07.03.2023, 21:31 ✶
Cynthia miała rację – wszystko kręciło się wokół skandali. Co nimi właściwie było, jak do nich nie dopuścić, a jeśli już się stało – jak je zatuszować, lub w najgorszym wypadku jak się z nich wykręcić. Uśmiechnęła się do przyjaciółki w odpowiedzi, zgadzając się z nią w zupełności. Tak samo jak spodobał jej się pomysł, by spotkać się w opuszczonej sali i poćwiczyć sobie eliksiry. Nie sądziła, by miało im się coś stać! Wybuchy z kociołków to nie na ich warcie, zresztą gdzieś ćwiczyć trzeba było, zwłaszcza jeśli na obecnych zajęciach się nudziły. Aaalbo… Mogły po prostu pójść do SLughorna i mu powiedzieć, że chciałyby poćwiczyć coś trudniejszego i czy by im czegoś nie polecił. Victoria zanotowała sobie w głowie, by później na ten temat z Cyjankiem porozmawiać, a tymczasem…
Miały ważniejsze sprawy do załatwienia (heh) w łazience.
Bo Marta chyba nie do końca im wierzyła. Obie mogły zobaczyć jak mruży oczy zza swoich okularów spoglądając na przynależność domu. Miłe Ślizgonki – tak jasne. I co jeszcze? W każdym razie rozmowa trwała dalej w najlepsze.
- Nie ma się z czego nabijać… - zaczęła Lestrange i pojrzała na twarz Marty. Była… przeciętna. Ani ładna, ani brzydka. Zresztą mało to dziewczyn w szkole wyglądało jak brzydkie kaczątko, żeby za kilka lat wyrosnąć na pięknego łabędzia? Jakoś Tori mało przykładała do tego uwagi, zbyt pochłonięta zdobywaniem wiedzy. To ją jarało. A nie nabijanie się z ilości pryszczy na twarzy. - Trzeba było im te wypracowania wypluć prosto w twarz, Marto – przecież nie wina Marty, że się nie uczyli, nie? Zaraz jednak oddała pole swojej towarzyszce.
- Och…. Naprawdę tak uważasz? – Marta przejechała swoimi widmowymi dłońmi po włosach i wyraźnie się zarumieniła na pytanie Cynthii. Wszystko wskazywało na to, że była… po prostu spragniona komplementów. I czy można się było jej dziwić? Nie odpowiedziała jednak na pytanie o ulubiony przedmiot, najwyraźniej zaaferowana swoimi włosami.
- Właściwie… Zastanawiałam się czemu nigdy nie widziałam cię nigdzie indziej. Jakoś nie było okazji się poznać – stwierdziła Victoria, uznawszy, że może należy kuć żelazo póki gorące.
- Lubię łazienki – stwierdziła Marta po chwili. - Ale tą najbardziej. Kiedyś wychodziłam nawet poza Hogwart. Ale po tym jak nawidziłam tą przeklętą Olivię, to kazali mi się nie ruszać poza szkołę – prychnęła ze złością, odwróciła się i przeleciała przez dwie kabiny, zawodząc znowu. Nie zniknęła. Być może był to moment na pociągnięcie tematu dalej.
- Olivia? Kto to? – rzuciła z siebie Victoria. Jakoś od razu pomyślała o swojej malutkiej siostrze, Olivii, która teraz miała ledwie rok.
Miały ważniejsze sprawy do załatwienia (heh) w łazience.
Bo Marta chyba nie do końca im wierzyła. Obie mogły zobaczyć jak mruży oczy zza swoich okularów spoglądając na przynależność domu. Miłe Ślizgonki – tak jasne. I co jeszcze? W każdym razie rozmowa trwała dalej w najlepsze.
- Nie ma się z czego nabijać… - zaczęła Lestrange i pojrzała na twarz Marty. Była… przeciętna. Ani ładna, ani brzydka. Zresztą mało to dziewczyn w szkole wyglądało jak brzydkie kaczątko, żeby za kilka lat wyrosnąć na pięknego łabędzia? Jakoś Tori mało przykładała do tego uwagi, zbyt pochłonięta zdobywaniem wiedzy. To ją jarało. A nie nabijanie się z ilości pryszczy na twarzy. - Trzeba było im te wypracowania wypluć prosto w twarz, Marto – przecież nie wina Marty, że się nie uczyli, nie? Zaraz jednak oddała pole swojej towarzyszce.
- Och…. Naprawdę tak uważasz? – Marta przejechała swoimi widmowymi dłońmi po włosach i wyraźnie się zarumieniła na pytanie Cynthii. Wszystko wskazywało na to, że była… po prostu spragniona komplementów. I czy można się było jej dziwić? Nie odpowiedziała jednak na pytanie o ulubiony przedmiot, najwyraźniej zaaferowana swoimi włosami.
- Właściwie… Zastanawiałam się czemu nigdy nie widziałam cię nigdzie indziej. Jakoś nie było okazji się poznać – stwierdziła Victoria, uznawszy, że może należy kuć żelazo póki gorące.
- Lubię łazienki – stwierdziła Marta po chwili. - Ale tą najbardziej. Kiedyś wychodziłam nawet poza Hogwart. Ale po tym jak nawidziłam tą przeklętą Olivię, to kazali mi się nie ruszać poza szkołę – prychnęła ze złością, odwróciła się i przeleciała przez dwie kabiny, zawodząc znowu. Nie zniknęła. Być może był to moment na pociągnięcie tematu dalej.
- Olivia? Kto to? – rzuciła z siebie Victoria. Jakoś od razu pomyślała o swojej malutkiej siostrze, Olivii, która teraz miała ledwie rok.