28.01.2026, 01:03 ✶
Przyjęła jego wyjaśnienia z lekkim skinieniem głowy, a informacja o spalonej garderobie wywołała w niej krótkie, niemal niezauważalne ukłucie współczucia - strata rzeczy materialnych była czymś, co potrafiła zrozumieć aż za dobrze, nawet jeśli sama uczyła się traktować je z dystansem. Wiedziała jednak, jak bardzo Renigald przywiązywał wagę do rzeczy materialnych - do ich formy, jakości, symbolicznego ciężaru. Utrata ubrań nie była więc tylko niedogodnością, była naruszeniem porządku, który dawał mu poczucie kontroli.
- Przykro mi. Nie udało się niczego uratować?
Jej spojrzenie na chwilę powędrowało po linii jego ramion, po idealnie skrojonej szacie, po drobiazgach zdradzających, że nic tu nie było przypadkowe. Pojawiła się myśl, krótka i niechciana, że ten wysiłek nie był tylko spełnieniem ojcowskich oczekiwań. Nie pozwoliła jej jednak urosnąć. Zbyt łatwo było przypisać intencje tam, gdzie mogła kryć się jedynie dobrze wyuczona rola. Przynajmniej butik jego matki nie został zniszczony. W tak ciężkich momentach trzeba dopatrywać się nawet najmniejszych pozytywów.
Uspokoiło ją też to, że nie zatruł się dymem.
- A więc miałeś wiele szczęścia - posłała mu uśmiech. Ta informacja przyniosła wyraźną ulgę, choć nie pozwoliła jej w pełni rozluźnić ramion; wciąż miała w sobie napięcie ostatnich dni, które nie znikało tak łatwo. Jej własny kaszel przypomniał o sobie krótkim, stłumionym odchrząknięciem, które zamaskowała uniesieniem kielicha do ust. Przełknęła łyk wina powoli, ostrożnie, pozwalając, by ciepło rozeszło się po gardle. Nie chciała teraz roztrząsać swoich dolegliwości, nie chciała widzieć zmartwienia w jego oczach.
Kiwnęła głową na wzmiankę o jego rodzicach.
- Nie sądzę. Podobnie jak twoi rodzice, moi także są teraz bardzo zapracowani. Ojciec praktycznie nie wychodzi z galerii, a mama poświęca wolny czas fundacji. Wielu młodych artystów potrzebuje nagłej pomocy - odparła rzeczowo. Każde z nich w swoim żywiole, każde reagujące na kryzys tak, jak ich nauczono. Astoria pomyślała, że dom bez nich wydawał się jednocześnie zbyt duży i zaskakująco cichy. Ta cisza nie była jednak pusta - miała w sobie ciężar decyzji, które zapadały gdzie indziej. - Mówiąc całkiem szczerze trochę dziwnie się tu czuję. Zapomniałam już, jak to jest mieszkać z rodzicami. Troska mamy bywa przytłaczająca, chociaż wiem, ile ta sytuacja ją kosztuje - wyznała cicho, bo przecież doskonale rozumiała perspektywę matki. Po stracie najstarszego dziecka, drżała o każde kolejne, które znalazło się w niebezpieczeństwie. - Ale poinformowałam ich, że cię zaprosiłam i cieszyli się... naturalnie - spojrzała na niego znacząco, acz z lekkim rozbawieniem. Obydwoje zdawali sobie sprawę z prób swatania ich przez rodziców, ale nic sobie z tego nie robili.
Fakt, że byli sami, nie był ani zaplanowanym gestem, ani przypadkiem, który należało tłumaczyć, raczej konsekwencją chaosu, w jakim znalazł się świat. Świat, który wciąż pachniał dymem i stratą, dlatego ta kolacja stała się próbą zachowania pozorów normalności. A ona, perfekcjonistka z natury, nie zamierzała pozwolić, by choćby jeden detal wymknął się spod kontroli.
