Prue jak zawsze starała się podchodzić do wszystkiego racjonalnie. Znaleźć jakieś rozwiązanie, które byłoby odpowiednie dla wszystkich. Nie szukała dziury w całym, nie obwiniała go za to, że jego przeszłość wyglądała tak, a nie inaczej. W jej opinii każdy miał prawo do popełniania błędów, zresztą to było kiedyś, to nie miało dla niej w tej chwili żadnego znaczenia, bo mieli być szczęśliwi, a żeby tak się stało wypadało poukładać to, co mogło mieć wpływ na teraźniejszość. Nie oceniała, nie osądzała, po prostu tutaj była, aby go wysłuchać, pomóc mu wrócić do przeszłości. Nie planowali tej rozmowy, nie spodziewała się, że spędzą ten wieczór w taki sposób, aczkolwiek uważała, że dobrze stało się, iż doszło do tej rozmowy, kiedyś musieliby przez to przejść, a dzięki temu, że stało się to dość szybko, to mogła sobie jakoś poukładać wszystko w głowie i wymyślić, co powinna zrobić, w jaki sposób działać.
Zależało jej na tym, aby czuł się przy niej dobrze, by nie czuł presji, bo nie na tym to polegało. Prudence była wyrozumiała, miała w sobie ogrom cierpliwości, nie należała zresztą nigdy do osób, które naciskały, czy coś wymuszał, raczej starała się po prostu zrozumieć podejście drugiej osoby, w tym wypadku chodziło o jej męża, więc musiała jeszcze bardziej uważać. Troszczyła się o niego i naprawdę zależało jej na tym, aby czuł się przy niej dobrze, by nie przepraszał za to na co nie miał wpływu, nie obwiniał się o to, co się wydarzyło, bo to nie miało większego sensu. Mieli czystą kartkę, zaczynali nowe życie, razem, mogli je sobie ułożyć tak jak chcieli, tylko to było ważne.
To nie było proste, bo przeżyli swoje, każde z nich miało swoje doświadczenia związane z innymi ludźmi, z którymi przyszło im kiedyś być blisko, to wszystko odciskało na nich swoje piętno, jednak warto było nieco się otworzyć, zmienić przyzwyczajenia, zobaczyć, że może być zupełnie inaczej, lepiej.
Ciągle siedziała na tym dywanie, nie wypuszczała butelki ze swojej dłoni, słuchała tego, co miał jej do powiedzenia, analizowała je, układała sobie w głowie, aby ułożyć z tego jeden spójny obraz. Starała się jak mogła sprawić, aby jej zaufał, chciała aby zrozumiał, że miał wpływ na wszystko, była w stanie dostosować się do niego, podejmować decyzje, które mogłyby im ułatwić odnalezienie się w tej rzeczywistości. Nie miała z tym najmniejszego problemu, wolała szukać innych opcji, niżeli pozostawać przy tym, co mu nie odpowiadało, nie czuła, że to jest niewłaściwe, przecież chciała ich szczęścia, a nie będą szczęśliwi, jeśli coś mu nie odpowiadało, jeżeli coś w otoczeniu będzie go gryzło, sprawiało, że zacznie wracać do przeszłości, która nie oszukujmy się nie niosła ze sobą zbyt przyjemnych wspomnień, to byłoby jak rozdrapywanie ciągle tej samej rany, niepozwolenie jej się zabliźnić, mogło to być okropnie wyczerpujące.
Zaproponowała więc to, co wydawało jej się słuszne. Nie czuł się dobrze w tym domu, przytłaczał go, to warto było pomyśleć o zmianie. W końcu nie musieli tutaj zostawać na siłę, mogli zmienić lokum, to nie było nic wielkiego. Rozumiała do czego zmierzał, to miejsce prosiło się o to, aby kiedyś wypełnić się stukotem małych stópek biegających po schodach, puste pomieszczenia prosiły się o nowych mieszkańców, jednak wcale nie musieli tego chcieć. Nie myślała o tym wcześniej, nie uważała więc tego za swojego priorytetu, tak właściwie to nigdy nie było dla niej istotne. Było wiele rzeczy, które dawały jej szczęście, niekoniecznie szukała go w zakładaniu rodziny, nie wydawało się jej aby była do tego stworzona, być może też wcześniej nie trafiła na odpowiednią osobę, więc dlatego jej myśli nigdy nie wędrowały w tym kierunku, jednak skoro jasno określił swoje podejście, to nie widziała sensu w tym, aby weryfikować swoje poglądy. To nie było jej potrzebne.
