze. Myśli bardziej chaotyczne. Serce biło jej za szybko, zupełnie jakby zdradzało ją na każdym kroku, a ona bezskutecznie próbowała je uciszyć, prostując ramiona, unosząc podbródek, udając przed samą sobą, że panuje nad tym, co się z nią dzieje.
Była zapatrzona. Bezbronna w tym zapatrzeniu. Każdy jego ruch wydawał jej się ważny. Każde spojrzenie znaczące. Każde półuśmiechnięcie się wywoływało w niej ciepło, które wędrowało aż do opuszków palców. Chciała być dla niego interesująca. Chciała, żeby patrzył właśnie tak - uważnie, skupienie, jakby świat mógł chwilowo poczekać. Gdy odgarniała kosmyk włosów za ucho, robiła to wolniej niż zwykle, niemal nieświadomie. Gdy opuszczała wzrok, robiła to tylko na moment, zaraz wracając nim do jego twarzy, jakby bała się stracić choć sekundę. Czuła się przy nim starsza i młodsza jednocześnie. Odważniejsza, niż kiedykolwiek była, i bardziej krucha, niż chciałaby przyznać.
Jej wzrok opadł i zatrzymał się na naszyjniku. Nie mogła się napatrzeć. Uniosła dłoń niemal nieśmiało i pogładziła kryształ opuszkami palców, bardzo ostrożnie, jakby bała się, że zbyt śmiały dotyk mógłby go spłoszyć albo zdradzić to, co działo się w jej wnętrzu. Przełknęła ślinę, wpatrując się w ten blask, i nagle ogarnęła ją myśl, tak prosta, że aż niebezpieczna: nikt nie daje kawałka nieba komuś, kto jest mu obojętny. Zaczęła się zastanawiać. Ostrożnie. Jakby poruszała się po cienkim lodzie cudzych uczuć, bo własne już dawno pękły pod ciężarem emocji. Przypominała sobie jego spojrzenia - te dłuższe, zatrzymujące się na niej o ułamek sekundy za długo. Jego dotyk, zawsze pewny, a jednak zaskakująco delikatny. Jego słowa. Jego milczenia. To, że wybrał właśnie ją, by zobaczyła go bez pancerza, choćby tylko na chwilę. Serce ścisnęło jej się słodko i boleśnie jednocześnie. Czy odważyłaby się marzyć, że było w tym coś więcej?
Świat w lochach Ślizgonów zdawał się zwolnić. Trzask ognia w kominku stał się głuchym, odległym dźwiękiem, jakby należał do innej historii. Kamienne ściany, zwykle chłodne i surowe, wydawały się mniej groźne - jakby same przysłuchiwały się tej chwili z cichą uwagą. Astoria czuła, jak emocje podchodzą jej do gardła, jak serce bije zbyt szybko jak na kogoś, kto zawsze uchodził za opanowaną.
Potrzebowała kilku uderzeń serca, by w pełni zrozumieć, co właśnie się wydarzyło. Słowa, które padły z jego ust, nie były rzucone od niechcenia ani opakowane w żart - a przecież do tego była przyzwyczajona. Znała go jako kogoś, kto zawsze zostawiał sobie drogę odwrotu, kto potrafił błyszczeć i znikać w tej samej chwili. Teraz jednak był przed nią bez tej osłony. Odetchnęła powoli. Pozwoliła, by to uczucie - mieszanina niepewności, ekscytacji i cichej radości - rozlało się po niej bez walki. Wiedziała, że zapamięta tę chwilę na długo. Jego głos. Ciszę po pytaniu. To, jak świat zdawał się wstrzymywać oddech razem z nimi. Przełknęła ślinę. Poczuła, że uśmiech sam pcha jej się na usta, nie ten wyćwiczony, salonowy, lecz miękki, dziewczęcy, zdradzający wszystko, co próbowała w sobie ujarzmić. Myślała o tym, jak często pozwalała innym się gonić, jak bezpieczna była ta rola. Jak rzadko ktoś sprawiał, że sama chciała zostać. Louvain był inny. Nie dlatego, że był lepszy. Dlatego, że nigdy nie próbował jej zatrzymać - aż do teraz. I może właśnie dlatego to pytanie znaczyło dla niej więcej, niż chciała przyznać. Jakby na moment oddał jej w dłonie coś, co zwykle trzymał wyłącznie dla siebie: wybór. Jej spojrzenie zmiękło. Kciukiem, niemal nieświadomie, musnęła jego policzek w geście czułym i ostrożnym, jakby dotykała czegoś cennego. Serce waliło jej jak oszalałe, ale tym razem nie próbowała go uciszyć. Pozwoliła mu bić.
- Nie potrzebuję rycerza - wyszeptała, unosząc się lekko, zmniejszając dystans między nimi, jakby samą obecnością chciała odpowiedzieć szybciej niż słowami. - Chcę ciebie. - przegryzła wargę. Policzki paliły ją żywym ogniem, takim, który nie bolał, tylko rozlewał się pod skórą miękko i zdradliwie. Oplotła ręce wokół jego szyi, czując pod palcami ciepło jego skóry, napięcie mięśni, zapach, który kojarzył jej się już tylko z nim. Serce niemal wyskoczyło jej z piersi, kiedy pochyliła się, tak blisko, że świat nagle przestał istnieć. Przytknęła usta do jego ucha i wyszeptała jedno słowo
- Tak.
I choć wciąż drżała, choć w głowie miała tysiąc pytań, w tej chwili była pewna jednego: jeśli miał wejść w jej życie smok, to właśnie ten.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astoria Avery (3323), Louvain Lestrange (3113)




Wiadomości w tym wątku
[11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Louvain Lestrange - 20.10.2025, 23:25
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Astoria Avery - 22.10.2025, 02:28
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Louvain Lestrange - 27.10.2025, 21:53
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Astoria Avery - 05.11.2025, 02:43
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Louvain Lestrange - 13.11.2025, 04:39
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Astoria Avery - 19.11.2025, 03:36
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Louvain Lestrange - 08.01.2026, 03:16
RE: [11.1964 Hogwart] À bout de souffle - przez Astoria Avery - 26.01.2026, 02:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa