Spodziewała się trochę, że zjadą po tych schodach na tyłkach i skończą na samym ich dole - najpewniej tez w jakiejś zmyślnej czy brutalnej pułapce. Wydarzyło się coś z goła innego, bo zwyczajnie zapadła się pod ziemie - o ile zwyczajnym można było w ogóle nazwać to, że schody próbowały się ich jakoś pozbyć.
Dora spadała i na jej spotkanie wyszła twarda, kamienna posadzka. Zimna, ale to zimno przyjęła z dziwną ulgą, bo gdyby brakowało temu doświadczeniu niewygód, to pewnie zastanawiałaby się czy przypadkiem nie znalazłaby się w jakimś śnie albo iluzji. Szczęście w nieszczęściu, uniosła się obolała, pierwsze co robiąc to odszukując różdżkę, która na całe szczęście wciąż migotała rozpalonym na niej lumos i rzucała dookoła krąg światła.
A potem odezwał się głos.
Jej głos.
- Chyba... tak? - odpowiedziała, ni to niepewna czy powinna rozmawiać sama ze sobą, czy też że faktycznie nic jej nie było. Mogła się ruszać, chyba nic sobie nadmiernie nie rozbiła, nie krwawiła więc chyba było w porządku. - Co to za miejsce? - zapytała, siląc się by zaraz nie obsypać samej siebie pytaniami odnośnie tego kim była i skąd się wzięła. Czarne nitki powoli poruszające się po jej skórze napawały prawdziwą Dorę niepokojem i mimowolnie spojrzała na swoje własne ręce, chcąc sprawdzić czy przypadkiem coś nie zmieniło się i u niej, ale była tak samo zielona jak zawsze.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.