26.01.2026, 02:32 ✶
Ostatnie dni w Ministerstwie kurewsko się Anthonyemu dłużyły. Wskazówki zegara zdawały się stać w miejscu, a stos papierów na jego biurku nie malał. Z westchnieniem zamoczył pióro w atramencie, kontynuując pisanie przeraźliwie nudnego pisma z wezwaniem do zapłaty pod groźbą wystawienia mieszkania na aukcję. Gdyby był to lokal dotknięty ogniem, termin byłby przesunięty, ale znajdował się na przedmieściach Londynu. Dziś musiał wyjść wcześniej niż ostatnio, bo był umówiony z Traversem – nie, żeby stanowiło to jakikolwiek problem, bo Borgin zyskał sporo nadgodzin.
Przeklął w myślach, gdy dwie minuty przed czasem stawił się pod wskazanym adresem. Okropne protokoły. Poprawił marynarkę, poluźnił nieco krawat i raz jeszcze zerknął w stronę swojej aktówki, czy aby na pewno pozostawała zamknięta. Chciał zapukać, ale gdy podniósł wzrok, dostrzegł otwarte na oścież mieszkanie. Brew mu drgnęła, a wolna dłoń instynktownie powędrowała w stronę kieszeni, gdzie trzymał różdżkę. Zrobił kilka kroków do przodu, drewno zaskrzypiało pod jego butami, a Antek skrzywił się od zapachu, natychmiast mając ochotę zapalić.
- Travers? Nie przypominam sobie, żebyśmy umawiali się na zabawę w chowanego stary. – zawołał z tym charakterystycznym dla siebie tonem, rozglądając się na boki, ale ciemność pochłaniała wnętrze dotknięte wcześnie efektami spalonej nocy. Było tu chłodno, drzwi kołysały się w zawiasach od przeciągu, a młody Borgin pokręcił głową z niedowierzaniem, sięgając ostatecznie zapalniczkę zamiast różdżki. Starą i delikatnie zdobioną, swoją ulubioną, którą dostał jeszcze w szkole. Nie powinno mu przeszkadzać, jak sobie tu zapali, skoro i tak nie dbał o własne cztery kąty, narażając je na wilgoć angielskiego powietrza i brak ogrzewania, które przy zaciekach mogłoby okazać się pomocne. Jego kroki ustały, a ciszę przerwał charakterystyczny dźwięk naciskanego mechanizmu, płomień – wątły, drżący od wiatru, przerwał panującą ciemność i pozwolił Anthonyemu dostrzec jego plecy. – Ufam, że nie masz nic przeciwko. Papierosa? – zaproponował, drugą ręką sięgając po paczkę, chociaż przez trzymaną aktówkę, zrobił to odrobinę niezgrabnie. – Co to w ogóle za czajenie się w ciemnościach stary? – kontynuował, podchodząc do niego z paczką wyciągnięta w jego kierunku. Gdy się poczęstował lub odmówił, Tony uniósł paczkę do ust, wyjmując jednego z ich pomocą i podpalił, zaciągając się dymem. Po chwili płomyk z zapalniczki zgasł.
Przeklął w myślach, gdy dwie minuty przed czasem stawił się pod wskazanym adresem. Okropne protokoły. Poprawił marynarkę, poluźnił nieco krawat i raz jeszcze zerknął w stronę swojej aktówki, czy aby na pewno pozostawała zamknięta. Chciał zapukać, ale gdy podniósł wzrok, dostrzegł otwarte na oścież mieszkanie. Brew mu drgnęła, a wolna dłoń instynktownie powędrowała w stronę kieszeni, gdzie trzymał różdżkę. Zrobił kilka kroków do przodu, drewno zaskrzypiało pod jego butami, a Antek skrzywił się od zapachu, natychmiast mając ochotę zapalić.
- Travers? Nie przypominam sobie, żebyśmy umawiali się na zabawę w chowanego stary. – zawołał z tym charakterystycznym dla siebie tonem, rozglądając się na boki, ale ciemność pochłaniała wnętrze dotknięte wcześnie efektami spalonej nocy. Było tu chłodno, drzwi kołysały się w zawiasach od przeciągu, a młody Borgin pokręcił głową z niedowierzaniem, sięgając ostatecznie zapalniczkę zamiast różdżki. Starą i delikatnie zdobioną, swoją ulubioną, którą dostał jeszcze w szkole. Nie powinno mu przeszkadzać, jak sobie tu zapali, skoro i tak nie dbał o własne cztery kąty, narażając je na wilgoć angielskiego powietrza i brak ogrzewania, które przy zaciekach mogłoby okazać się pomocne. Jego kroki ustały, a ciszę przerwał charakterystyczny dźwięk naciskanego mechanizmu, płomień – wątły, drżący od wiatru, przerwał panującą ciemność i pozwolił Anthonyemu dostrzec jego plecy. – Ufam, że nie masz nic przeciwko. Papierosa? – zaproponował, drugą ręką sięgając po paczkę, chociaż przez trzymaną aktówkę, zrobił to odrobinę niezgrabnie. – Co to w ogóle za czajenie się w ciemnościach stary? – kontynuował, podchodząc do niego z paczką wyciągnięta w jego kierunku. Gdy się poczęstował lub odmówił, Tony uniósł paczkę do ust, wyjmując jednego z ich pomocą i podpalił, zaciągając się dymem. Po chwili płomyk z zapalniczki zgasł.