Mogli się przenieść, znaleźć miejsce, które nie będzie się wydawało opuszczone, które nie będzie sugerowało samą swoją wielkością zmian na które nie byli gotowi, których nie potrzebowali. To nie wydawało się jej być nieosiągalne, nie chciał tu mieszkać, to mogli zamieszkać gdzie indziej. To było całkiem prostym i logicznym rozwiązaniem, pierwsze nasunęło jej się na myśl, więc się tym podzieliła.
- Wiem, że nie chodzi Ci o metraż. - Zdawała sobie z tego sprawę, że kryło się pod tym coś więcej, doskonale rozumiała do czego zmierzał, no, a przynajmniej tak się jej wydawało. Odnajdywała sens w tym, co do niej mówił, analizowała słowa, które padały z jego ust. Szukała rozwiązań, szukała opcji, które pomogłyby im jakoś sobie to ułożyć. Tak już miała, nie zamierzała upierać się na tym, że chce zamieszkać tu i chuj, koniec i kropka, musieli szukać kompromisów, dzięki którym czuliby się dobrze w miejscu, które miało stać się ich domem, to było dla niej zrozumiałe.
Być może wychowywała się w zupełnie innej rodzinie, w innym świecie, co nie oznaczało, że nie rozumiała jak to prezentowało się u niego. Prudence zdawała sobie sprawę, jak mogło to wyglądać u innych, jak wyglądało to w większości przypadków. Szczególnie tych lepiej urodzonych, którzy mieli znaczenie dla ich świata. Nigdy nie żałowała, że nie jest jedną z nich, nie zazdrościła bo niby mieli wszystko - władzę, pieniądze, a jednak było zupełnie inaczej. Liczyły się tylko i wyłącznie koneksje, dzieci były przygotowywane do dorosłego życia, do ról, które miały pełnić, nie było w tym miejsca na chociażby odrobinę ciepła, czy bliskości. Może nie w każdym przypadku, ale w większości, inaczej nie dbaliby tak bardzo o to co powinni, co wypada, nie usiłowali utrzymywać swojej pozycji bez względu na wszystko.
Naprawdę rozumiała co mogło nieść ze sobą jego pochodzenie, mimo, że już dawno nie był jednym z nich, to jednak miało to wpływ na to kim się stał. Przez wiele lat przecież tkwił w tym świecie, napatrzył się na to, cierpiał przez to, w jakiej rodzinie się urodził. To nie było w porządku, nie miał na to wpływu, nie mógł nic z tym zrobić, w tamtym momencie po prostu walczył o przetrwanie, próbował odnaleźć się w tym, w czym przyszło mu żyć. To na pewno nie było dla niego łatwe, udało mu się wyrwać, jednak to nie oznaczało, że zapomniał, wyparł to z pamięci, wręcz przeciwnie. Prue naprawdę rozumiała jakie mogło to nieść ze sobą piętno, jak bardzo mogło go skrzywdzić.
- To zwyczajny dom, to prawda, nic szczególnego. - W porównaniu do jej mieszkania było tu naprawdę wiele przestrzeni, jednak wiedziała, że to miejsce nie było jakieś ogromne. Być może dwie osoby nie potrzebowały, aż tyle miejsca, jednak Ellie bardzo długo mieszkała tu w pojedynkę, wykorzystała okazję, aby to zmienić. Wcześniej nie było ku temu szczególnego powodu, teraz chciała zapewnić im odpowiednie miejsce do życia. Nie, żeby tego potrzebowali, jednak skoro wyszła z inicjatywą, to Prue nie wydawało się, że powinni odrzucić propozycję. Teraz rozumiała, że mógł nieco przytłaczać, przynajmniej na początku, bo prosił się o to, aby stać się domem dla większej ilości osób, jednak przecież wcale nie musieli tak do tego podchodzić.
Nigdy jakoś szczególnie nie opowiadał jej o swoim domu, o miejscu, w którym mieszkał, kiedy był dzieckiem. Nie ciągnęła go za język, dla niej zawsze był tylko Wish’em, jej przyjacielem. Nie miała świadomości, przynajmniej nie do końca o tym, jak bardzo zamożna była jego rodzina. Jasne, zdawała sobie sprawę z tego, że ich status majątkowy był dużo wyższy od tego jej, jednak nie skupiała się na tym jakoś szczególnie, to jej nie obchodziło. Być może właśnie dlatego teraz dopiero to do niej dotarło, gdy o tym opowiadał, dopiero teraz zaczęła wyobrażać sobie tą wielką posiadłość, w której spędził dzieciństwo, puste korytarze, puste pokoje, bogactwo, które nie niosło za sobą niczego, kolejne pokolenia, które miały kontynuować tradycję, nie mieściło się to jej w głowie, że tak po prostu na to przystawano, nikt nie przejmował się dziećmi, ich pragnieniami, oczekiwaniami, marzeniami, pojawiały się na tym świecie tylko po to, aby kontynuować to wszystko. Przystosowywano je do przejęcia władzy, jakby to było najistotniejsze, jakby nic więcej się nie liczyło.
