Naprawdę próbowała mu pokazać, że nie musiał się martwić, że to, co kiedyś było dla niego normalnością już nie wróci, że będzie tylko lepiej. Nie było to jednak takie proste, nie kiedy ktoś miał zupełnie inne doświadczenie, kiedy już miał szansę wejść w coś podobnego, liczył, że to zadziała, a stało się wręcz przeciwnie. Wiedziała, że przeszłość może namieszać, to co się wydarzyło miało ogromny wpływ na ludzi, powodowało, że byli ostrożniejsi, bardziej uważni, wątpili w to, co miało się zdarzyć. Nie zamierzała się jednak poddawać, musiała oswajać go z tą nową rzeczywistością powoli, nie od razu, nie wymagała też, że zaufa w jej każde słowo tak po prostu. To wymagało pracy, i była na to gotowa. Prudence miała w sobie ogrom spokoju i cierpliwości, jej przeszłość również nie była szczególnie kolorowa, jednak nie przeżyła w swoim życiu tak wiele jak jej mąż.
Widziała, że nie do końca rozumie jej podejście, że ma z tym problem. Najwyraźniej zabrakło mu słów, zresztą i tak wypowiedział dziś ich naprawdę dużo, otworzył się przed nią, naprawdę to doceniała, bo musiało być trudne dla niego mówienie o tym wszystkim. Zdawała sobie sprawę, że nie było w tym wielu szczegółów, nie chciała o nie wypytywać, bo na pewno były bardzo bolesne. Jak na siebie to i tak opowiedział jej bardzo wiele, doceniała to, bo nie było to dla niego łatwe.
- Jeśli wielkość tego domu Ci przeszkadza, jeśli ten dom jest nieodpowiedni, to możemy znaleźć inny, mniejszy, taki który nie będzie powodował dyskomfortu. - Miała świadomość, że to miejsce było duże, nie do końca potrzebowali, aż takiej przestrzeni. Jeśli to było problemem, to mogli przecież coś z tym zrobić. Zazwyczaj działała właśnie w ten sposób, jeśli pojawiał się problem, to szukała rozwiązań, można to było obejść w inny sposób, nie musieli tu zostawać skoro czuł się tu nieswojo, skoro zadawał sobie pytania, skoro jego myśli wracały przez to tam, gdzie nie powinny. Niby zdawała sobie sprawę, że nie chodziło tylko o dom jako o budynek, chodziło o coś więcej, jednak w ten sposób mogliby trochę to od siebie odsunąć.
- Świat z którego pochodzisz ciężko uznać za normalny, nie oszukujmy się, tam tworzy się rodziny tylko po to, aby coś na tym zyskać. Nie dziwi mnie to, że trudno Ci było znaleźć wokół siebie przykłady, które mogłeś uznać za właściwe. - Być może sama Prue nie przebywała w takich kręgach, ale miała świadomość, jak działał ten świat, jak to wyglądało. Liczyły się pieniądze, władza, to co można było ugrać na małżeństwach, nikt nie martwił się o to, czy dzieci będą szczęśliwe, czy to jest to, czego chcą, nikt nie liczył się z ich uczuciami. Musieli spełniać oczekiwania starszych członków rodzin, nikt nie pytał ich o zdanie, rzadko kiedy można było na tym zbudować coś dobrego. Podejrzewała, że w większości tych rodzin ci nieszczęśnicy nawet za sobą nie przepadali. Nie dziwiły więc jej jego słowa. Ci ludzie byli nieszczęśliwi, sfrustrowani, jedyne co im pozostawało to jakieś chore ambicje. Naprawdę nie miała pojęcia dlaczego tak usilnie trzymali się tych tradycji. Świat był popierdolony, i to bardzo.
- Tak naprawdę nie mogłam narzekać, u nas było całkiem w porządku, dzisiaj zobaczyłam, że ojciec wcale nie jest inny, że też ma swoje za uszami, najwyraźniej trudno jest znaleźć normalnych ludzi. - John pokazał się z najgorszej strony, zresztą wszystko było w porządku dopóki ona się dostosowywała, dopóki robiła to, czego od niej oczekiwano, jak widać i w jej świecie wystarczyło raz zrobić coś po swojemu, aby ojciec mógł się do czegoś przyczepić. Nie sądziła jednak, że warto się tym przejmować, nie byli swoimi rodzicami, byli inni, zupełnie inni, mogli tworzyć swój świat tak jak chcieli, nie korzystać z tych niezbyt odpowiednich wzorców.
- Rozumiem, że chciałeś dla siebie czegoś zupełnie innego, na pewno starałeś się nie powielać tych błędów, ale nie możesz mieć do siebie pretensji o to, że nie wyszło, żeby to działało potrzebna jest wzajemność, sam nie mogłeś zbudować, czegoś względnie normalnego. - Po tym co jej powiedział mogła już stwierdzić, że jego ówczesna żona okazała się być parszywą osobą, z którą nie dało się zrobić zbyt wiele. Raniła go, spowodowała te problemy z zaufaniem, które miał. Doprowadziła go do naprawdę okropnego stanu.
