27.01.2026, 21:24 ✶
Obrazy ognia pojawiające się w głowie Jo już napełniały ją lękiem, więc gdy usłyszała słowa płynące z ust męża... Serce jej zamarło. Choć dobrze zdawała sobie sprawę, że Julian z własnej woli nigdy nie powiedziałby czegoś takiego, w tej chwili emocje wzięły górę. Podobnie jak z narastającą paniką, racjonalne wyjaśnienia teraz do niej nie trafiały.
Reszta Bletchleyów najpierw usłyszała szloch, a potem zobaczyła łzy płynące po jej policzkach.
– D-dlaczego... Czemu my... – Jolene była twardą babką i rzadko kiedy łamała się pod wpływem emocji, lecz ta noc kompletnie zniszczyła jej psychikę. Kiedy tylko zdawało się, że sytuacja choć trochę się polepsza, ci popaprańcy w kapturach wynajdowali coraz to nowsze sposoby na zniszczenie jej życia. Jo wiedziała, że musi jakoś się trzymać dla dobra swoich bliskich, ale nie miała już na to sił. Nie miała też żadnej odpowiedzi na pytające spojrzenie Hestii. Była za słaba by stanowić w tym ciężkim czasie wsparcie dla swojej rodziny i ta świadomość raniła ją jeszcze bardziej.
Głos Alice wydawał jej się bardzo odległy, jednak zrozumiała najważniejsze słowa z wypowiedzi córki. Dom... Być może wynikało to z narastającego poczucia zagrożenia, ale Jolene bała się tego, co mogli znaleźć w środku. Nawet jeśli budynek nie wydawał się bardzo zniszczony od zewnątrz, Śmierciożercy byli w stanie sponiewierać ich dobytek w ramach jakiegoś sadystycznego pokazu siły.
Niemniej Alice miała rację; kiedyś i tak należało sprawdzić co się stało z ich nieruchomością, więc lepiej było mieć to z głowy niż wymyślać czarne scenariusze. Jo przełknęła ślinę i spróbowała zebrać w sobie resztkę sił.
– Tak... Trzeba go sprawdzić. – wydukała, powstrzymując szloch. Cholernie się bała, jednak musiała stawić temu czoła, przestraszona lub nie.
Reszta Bletchleyów najpierw usłyszała szloch, a potem zobaczyła łzy płynące po jej policzkach.
– D-dlaczego... Czemu my... – Jolene była twardą babką i rzadko kiedy łamała się pod wpływem emocji, lecz ta noc kompletnie zniszczyła jej psychikę. Kiedy tylko zdawało się, że sytuacja choć trochę się polepsza, ci popaprańcy w kapturach wynajdowali coraz to nowsze sposoby na zniszczenie jej życia. Jo wiedziała, że musi jakoś się trzymać dla dobra swoich bliskich, ale nie miała już na to sił. Nie miała też żadnej odpowiedzi na pytające spojrzenie Hestii. Była za słaba by stanowić w tym ciężkim czasie wsparcie dla swojej rodziny i ta świadomość raniła ją jeszcze bardziej.
Głos Alice wydawał jej się bardzo odległy, jednak zrozumiała najważniejsze słowa z wypowiedzi córki. Dom... Być może wynikało to z narastającego poczucia zagrożenia, ale Jolene bała się tego, co mogli znaleźć w środku. Nawet jeśli budynek nie wydawał się bardzo zniszczony od zewnątrz, Śmierciożercy byli w stanie sponiewierać ich dobytek w ramach jakiegoś sadystycznego pokazu siły.
Niemniej Alice miała rację; kiedyś i tak należało sprawdzić co się stało z ich nieruchomością, więc lepiej było mieć to z głowy niż wymyślać czarne scenariusze. Jo przełknęła ślinę i spróbowała zebrać w sobie resztkę sił.
– Tak... Trzeba go sprawdzić. – wydukała, powstrzymując szloch. Cholernie się bała, jednak musiała stawić temu czoła, przestraszona lub nie.