- Wiesz, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to tak wyglądało? Jasne, wiedziałam, że pochodziłeś z majętnej rodziny, ale nie aż tak. - Gdy o tym opowiadał to wydawało się naprawdę bardzo różne od tego, gdzie ona została wychowana. Niewielki domek na przedmieściach, spotkania rodzinne od czasu do czasu, w raczej wąskim gronie. U nich nikt nie organizował wielkich przyjęć, czy bali. Nie spotykała w swoim domu obcych ludzi, którzy pojawiali się tam, żeby się pokazać, czy dopełnić jakichś umów. To było dla niej niepojęte, naprawdę próbowała to zrozumieć, ale zdecydowanie leżało to poza nią. Nie sądziła, aby była w stanie tak do końca zdawać sobie sprawę z tego, w jaki sposób wyglądało jego wcześniejsze życie. Wiedziała jednak, że niosło to za sobą odpowiedzialność za to przed czym uciekał.
- Strasznie mi przykro, że musiałeś na to patrzeć, w tym uczestniczyć. - Nie miał wpływu na to, co robił jego ojczym, czy ojciec. Nie mógł reagować, nie mógł nic z tym zrobić, zdawał sobie sprawę ze wszystkiego, to musiało być okropne. Trudno jej było sobie wyobrazić, co wtedy przeżywał. Łatwo było stracić szacunek do kogoś takiego. Nie dziwiła się wcale, że mógł w siebie wątpić, nie miał najlepszych wzorców, to było to, co znał, z drugiej strony był zupełnie innym człowiekiem, od zawsze nie pasował do tamtego świata.
- Dom nie powinien być miejscem w którym czujesz się niepewnie, w którym uważasz, co mówisz i komu mówisz, zastanawiasz się, czy ściany mają uszy. To strasznie przykre, że nie mogłeś tam się czuć bezpiecznie, nie dziwi mnie, że dusisz się w takich miejscach, że trudno jest Ci się wpasować w inny, bo nie masz dobrych wspomnień z miejscem, które powinno być Twoim azylem. - Nie widziała w tym ironii, nie do końca. Natura Benjy’ego nie do końca pozwalała mu zaakceptować istnienie domu jako koncepcji, przynajmniej tak się jej wydawało, skoro jego rodzinny dom nie kojarzył mu się z niczym dobrym, później też nie udało mu się stworzyć dla siebie bezpiecznej przestrzeni, to trudno, aby było inaczej. Miał prawo wątpić w sens tego, co dla niektórych wydawało się oczywiste. Nie do końca wiedziała, co z tym zrobić, jak sobie z tym poradzić, bo było to dość mocno skomplikowane. Potrzebowała czasu, nie da się bowiem zmienić tego podejścia w chwilę, będzie musiała pokazać mu, jak może to wyglądać, wierzyła w to, że uda jej się nieco zmienić jego podejście.
- To ma być nasz dom, nie możemy patrzeć na to, czego chcieli inni, czy jak wyglądało to u innych, nie musimy powtarzać żadnych schematów, możemy zrobić to po swojemu, musimy to zrobić po swojemu, jeżeli chcemy być szczęśliwi. - Nie potrzebowali do tego dzieci, zresztą miała pewność, że jeśliby jakieś mieli to na pewno nie zamierzali powtarzać błędów swoich rodziców, nie byli takimi ludźmi, była o tym przekonana, chociaż nigdy nie mieli tego sprawdzić, co też już ustalili. Przyjęła to, zaakceptowała, nie było to dla niej niczym szczególnym, nie miała z tym najmniejszego problemu, to nigdy nie były jej ambicje, zresztą jeszcze miesiąc wcześniej w ogóle nie zakładała, że mogłaby kiedykolwiek zostać czyjąś żoną. To było dla niej naprawdę dużo, nie potrzebowała niczego więcej.