- Nie, nie trzeba mieć wzorców, mimo wszystko branie na siebie odpowiedzialności nie dla wszystkich jest takie oczywiste. - Nadal zamierzała podkreślić to, że jej zdaniem było to na swój sposób wyjątkowe. Mało kto o jego statusie zachowałby się w ten sposób, w tym wieku, miała wrażenie, że nie do końca to widział.
- Cóż, czyli udało Ci się spełnić swoje założenia, nie powielałeś ich błędów, byłeś inny, a, że coś przy tym poszło nie tak, że pojawiły się inne problemy, to nie do końca była Twoja wina, zawsze coś może się nie udać. Jeśli próbujesz, działasz, to jest możliwość, że się posypie, tak to już wygląda. - Prue uniosła swoją butelkę, upiła z niej niewielki łyk, czuła, że potrzebuje utrzymywać ten stan, bo dzięki temu łatwiej było jej zebrać myśli, łatwiej jej było ułożyć sobie w głowie to wszystko. Widziała, że odsuwał się od niej coraz bardziej, niby dalej siedzieli na tym samym dywanie, ale chyba nie do końca wiedział co zrobić z rękoma, nie spoglądał też jej w oczy, trochę to rozumiała, wiedziała, że trudno było mówić o takich rzeczach, one były bardzo bolesne.
To nie tak, że nie była ciekawa, kim była tamta kobieta. Nie zamierzała go jednak o to pytać, bo to było niewygodne, nie musiała tego wiedzieć, mogła spać spokojnie bez tych informacji, tyle, że tym razem sam zaczął mówić. Uniosła więc spojrzenie, przyglądała się mu uważnie, kiedy opowiadał.
Wydawał się być pewien, że nie ma szans na to, aby ona pojawiła się w Wielkiej Brytanii, może to i lepiej, bo miała wrażenie, że gdyby kiedyś ich drogi się splotły to mogłaby mieć na sumieniu człowieka. Naprawdę nie wiedziała, jaką osobą trzeba być, żeby doprowadzić kogoś na skraj, żeby tak ją zranić. Ufała Benjy'emu, znała go, wiedziała jaki był i łatwo jej było wyciągnąć swoje wnioski. Musiał trafić na naprawdę parszywą osobę, niegodną jego obecności.
Zostawiła go po tym wszystkim, co dla niej zrobił. Zostawiła go po tym, jak porzucił to co znał, żeby zbudować z nią nowe życie. Miała gdzieś jego poświęcenie, to mówiło samo za siebie. Zdecydowanie lepiej, że Prudence miała nigdy jej nie spotkać, mogłaby mieć problem, aby zapanować nad swoim zachowaniem, co nie zdarzało się często, ale bywały sytuacje, które naprawdę potrafiły wyprowadzić ją z równowagi, a kiedy już się to działo... to lepiej nie być gdzieś obok.
Później padło imię, zmrużyła oczy. Nie spodziewała się tego. Zupełnie nie. Zawiesiła się na moment, wracały do niej wspomnienia z przeszłości. Adelais jej nie lubiła, właściwie nie była wyjątkiem, nie lubiła chyba nikogo. Pamiętała, że kręciła się wokół Aloysius'a ze swoimi koleżankami, przypominała sobie różne sytuacje z czasów nauki w Hogwarcie. Wtedy tego nie widziała, nie dostrzegała, że ta nienawiść w jej przypadku mogła nieść ze sobą coś więcej. Pamiętała dzień, w którym skręciła kostkę, pamiętała, jak Wish zrugał wtedy Alice, i zajął się nią. Dopiero teraz to wszystko zaczęło być dla niej oczywiste, zaczęło się układać w całość.
Po chwili trafiła na kolejne wspomnienie, to sprzed dwóch tygodni. Wpadła na nią niby przypadkiem, zagadywała, próbowała się z nią zaprzyjaźnić, teraz docierało do niej, czym to było spowodowane, dlaczego napisała do niej ten ckliwy list, o tym, że chce się pogodzić. Miała świadomość, że musiała być jakaś przyczyna, teraz ją poznała i wcale jej się nie podobało to, że zaczęła się tu kręcić, przecież nie powinna tu być, dlaczego wróciła? Chciała mieszać w ich życiu?
Był to chyba moment, w którym musiała nieco uświadomić go, że nie do końca wszystko wyglądało tak jak zakładał. - Ona tu jest. - Zaczęła mówić bardzo cicho. Nie miała pojęcia, że to było istotne, nie wspomniała mu o spotkaniu, ani o liście, bo czasem tak się działo, że ktoś z przeszłości się kontaktował. Nie miała pojęcia o tym, że łączyła ich taka relacja, że była jego żoną.
