27.01.2026, 14:20 ✶
Astoria nie była kobietą, która prosi o uwagę - ona była kobietą, która tę uwagę dostawała od innych niezależnie od tego, czy jej chciała, czy też nie. Dostawała ją mimowolnie, gdy promienie słońca tańczyły na jej bladej skórze i gubiły się w czerni włosów, a zielone oczy odbijały światło, przywodząc na myśl wiosenne liście, które dopiero co rozwinęły się w pełni, zwiastując nowy początek.
- Nie, jest... W porządku - odpowiedział wymijająco, odstawiając kubek mimowolnie na jeden z pierwszych lepszych stolików. Kelnerka wydawała się być nieco zawiedziona tą odpowiedzią, lecz nie naciskała: jej uwaga w całości przeniosła się na kolejną osobę, która przekroczyła próg Dziurawego Kotła. Nie był pomocy, jeżeli chodzi o alkohole: były za mocne, zbyt gorzkie lub zbyt słodkie, nieprzyjemnie paliły w gardło i piekły w język osoby, które od alkoholu stroniły. Taka była ich rola, ale nie oznaczało to, że miał się na to godzić i wlewać w siebie więcej niż ćwierć łyka, który wziął przed chwilą.
Sam nie wiedział dlaczego, ale Astoria bardzo mu pasowała do tej scenerii. Dziurawy Kocioł nie był galerią sztuki, ale miał w sobie duszę, której nie można było odmówić Avery. Miał swój charakter, a tego dnia i swój zapach, który przywodził na myśl Yule. Oczyma wyobraźni widział Astorię w wełnianej czapce, która skrywała włosy przed śniegiem padającym z nieba. Widział zaróżowione policzki i lekko czerwony nos, widział błyszczące oczy, które patrzyły na płatki śniegu z dziecięcym wręcz zachwytem. Mrugnął, by odpędzić od siebie tę dziwną, niespotykaną wizję, a gdy to zrobił - znalazł się przy jej stoliku. Tak, jakby jego nogi same podjęły decyzję, zanim jeszcze dotarła ona do mózgu.
- Miło cię widzieć - przywitał się, a kącik ust sam z siebie drgnął w lekkim uśmiechu. - Testujesz nową recepturę grzańca?
Jego wzrok spoczął na kubku, który trzymała w dłoni. Tak prostym i zwyczajnym, niepasującym do jej aparycji. Pasowała tu, a jednak odstawała od Kotła wyraźniej, niż pewnie chciałaby przyznać. Sprzeczności mieszały się, a kolejne mrugnięcie odpędziło wizję Avery, która wyciągała dłoń w rękawiczce, by pochwycić jeden z płatków śniegu.
- Czekasz na kogoś, czy mogę się dosiąść i dotrzymać ci towarzystwa? - nie chciał jej przeszkadzać, zresztą miał dobrą wymówkę, jeżeli potwierdziłaby, że jest z kimś umówiona. Podejrzewał, że na kogoś czeka, lecz nikt nie podchodził. Nie wypadało jej zostawiać samej. Ale nie dlatego zapytał, czy może się dosiąść. Chciał się dosiąść.
- Nie, jest... W porządku - odpowiedział wymijająco, odstawiając kubek mimowolnie na jeden z pierwszych lepszych stolików. Kelnerka wydawała się być nieco zawiedziona tą odpowiedzią, lecz nie naciskała: jej uwaga w całości przeniosła się na kolejną osobę, która przekroczyła próg Dziurawego Kotła. Nie był pomocy, jeżeli chodzi o alkohole: były za mocne, zbyt gorzkie lub zbyt słodkie, nieprzyjemnie paliły w gardło i piekły w język osoby, które od alkoholu stroniły. Taka była ich rola, ale nie oznaczało to, że miał się na to godzić i wlewać w siebie więcej niż ćwierć łyka, który wziął przed chwilą.
Sam nie wiedział dlaczego, ale Astoria bardzo mu pasowała do tej scenerii. Dziurawy Kocioł nie był galerią sztuki, ale miał w sobie duszę, której nie można było odmówić Avery. Miał swój charakter, a tego dnia i swój zapach, który przywodził na myśl Yule. Oczyma wyobraźni widział Astorię w wełnianej czapce, która skrywała włosy przed śniegiem padającym z nieba. Widział zaróżowione policzki i lekko czerwony nos, widział błyszczące oczy, które patrzyły na płatki śniegu z dziecięcym wręcz zachwytem. Mrugnął, by odpędzić od siebie tę dziwną, niespotykaną wizję, a gdy to zrobił - znalazł się przy jej stoliku. Tak, jakby jego nogi same podjęły decyzję, zanim jeszcze dotarła ona do mózgu.
- Miło cię widzieć - przywitał się, a kącik ust sam z siebie drgnął w lekkim uśmiechu. - Testujesz nową recepturę grzańca?
Jego wzrok spoczął na kubku, który trzymała w dłoni. Tak prostym i zwyczajnym, niepasującym do jej aparycji. Pasowała tu, a jednak odstawała od Kotła wyraźniej, niż pewnie chciałaby przyznać. Sprzeczności mieszały się, a kolejne mrugnięcie odpędziło wizję Avery, która wyciągała dłoń w rękawiczce, by pochwycić jeden z płatków śniegu.
- Czekasz na kogoś, czy mogę się dosiąść i dotrzymać ci towarzystwa? - nie chciał jej przeszkadzać, zresztą miał dobrą wymówkę, jeżeli potwierdziłaby, że jest z kimś umówiona. Podejrzewał, że na kogoś czeka, lecz nikt nie podchodził. Nie wypadało jej zostawiać samej. Ale nie dlatego zapytał, czy może się dosiąść. Chciał się dosiąść.