27.01.2026, 11:10 ✶
Różdżka Erika zabłysła, czar został rzucony, niezbyt mocny, ale wciąż udany. I gdy otoczyła go magia, przestał spadać, ale…
Zawisł po prostu w nieskończonej pustce.
Nie było tu żadnego światła, nie widział nawet swojej własnej sylwetki, tak głęboka ciemność go otaczała. Nie słyszał żadnych dźwięków. Gdyby krzyknął, jego głos zdawałby się nie rozchodzić wokół: jakby żaden dźwięk nie mógł tutaj zaistnieć. Mógł sięgać rękami na boki i palce zaciskały się na pustce.
Było tak, jakby pochłonęła go nicość.
*
– To twój umysł – powiedziała ta druga Dora łagodnym głosem, wyciągając ku niej rękę. Tam, gdzie u Crawleyówny znajdowały się zielonkawe plamki, momentami już zaczynające nieprzyjemnie piec, tam u niej widać było ciemne nitki. I jeżeli ta zielona Dora na to pozwoliła, jej odbicie pomogło się jej podnieść. – Nasz umysł. To co kryje się w głębi twojej duszy. Zabawny czar, klątwa, rzucony przez McOlivertów. Jakby to miało wystarczyć, by nas powstrzymać, prawda?
Uśmiechnęła się i to był ten uśmiech, który Dora oglądała w lustrze, zanim w jej twarzy zaszły drobne, ale znaczące zmiany, mające sprawić, że nie rozpoznają jej Borginowie. A w nozdrza Crawleyówny uderzył charakterystyczny zapach: siarki i popiołów. Nie dobiegał nigdzie z pomieszczenia. Jego źródłem była ta druga dziewczyna, naznaczona piętnem czerni.
*
Schody nie wywinęły już Jonathanowi żadnych numerów. Były strome, dość śliskie, ale nie ruszały się, wyglądały normalnie i Selwyn zdołał zejść po nich bez większych przeszkód ku duchowi czarodziejki, odzianej w poszarpane ubranie, naznaczone srebrzystymi plamami. Nie przypominała dziewczyny, którą spotkali w wieży. Mogła być tą, która pokazała Dorze wejście, ale Jonathan nie widział jej wcześniej, nie miał więc w tym względzie pewności. Stała do niego bokiem, tak że przynajmniej początkowo widział jedynie jej profil.
– Pomagałam rzucić na to miejsce klątwy, mające zatrzymać niepowołanych. McBoonom zależało na wykradnięciu naszych tajemnic – powiedziała, a potem na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech. – Oczywiście, to było zanim zamieniliśmy ich w bestie, które interesowało tylko ludzkie mięso – dodała, obracając się ku niemu, i ujawniając zmasakrowany policzek. Wyglądał tak, jakby ugryzło ją coś, co miało bardzo ostre zęby. – Nie mogę ich uwolnić. Jestem tylko duchem.
/Odpisy do 9 rano 31.01/
Zawisł po prostu w nieskończonej pustce.
Nie było tu żadnego światła, nie widział nawet swojej własnej sylwetki, tak głęboka ciemność go otaczała. Nie słyszał żadnych dźwięków. Gdyby krzyknął, jego głos zdawałby się nie rozchodzić wokół: jakby żaden dźwięk nie mógł tutaj zaistnieć. Mógł sięgać rękami na boki i palce zaciskały się na pustce.
Było tak, jakby pochłonęła go nicość.
*
– To twój umysł – powiedziała ta druga Dora łagodnym głosem, wyciągając ku niej rękę. Tam, gdzie u Crawleyówny znajdowały się zielonkawe plamki, momentami już zaczynające nieprzyjemnie piec, tam u niej widać było ciemne nitki. I jeżeli ta zielona Dora na to pozwoliła, jej odbicie pomogło się jej podnieść. – Nasz umysł. To co kryje się w głębi twojej duszy. Zabawny czar, klątwa, rzucony przez McOlivertów. Jakby to miało wystarczyć, by nas powstrzymać, prawda?
Uśmiechnęła się i to był ten uśmiech, który Dora oglądała w lustrze, zanim w jej twarzy zaszły drobne, ale znaczące zmiany, mające sprawić, że nie rozpoznają jej Borginowie. A w nozdrza Crawleyówny uderzył charakterystyczny zapach: siarki i popiołów. Nie dobiegał nigdzie z pomieszczenia. Jego źródłem była ta druga dziewczyna, naznaczona piętnem czerni.
*
Schody nie wywinęły już Jonathanowi żadnych numerów. Były strome, dość śliskie, ale nie ruszały się, wyglądały normalnie i Selwyn zdołał zejść po nich bez większych przeszkód ku duchowi czarodziejki, odzianej w poszarpane ubranie, naznaczone srebrzystymi plamami. Nie przypominała dziewczyny, którą spotkali w wieży. Mogła być tą, która pokazała Dorze wejście, ale Jonathan nie widział jej wcześniej, nie miał więc w tym względzie pewności. Stała do niego bokiem, tak że przynajmniej początkowo widział jedynie jej profil.
– Pomagałam rzucić na to miejsce klątwy, mające zatrzymać niepowołanych. McBoonom zależało na wykradnięciu naszych tajemnic – powiedziała, a potem na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech. – Oczywiście, to było zanim zamieniliśmy ich w bestie, które interesowało tylko ludzkie mięso – dodała, obracając się ku niemu, i ujawniając zmasakrowany policzek. Wyglądał tak, jakby ugryzło ją coś, co miało bardzo ostre zęby. – Nie mogę ich uwolnić. Jestem tylko duchem.
/Odpisy do 9 rano 31.01/