Odetchnęła głęboko, ciężko. - Ona do mnie pisała. - Zamierzała wspomnieć mu o wszystkim, czuła, że powinien o tym wiedzieć. - Chciała się ze mną spotkać, wspominała coś o tym, że przez pożary poczuła potrzebę wyjaśnienia tego, co było w przeszłości. Spławiłam ją. - Dodała jeszcze, bo to mogło być niezbyt oczywiste, chociaż może nie. Prue nie należała do osób, które potrzebowały wracać do przeszłości, nie widziała potrzeby spotykania się z kimś, kto wyjątkowo jej nie lubił, utrudniał jej życie. Nie uważała tego za potrzebne, miała swoje zdanie na ten temat, ludzie nie zmieniali się w ten sposób, nie przeżywali nagłego obudzenia, nie zauważali swoich błędów. - Tyle, że później na mnie wpadła, zupełnie przypadkiem, rozpoznała mnie, znowu liczyła na rozmowę, ale nie chciałam z nią gadać, więc sobie poszłam. - To by było na tyle z ich interakcji, przynajmniej tak się jej wydawało do tej pory. Teraz jednak, teraz jednak coś zaczęło do niej docierać. Jeśli faktycznie była taka, nie, musiała być taka jak mówił o niej Benjy to to co się wydarzyło zaczęło nabierać sensu. Olśniło ją, raptownie, zaczęła łączyć kropki, bardzo szybko, brakowało jej prostych danych do tego, aby wcześniej sobie to ułożyć.
- Moje mieszkanie... - Zaczęła, teraz mogła założyć kto był za to odpowiedzialny, komu mogło zależeć na tym, żeby zrobić jej pod górę, aby zniszczyć jej świat.
- Myślę, że jakoś się już dowiedziała, że jesteśmy razem i chyba jej to nie wystarczyło. - Uniosła w górę butelkę, upiła z niej spory łyk, musiała się chyba jednak nieco bardziej upić, żeby jakoś to przetrawić. Nie spodziewała się, że to właśnie Alice była wybranką Benjy'ego. Naprawdę nie sądziła, że trafił, aż tak fatalnie. Tamta dziewczyna była okropna, naprawdę okropna, nie sądziła, żeby zmieniła się zbytnio w dorosłym życiu. Manipulowała ludźmi, aby dostać to czego chciała, dlatego Prue trzymała się od niej z daleka, tylko, że to nie wystarczało, ona uwielbiała udowodniać swoją wyższość, znęcać się nad innymi, była po prostu parszywym człowiekiem.
- Jeśli mam być szczera, to naprawdę byłeś debilem, przepraszam, zrozumiałabym wszystko, ale ona? Naprawdę? Gdzie Ty miałeś oczy. - Nie mogła sobie odmówić komentarza na ten temat, nie, że chciała mu za bardzo dokładać, ale nie mogłaby się o tym nie wypowiedzieć. Widać było przecież na pierwszy rzut oka, jakim była człowiekiem, jasne był młody, młody i głupi, ale aż tak bardzo? Odetchnęła głęboko, nie powinna do dobijać. - Przepraszam, w stosunku do Ciebie mogła się zachowywać inaczej, to mogło nie być takie oczywiste. - Dość szybko zebrała się w sobie, nie powinna go oceniać, nie widziała całej sytuacji, nie wiedziała dokładnie jak to wyglądało, nie mogła zachowywać się w ten sposób.
- Skarbie, nie wiem, jak Ci to wyjaśnić, ale ja nie mam co do Ciebie żadnych oczekiwań, to nie jest umowa, nie ma listy, którą masz odhaczać. - Mimo, że naprawdę kochała listy, to w tej sytuacji to raczej nie miało racji bytu. - Po prostu chcę, żebyś był ze mną, tak jak ja jestem z Tobą, nic więcej, chcę żebyśmy sobie ufali, żadnych ukrytych kruczków, żadnych roszczeń, czy życzeń, nie na tym to polega, chyba? Też nie jestem specjalistką od takich rzeczy. - Miała narzeczonego, jednak wtedy to wszystko wyglądało zupełnie inaczej, musiała się kryć ze swoimi myślami, planami, ze wszystkim, bo nie do końca akceptował to, jakim była człowiekiem, tutaj wszystko było inne, zupełnie inne i wiedziała, że może być tylko lepiej, najlepiej.
- Bądźmy ze sobą szczerzy, co by się nie działo, to jest najważniejsze, nie uciekajmy przed sobą. - To niby było dość oczywiste, ale w ich przypadku dość prawdopodobne było to, że jeśli coś pójdzie nie tak, to zaczną błądzić w swoich myślach, zawsze tak mieli, więc warto było wspomnieć o tym, że to nie mogło działać w ten sposób.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control