26.01.2026, 16:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2026, 16:41 przez Jonathan Selwyn.)
W pierwszej chwili Jonathan uśmiechnął się triumfalnie, gdy dotarło do niego, że nie dał się podłym schodom. Potem jednak uśmiech zniknął z jego twarzy, gdy kątem oka zobaczył, jak jego towarzysze znikają w tych właśnie schodach. Świetnie. Cudownie. Genialnie. Do tej pory myślał, że stopnie w najgorszym wypadku zafundują im jedynie kilka siniaków, ale najwyraźniej się pomylił. Najwyraźniej schody po prostu pochłaniały ludzi! I już miał rzucać na te kilka przeklętych stopni, wszelkie mu znane zaklęcia rozpraszające, aby spróbować uwolnić przyjaciół, ale niestety coś mu przeszkodziło. Bo nie dość, że Dora i Erik właśnie wpadli w pułapkę, to co gorsza, najwyraźniej nawet po tym zdarzeniu, nie był w pomieszczeniu sam. Jonathan zacisnął usta i zrobił kilka kroków do przodu, gotowy na konfrontację, wciąż zachowując jednak przy tym bezpieczny dystans i co prawda jeszcze nie wycelował zacisniętej w dłoni różdżki w stronę półprzezroczystej istoty, ale w każdej chwili był na to gotowy. Zupełnie tak jakby rzeczywiście mógł zadać fatalnym obrażenia duchowi.
– Kim jesteś? – spytał zdecydowanym tonem. – To ty stoisz za tą pułapką? Jeśli tak to wypuść moich przyjaciół. Nie są groźni. Żadne z nas nie ma złych zamiarów. Szukamy tylko naszych towarzyszy. Znajdziemy ich i już nas nie ma.
– Kim jesteś? – spytał zdecydowanym tonem. – To ty stoisz za tą pułapką? Jeśli tak to wypuść moich przyjaciół. Nie są groźni. Żadne z nas nie ma złych zamiarów. Szukamy tylko naszych towarzyszy. Znajdziemy ich i już nas nie ma.