Mimo tego, jak emanowała chłodną złością, uśmiechnęła się lekko na uwagę Chrisa.
– Gdybym chciała uniknąć tańca, to jest na to z tuzin znacznie lepszych pomysłów, niż ucieczka oknem – odparła i nawet spojrzała w kierunku strzelistych okien, będących pewnego rodzaju ozdobą sali balowej, nawet jeśli niewiele było zza nich widać, bo ciemne zasłony mocno to utrudniały. – Mówisz o tym, bo sam masz już dość…? – oczywiście, że go właśnie prowokowała i to całkowicie świadomie. Tym bardziej, że właśnie ciągnęła go do stolika z drinkami, jakby chciała mu właśnie pokazać jeden z tych znacznie lepszych pomysłów na wymiganie się od powrotu na parkiet, tyle że to w rzeczywistości nie była żadna wymówka. Potrzebowała chwili na uspokojenie myśli i emocji i pewnie mogłaby to przeczekać, nim wróciła do Christophera, ale po pierwsze nie chciała tworzyć tej dziwnej sytuacji, w której samotnie chodziła na przykład po ogrodzie i była przy tym przez niego przyłapywana, a po drugie nie miała ochoty być zaczepiana przez gości, którzy mogli w ten sposób mieć mylne wrażenie, że czeka na okazję.
– Dobrze sprawdza się do czego? – zapytała, patrząc na wystawę ognistych drinków, ale zaraz jej wzrok spoczął na innych, znacznie mniej widowiskowych alkoholach, a potem prześlizgnął się na piramidę utworzoną z kieliszków do szampana i na (tę nieszczęsną) fontannę z czekoladą. Victoria była ewidentnie niezdecydowana co do tego, czego powinna się teraz napić oraz przede wszystkim czego napić się chciała. – Lepiej nie, bo jeszcze bym jej w afekcie faktycznie użyła – dodała, zatrzymawszy się przy części alkoholowej. – Ale doceniam gotowość do popełnienia wspólnego przestępstwa – skwitowała, zadzierając głowę na chwilę, by to na Rosierze skupić uwagę. Ciągle go nie rozgryzła, nie potrafiła powiedzieć, co chodzi mu po głowie, chociaż znali się już przecież od lat, ale to zawsze była bardziej powierzchowna znajomość (pomijając, rzecz jasna, że nie każdy mężczyzna znał dokładne wymiary ciała Victorii Lestrange, a wręcz było takich niezwykle mało).