27.01.2026, 13:09 ✶
Byłby głupcem, gdyby nie spróbował i nie zapytał o to stojącej przed nim kobiety. Domyślał się, że mu nie powie, ale musiał wypowiedzieć to pytanie - inaczej wciąż poruszaliby się w sferze domysłów, a on nie byłby pewny, czy Cynthia potrafi dochować tajemnicy. A jednak potrafiła, chociaż był przekonany, że gdyby sięgnął po legilimencję, dowiedziałby się więcej, niż potrzebował.
Nie zamierzał jednak przekraczać tej granicy - nie z nią.
- Miłość przyjmuje różne formy - odpowiedział, robiąc krok w tył. Zwiększył między nimi dystans na tyle, by Flint znowu mogła poczuć się komfortowo i by mogła ponowie założyć swoją maskę, która chroniła ją przed światem. Wiedział doskonale, że tak było łatwiej: sam również postępował w identyczny sposób. - Nie musi być fizyczna, żeby istniała. Chroniąc tych, którzy są teraz na celowniku, musisz w jakiś sposób ich kochać. Jak braci lub siostry. A może są dla ciebie jak rodzina.
Wzruszył ramionami. Nie kojarzył, by Cynthia się z kimkolwiek spotykała na poważnie, a na jej palcu nie pysznił się zaręczynowy pierścień. Jednak wierzył w to, co mówił - miłość przybierała różne formy, w tym takie, które prowadziły do zdrady własnej krwi. W teorii rodzina była wszystkim, lecz dużo osób sama wybierała swoją rodzinę: i chociaż nie łączyła ich krew, to byli ze sobą związani na wieki, gotowi chronić się na każdym kroku. Cień jednak przemknął po jego twarzy, gdy wspomniała o prowokowaniu.
- Gdy wybierzesz w końcu stronę, a myślę że nadszedł na to czas, nie będą mogli cię skrzywdzić nawet sprowokowani. Dla własnego bezpieczeństwa powinnaś przekroczyć tę linię, na której balansujesz - nie groził jej, wręcz przeciwnie. W jego głosie pobrzmiewał niepokój. Nie chciałby stracić tak cennego współpracownika, tak cennej osoby w jego otoczeniu. Zrobił jednak jeszcze jeden krok w tył, aż w końcu wykazał się chyba największym zaufaniem, którym mógł w tej chwili: odwrócił się do Cynthii plecami, by móc swobodnie podejść do kanapy i zająć na niej miejsce. Milczał przez chwilę, pocierając palcem wskazującym podbródek, a jego wzrok błądził po sylwetce Cynthii ze skupieniem człowieka, który myśli nad tym, co powinien teraz powiedzieć. - Chcę cię chronić, ale będzie to trudne, jeżeli nadal będziesz starała się być neutralna. Nie jesteśmy w żaden sposób połączeni, bym wiedział, gdy znajdziesz się w niebezpieczeństwie.
Chociaż Spalona Noc pokazała, że los uparcie chciał, by krzyżowali swoje ścieżki.
Nie zamierzał jednak przekraczać tej granicy - nie z nią.
- Miłość przyjmuje różne formy - odpowiedział, robiąc krok w tył. Zwiększył między nimi dystans na tyle, by Flint znowu mogła poczuć się komfortowo i by mogła ponowie założyć swoją maskę, która chroniła ją przed światem. Wiedział doskonale, że tak było łatwiej: sam również postępował w identyczny sposób. - Nie musi być fizyczna, żeby istniała. Chroniąc tych, którzy są teraz na celowniku, musisz w jakiś sposób ich kochać. Jak braci lub siostry. A może są dla ciebie jak rodzina.
Wzruszył ramionami. Nie kojarzył, by Cynthia się z kimkolwiek spotykała na poważnie, a na jej palcu nie pysznił się zaręczynowy pierścień. Jednak wierzył w to, co mówił - miłość przybierała różne formy, w tym takie, które prowadziły do zdrady własnej krwi. W teorii rodzina była wszystkim, lecz dużo osób sama wybierała swoją rodzinę: i chociaż nie łączyła ich krew, to byli ze sobą związani na wieki, gotowi chronić się na każdym kroku. Cień jednak przemknął po jego twarzy, gdy wspomniała o prowokowaniu.
- Gdy wybierzesz w końcu stronę, a myślę że nadszedł na to czas, nie będą mogli cię skrzywdzić nawet sprowokowani. Dla własnego bezpieczeństwa powinnaś przekroczyć tę linię, na której balansujesz - nie groził jej, wręcz przeciwnie. W jego głosie pobrzmiewał niepokój. Nie chciałby stracić tak cennego współpracownika, tak cennej osoby w jego otoczeniu. Zrobił jednak jeszcze jeden krok w tył, aż w końcu wykazał się chyba największym zaufaniem, którym mógł w tej chwili: odwrócił się do Cynthii plecami, by móc swobodnie podejść do kanapy i zająć na niej miejsce. Milczał przez chwilę, pocierając palcem wskazującym podbródek, a jego wzrok błądził po sylwetce Cynthii ze skupieniem człowieka, który myśli nad tym, co powinien teraz powiedzieć. - Chcę cię chronić, ale będzie to trudne, jeżeli nadal będziesz starała się być neutralna. Nie jesteśmy w żaden sposób połączeni, bym wiedział, gdy znajdziesz się w niebezpieczeństwie.
Chociaż Spalona Noc pokazała, że los uparcie chciał, by krzyżowali swoje ścieżki.