29.01.2026, 10:50 ✶
– Odwiedzałam go parę dni temu, kuźnia na szczęście nie ucierpiała jakoś mocno. Gorąco tylko wywaliło te szyby.
Znalezienie szklarza zaś nie było obecnie aż tak proste, ale Hjalmar sam był rzemieślnikiem, Brenna wierzyła więc, że sobie poradzi. Wyglądało na to, że kowal z Doliny nie został wyznaczony na cel ataku: ot stał się jedną z bardzo wielu osób, które ucierpiały przypadkiem, gdy popiół, płomienie i klątwy ścigały wrogów Voldemorta i śmierciożerców.
Wszyscy byli zagrożeni.
Z tym jednym mogła się zgodzić bez wahania.
– Pieniądze naszykowałam, nie potrzebują tak naprawdę wiele, a ty bardzo pomożesz, że w ogóle fatygujesz się za darmo. – Czy Brenna mogłaby nająć rzemieślnika? Tak. Czy miała wyrzuty sumienia, że wciąga w to Pandorę? Trochę też tak. Ale zwyczajnie mimo całego bogactwa wciąż miała taką mentalność, że pieniądze mogą się skończyć, więc starała się teraz gospodarować nimi rozsądnie, dając je tam, gdzie faktycznie były potrzebne, i chętnie wykorzystując umiejętności członków Zakonu i ludzi dobrej woli tam, gdzie mogli tych użyć bez waluty. – Może zresztą będę cię prosić jeszcze o pomoc w Londynie… jakiś czas temu kupiłam tam kamienicę, miała służyć czemuś innemu, ale boję się, że niektórzy nie zdążą ogarnąć swoich domów przed zimą, rzemieślnicy są zajęci i tak dalej… więc myślałam, że mogę kogoś tam ewentualnie przyjąć, chociaż to nie jest idealne rozwiązanie. Leży w mugolskiej dzielnicy i trochę się martwię, że jak adres się rozejdzie, to ofiary zostaną tam zaatakowane – dodała z westchnieniem. To był ten problem, że była na świeczniku w tej chwili, a nie mogła zapewnić temu budynkowi właściwej ochrony, skoro leżał w mugolskiej dzielnicy. Ulokowanie miało początkowo zapewniać anonimowość, ale teraz okazywało się problemem…
– Rozmawiałam z Hjalmarem, zostawiłam mu rysunki run, które pojawiły się w niektórych domach, może zdoła powiedzieć o tym coś więcej? I daj spokój, Panda, błagam, daję słowo: nie głodzę się – roześmiała się Brenna. Nie zawsze miała czas na sen, ale znajdowała czas na jedzenie. Owszem, zwykle jadła teraz w biegu, niekoniecznie zdrowo, ale każdego dnia i czasem jak miała moment, przygotowywała go więcej, i dla siebie, i dla innych. – Całkiem szczerze, Panda, nie wiem, czy zdołam w najbliższych dniach. Bardzo bym chciała, ale…
…mogłabym coś podpalić, dokończyła w myślach, jednocześnie znów spoglądając na niebo. Chmury nie gęstniały. Nie padał z nich żaden popiół. Byli… nie, nie byli bezpieczni: ale nic nie groziło im tu i teraz.
A jednak jakiś cichy głosik w głowie Brenny powtarzał, że ogień zaraz powróci.
- …przewiduję, że przynajmniej jeszcze parę dni wszyscy z Ministerstwa będą spędzać w pracy więcej czasu niż zwykle.
Chociaż nie mogła przelotnie się nie zastanowić, co powiedziałby Atreus, jakby powiedziała, że jego kuzynka zaprasza ją na kolację i chce, żeby kogoś przyprowadziła.
– Jaką masz kartę? I o, to pierwszy przystanek na drodze… – zatrzymała się przed nadpalonym płotem. Przez ułamek sekundy zdawało się jej, że w tej sadzy widzi iskry, ale… nie. Żadnych iskier nie było. Wyobraźnia. Znowu.
