28.01.2026, 10:40 ✶
– Kula to podobno kształt doskonały – odparła Brenna, rozsiadając się na kocu i kładąc obok drugi, by można było się nim nakryć, gdy zrobi się jeszcze chłodniej. Na razie płaszcz całkiem nieźle się sprawdzał, póki słońce jeszcze nie zniżyło się bardziej nad morską wodą. Sięgnęła na razie po pączka, drugiego podsuwając Victorii, bo pączki czekoladowe jej zdaniem zawsze były dobre na smutki. A ten był taki idealny: nie za suchy, nie za tłusty, ze sporą ilością nadzienia. Przez chwilę żałowała, że nie ma tu Cynthii – byłoby prawie jak nad hogwarckim jeziorem, wiele lat temu.
Prawie.
– Zastanawiam się, czy to poprzedni właściciele coś odwalili, faktycznie to sprawka Thorana czy może coś ze Spalonej Nocy? Na budynki spadły naprawdę bardzo dziwne klątwy, a cholera wie, w jaki sposób to przygotowywali. Miałam jakieś założenia, ale nie zdziwiłabym się, gdyby w ramach szykowania wygrywali rytmy na bębnach przy zakrwawionych ołtarzach w londyńskich piwnicach.
Bębny kojarzyły się z Thoranem, takie znaleziska w niedawno kupionych domach zazwyczaj oznaczały, że gdzieś na liście właścicieli był ktoś, kto zrobił coś bardzo nieprzyjemnego, ale z kolei po Beltane i Spalonej Nocy Brenna była skłonna uwierzyć już niemal we wszystko. Gdyby te drzwi nie znikły, mogliby to zbadać, sfotografować, ściągnąć specjalistów… ale wydawało się, że przepadło nie tylko samo wejście, ale cała piwnica: jakby nigdy jej tam nie było.
– Myślę, że skoro tyle lat przeżyła w Pokoju Wspólnym Slytherinu w podziemiach, to jezioro za oknami nie będzie tak dużym problemem. – Brenna wprawdzie nigdy u Ślizgonów nie była, ale już to, że ich Pokój leżał w podziemiach, pod poziomem jeziora, sekretem nie było. Nie wspominając o tym, że jezioro widziało się z wielu klas lekcyjnych i za każdym razem, gdy szło się do szklarni albo do Hogsmeade. Brenna ten widok uwielbiała i czasem za nimi tęskniła. – Zawsze może wybrać pokój z oknami na drugą stronę, jeśli taki jest, i urządzić jakieś miejsce w ogrodzie, z którego nie będzie jeziora widać…
Wpatrywała się w morze, szumiące cicho, i chociaż ten dom był czymś dobrym, to i ciężko było nie odczuwać odrobiny goryczy. Domy, w których mieszkały kiedyś, zostały zniszczone. Warownia powstawała z gruzów i Brenna liczyła, że już tej jesieni wróci do dawnego stanu, ale choć dach i mury można było naprawić, inne rzeczy… jeśli nie zostały nawet zniszczone do szczętu, to zmieniały się.
Dorosłość czasem bywała trudna i bez całej tej wojny i terroryzmu.
– Chcesz opowiedzieć co i jak z Rookwoodem, czy wolisz o nim nie rozmawiać?
Prawie.
– Zastanawiam się, czy to poprzedni właściciele coś odwalili, faktycznie to sprawka Thorana czy może coś ze Spalonej Nocy? Na budynki spadły naprawdę bardzo dziwne klątwy, a cholera wie, w jaki sposób to przygotowywali. Miałam jakieś założenia, ale nie zdziwiłabym się, gdyby w ramach szykowania wygrywali rytmy na bębnach przy zakrwawionych ołtarzach w londyńskich piwnicach.
Bębny kojarzyły się z Thoranem, takie znaleziska w niedawno kupionych domach zazwyczaj oznaczały, że gdzieś na liście właścicieli był ktoś, kto zrobił coś bardzo nieprzyjemnego, ale z kolei po Beltane i Spalonej Nocy Brenna była skłonna uwierzyć już niemal we wszystko. Gdyby te drzwi nie znikły, mogliby to zbadać, sfotografować, ściągnąć specjalistów… ale wydawało się, że przepadło nie tylko samo wejście, ale cała piwnica: jakby nigdy jej tam nie było.
– Myślę, że skoro tyle lat przeżyła w Pokoju Wspólnym Slytherinu w podziemiach, to jezioro za oknami nie będzie tak dużym problemem. – Brenna wprawdzie nigdy u Ślizgonów nie była, ale już to, że ich Pokój leżał w podziemiach, pod poziomem jeziora, sekretem nie było. Nie wspominając o tym, że jezioro widziało się z wielu klas lekcyjnych i za każdym razem, gdy szło się do szklarni albo do Hogsmeade. Brenna ten widok uwielbiała i czasem za nimi tęskniła. – Zawsze może wybrać pokój z oknami na drugą stronę, jeśli taki jest, i urządzić jakieś miejsce w ogrodzie, z którego nie będzie jeziora widać…
Wpatrywała się w morze, szumiące cicho, i chociaż ten dom był czymś dobrym, to i ciężko było nie odczuwać odrobiny goryczy. Domy, w których mieszkały kiedyś, zostały zniszczone. Warownia powstawała z gruzów i Brenna liczyła, że już tej jesieni wróci do dawnego stanu, ale choć dach i mury można było naprawić, inne rzeczy… jeśli nie zostały nawet zniszczone do szczętu, to zmieniały się.
Dorosłość czasem bywała trudna i bez całej tej wojny i terroryzmu.
– Chcesz opowiedzieć co i jak z Rookwoodem, czy wolisz o nim nie rozmawiać?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.