- To właściwie twoja kuchnia. Poleciłam im przygotować twoje ulubione dania - przyznała po krótkim toaście. - Chcę ci tym sposobem podziękować za pomoc. Gdybyś zabrał mnie od razu do Św. Munga, tak jak proponowałeś, oszczędziłbyś mi wiele zmartwień, ale wciąż... jesteś jedną z osób, bez których nie przeżyłabym tamtej nocy - opuściła wzrok z zawstydzenia. Nie lubiła tych momentów bezbronności, gdy trzeba przyznać się do błędu. - Dziękuję.
@Renigald Malfoy
- Przykro mi. Nie udało się niczego uratować?
Jej spojrzenie na chwilę powędrowało po linii jego ramion, po idealnie skrojonej szacie, po drobiazgach zdradzających, że nic tu nie było przypadkowe. Pojawiła się myśl, krótka i niechciana, że ten wysiłek nie był tylko spełnieniem ojcowskich oczekiwań. Nie pozwoliła jej jednak urosnąć. Zbyt łatwo było przypisać intencje tam, gdzie mogła kryć się jedynie dobrze wyuczona rola. Przynajmniej butik jego matki nie został zniszczony. W tak ciężkich momentach trzeba dopatrywać się nawet najmniejszych pozytywów.
Uspokoiło ją też to, że nie zatruł się dymem.
- A więc miałeś wiele szczęścia - posłała mu uśmiech. Ta informacja przyniosła wyraźną ulgę, choć nie pozwoliła jej w pełni rozluźnić ramion; wciąż miała w sobie napięcie ostatnich dni, które nie znikało tak łatwo. Jej własny kaszel przypomniał o sobie krótkim, stłumionym odchrząknięciem, które zamaskowała uniesieniem kielicha do ust. Przełknęła łyk wina powoli, ostrożnie, pozwalając, by ciepło rozeszło się po gardle. Nie chciała teraz roztrząsać swoich dolegliwości, nie chciała widzieć zmartwienia w jego oczach.
Kiwnęła głową na wzmiankę o jego rodzicach.
- Nie sądzę. Podobnie jak twoi rodzice, moi także są teraz bardzo zapracowani. Ojciec praktycznie nie wychodzi z galerii, a mama poświęca wolny czas fundacji. Wielu młodych artystów potrzebuje nagłej pomocy - odparła rzeczowo. Każde z nich w swoim żywiole, każde reagujące na kryzys tak, jak ich nauczono. Astoria pomyślała, że dom bez nich wydawał się jednocześnie zbyt duży i zaskakująco cichy. Ta cisza nie była jednak pusta - miała w sobie ciężar decyzji, które zapadały gdzie indziej. - Mówiąc całkiem szczerze trochę dziwnie się tu czuję. Zapomniałam już, jak to jest mieszkać z rodzicami. Troska mamy bywa przytłaczająca, chociaż wiem, ile ta sytuacja ją kosztuje - wyznała cicho, bo przecież doskonale rozumiała perspektywę matki. Po stracie najstarszego dziecka, drżała o każde kolejne, które znalazło się w niebezpieczeństwie. - Ale poinformowałam ich, że cię zaprosiłam i cieszyli się... naturalnie - spojrzała na niego znacząco, acz z lekkim rozbawieniem. Obydwoje zdawali sobie sprawę z prób swatania ich przez rodziców, ale nic sobie z tego nie robili.
Fakt, że byli sami, nie był ani zaplanowanym gestem, ani przypadkiem, który należało tłumaczyć, raczej konsekwencją chaosu, w jakim znalazł się świat. Świat, który wciąż pachniał dymem i stratą, dlatego ta kolacja stała się próbą zachowania pozorów normalności. A ona, perfekcjonistka z natury, nie zamierzała pozwolić, by choćby jeden detal wymknął się spod kontroli.
- To właściwie twoja kuchnia. Poleciłam im przygotować twoje ulubione dania - przyznała po krótkim toaście. - Chcę ci tym sposobem podziękować za pomoc. Gdybyś zabrał mnie od razu do Św. Munga, tak jak proponowałeś, oszczędziłbyś mi wiele zmartwień, ale wciąż... jesteś jedną z osób, bez których nie przeżyłabym tamtej nocy - opuściła wzrok z zawstydzenia. Nie lubiła tych momentów bezbronności, gdy trzeba przyznać się do błędu. - Dziękuję.
@Renigald Malfoy