Znalezienie szklarza zaś nie było obecnie aż tak proste, ale Hjalmar sam był rzemieślnikiem, Brenna wierzyła więc, że sobie poradzi. Wyglądało na to, że kowal z Doliny nie został wyznaczony na cel ataku: ot stał się jedną z bardzo wielu osób, które ucierpiały przypadkiem, gdy popiół, płomienie i klątwy ścigały wrogów Voldemorta i śmierciożerców.
Wszyscy byli zagrożeni.
Z tym jednym mogła się zgodzić bez wahania.
– Pieniądze naszykowałam, nie potrzebują tak naprawdę wiele, a ty bardzo pomożesz, że w ogóle fatygujesz się za darmo. – Czy Brenna mogłaby nająć rzemieślnika? Tak. Czy miała wyrzuty sumienia, że wciąga w to Pandorę? Trochę też tak. Ale zwyczajnie mimo całego bogactwa wciąż miała taką mentalność, że pieniądze mogą się skończyć, więc starała się teraz gospodarować nimi rozsądnie, dając je tam, gdzie faktycznie były potrzebne, i chętnie wykorzystując umiejętności członków Zakonu i ludzi dobrej woli tam, gdzie mogli tych użyć bez waluty. – Może zresztą będę cię prosić jeszcze o pomoc w Londynie… jakiś czas temu kupiłam tam kamienicę, miała służyć czemuś innemu, ale boję się, że niektórzy nie zdążą ogarnąć swoich domów przed zimą, rzemieślnicy są zajęci i tak dalej… więc myślałam, że mogę kogoś tam ewentualnie przyjąć, chociaż to nie jest idealne rozwiązanie. Leży w mugolskiej dzielnicy i trochę się martwię, że jak adres się rozejdzie, to ofiary zostaną tam zaatakowane – dodała z westchnieniem. To był ten problem, że była na świeczniku w tej chwili, a nie mogła zapewnić temu budynkowi właściwej ochrony, skoro leżał w mugolskiej dzielnicy. Ulokowanie miało początkowo zapewniać anonimowość, ale teraz okazywało się problemem…
– Rozmawiałam z Hjalmarem, zostawiłam mu rysunki run, które pojawiły się w niektórych domach, może zdoła powiedzieć o tym coś więcej? I daj spokój, Panda, błagam, daję słowo: nie głodzę się – roześmiała się Brenna. Nie zawsze miała czas na sen, ale znajdowała czas na jedzenie. Owszem, zwykle jadła teraz w biegu, niekoniecznie zdrowo, ale każdego dnia i czasem jak miała moment, przygotowywała go więcej, i dla siebie, i dla innych. – Całkiem szczerze, Panda, nie wiem, czy zdołam w najbliższych dniach. Bardzo bym chciała, ale…
…mogłabym coś podpalić, dokończyła w myślach, jednocześnie znów spoglądając na niebo. Chmury nie gęstniały. Nie padał z nich żaden popiół. Byli… nie, nie byli bezpieczni: ale nic nie groziło im tu i teraz.
A jednak jakiś cichy głosik w głowie Brenny powtarzał, że ogień zaraz powróci.
- …przewiduję, że przynajmniej jeszcze parę dni wszyscy z Ministerstwa będą spędzać w pracy więcej czasu niż zwykle.
Chociaż nie mogła przelotnie się nie zastanowić, co powiedziałby Atreus, jakby powiedziała, że jego kuzynka zaprasza ją na kolację i chce, żeby kogoś przyprowadziła.
– Jaką masz kartę? I o, to pierwszy przystanek na drodze… – zatrzymała się przed nadpalonym płotem. Przez ułamek sekundy zdawało się jej, że w tej sadzy widzi iskry, ale… nie. Żadnych iskier nie było. Wyobraźnia. Znowu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.