29.01.2026, 09:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.03.2026, 10:01 przez Charlotte Mulciber.)
Sala balowa, z Zackiem przy płonących drinkach
Jeżeli miała jakiekolwiek obawy, związane z przyjściem tutaj, to po wypiciu drinka one zniknęły. Nagle poczuła się... Lekko. Błogo. Wyczuwała subtelne nuty lawendy - zioła, które uwielbiała, bo zawsze kojarzyło jej się ze spokojem. Drink nie tylko pachniał tą wonią, ale także miał taki smak. To było dość ciekawe doświadczenie, bo dotąd jedyne lawendowe napoje, które piła, to herbaty, a i tak nie były tak mocne, jak to tutaj.
- Bunt dwulatka... - zastanowiła się na głos, ale tonem rozmarzonym, jakby w ogóle nie przejmowała się tym, że dziecko może się buntować. - Co do lizania rzeczy, to przypadkiem nie jest to cechą waszego rodu?
Zapytała niewinnie, ale na tyle cicho, by postronni nie usłyszeli tych słów. Bo zdawała sobie sprawę z tego, jak mogło to brzmieć. Gdy Zachary wypił swojego drinka, a jego włosy zmieniły kolor, otworzyła usta ze zdziwienia.
- Och, jakie piękne! - wyrwało się jej, bo pukle wyglądały tak, jakby zmieniły się w otchłań. Nigdy nie były aż tak czarne, jak teraz. I same się poruszały. - Jakbyś miał na głowie całą galaktykę, tylko bez gwiazd. Ciekawe, czy jak ich dotknę, to mnie wciągną?
Wydawała się beztroska, tak jakby wszystko to, co ją martwiło do tej pory, już nie miało znaczenia. Stresowała się trochę tym balem, to fakt, ale teraz... Naprawdę nie żałowała, że tu przyszła. Musnęła włosy Zacka palcami, lecz te nie wciągnęły ją w otchłań. Rozczarowujące.
- Widzisz tu kogoś, kogo rozpoznajesz? Wiem, że mają maski, ale czasem po prostu się wie - ona sama rozejrzała się po osobach, które stały niedaleko. Widziała pełno pięknych dam i eleganckich mężczyzn, ale podejrzewała, że gdyby nawet nie mieli masek, to by ich nie rozpoznała. Dawno temu była na salonach, towarzystwo zdążyło się przemieszać. Szukała jednak wśród ludzi znajomych krojów ubrań. Liczyła, że nie będzie tu jej matki - ta poznałaby ją mimo maski. - Swoją drogą mogliby już skończyć z tymi pieniędzmi i licytacjami. Chcę tańczyć.
Taniec... Taniec był czymś, co mogło jej pomóc się rozluźnić - zapomnieć na chwilę, że pod maską była osoba o nazwisku Mulciber. Nie była wybitną tancerką, ale przecież znała podstawy, a wiele osób tutaj po prostu kręciło się wokół drewnianych partnerów, udając że taniec był czymś, czego można było się tak po prostu nauczyć. A przecież nie dało się wyćwiczyć tej miękkości ruchów, tych płynnych kroków - można było znać podstawy, ale ciało zawsze będzie protestować, nawet po godzinach żmudnych ćwiczeń. I nie, nie dopuszczała do siebie możliwości, że być może to ona i jej podejście do tańca było problemem.