- Przez wiele lat się nad tym zastanawiałam. - Nie spoglądała mu w oczy, skupiona była na papierowym emblemacie, który nadal uparcie zdrapywała swoimi paznokciami. Zastanawiała się nad tym, oczywiście, że się zastanawiała. Szczególnie, że miała szansę wiedzieć, że mogło być inaczej. Po czasie dowiedziała się wszystkiego, zobaczyła szerszy obraz, jednak gdy była dzieckiem nie było to dla niej takie oczywiste. Czuła się gorsza, miała wrażenie, że zrobiła coś nie tak, zwłaszcza, że jego podejście do jej osoby zmieniło się całkowicie, zupełnie nagle. Wydawało jej się jak zawsze, że to ona ponosi za to odpowiedzialność, że jest wybrakowana i w końcu to zauważył. Nie ma się co oszukiwać, to on miał wtedy wokół siebie wianuszek przyjaciół, ona nie otaczała się ludźmi, trudno było jej dopuścić ich do siebie. Po tym jak postanowił ją ignorować nie zbliżyła się już do nikogo, aż tak, bo nie lubiła popełniać tych samych błędów kilka razy.
- Nie przyszło mi to na myśl, raczej szukałam innych przyczyn, musisz mi to wybaczyć, ale nie byłam szczególnie obiektywna, bo mnie wtedy zraniłeś. Zresztą dobrze się kamuflowałeś, musisz to przyznać. - Nie sądziła, że to nie było jego decyzją, że ktoś inny spowodował to, że ich znajomość ewoluowała w tę, a nie w inną stronę.
Być może powinna bardziej wtedy drążyć, szukać przyczyny, postarać się mocniej, ale naprawdę zabolało ją to, co się wtedy wydarzyło, była tylko dzieciakiem, od którego odwrócił się najlepszy przyjaciel, miała wrażenie, że takie rzeczy się zdarzają, nie szukała w tym głębszego dna. Wiele ich przecież różniło, nie zadawał się z podobnymi do niej, no, może tylko z Eliasem, ale był wyjątkiem, jego szkolni przyjaciele tak samo jak on pochodzili z dobrze sytuowanych rodzin czystokrwistych. Nie bez powodu myślała sobie wtedy swoje.
Prawdziwą rewelacją była dla niej informacja o tym, kto okazał się być jego pierwszą żoną. Nie spodziewała się tego, to było zaskakujące, naprawdę próbowała to zrozumieć, ale średnio jej to wychodziło. Alice była paskudna, przynajmniej dla niej, nie miała o niej najlepszej opinii, nie - miała fatalną, pamiętała jaka była dla niej okropna, pamiętała, że w Hogwarcie co chwilę starała się udowodnić, że jest lepsza od niej, że Prue nie ma czego szukać w szkole, próbowała okazywać swoją dominację, mimo tego, że ona raczej trzymała się z boku. Lubiła znajdować sobie ofiary i je męczyć, pastwienie się nad innymi sprawiało jej przyjemność. W sumie Benjy przecież nie musiał tego wiedzieć, nie przyjaźnili się wtedy, pewnie zresztą przed nim pokazywała swoją inną stronę, tę gorszą zademonstrowała mu później. Potrafiła grać i mamić, potrafiła udawać kogoś kim nie była. Nie znosiła tej dziewczyny, po tym wszystkim, czego się dzisiaj dowiedziała naprawdę żałowała, że wtedy odwróciła się na pięcie nie doprowadzając do konfrontacji.
Westchnęła ciężko, przeniosła wzrok na Benjy'ego, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, najwyraźniej nie mógł uwierzyć w to, co słyszał, pewnie nie brał pod uwagę takiego scenariusza, ale czy tego chciał, czy nie, to niestety jego była żona znajdowała się w Wielkiej Brytanii, przynajmniej niecałe dwa tygodnie temu, może już zdążyła stąd wyjechać, kto to jednak właściwie wiedział.
- Jest tu, może była, pewnie jest. - Nie sądziła, że tak łatwo by odpuściła, to nie był ten typ człowieka. Skoro próbowała nawiązać z nią kontakt, wysłała jej list, później zupełnie przypadkowo na nią wpadła to by oznaczało, że miała jakiś plan, chciała coś zrobić, po co? Nie miała pojęcia, nie umiała zrozumieć, co może siedzieć w głowie takiej osoby.
- To by wiele wyjaśniało, wcześniej tego nie dostrzegałam, teraz spina się w całość. - Nie połączyła przypadkowego spotkania ze zniszczeniem swojego mieszkania, dlaczego miałaby to zrobić, nie zastanawiała się dlaczego nagle Alice postanowiła do niej napisać. Nie interesowało to jej jakoś szczególnie, nie były dla niej istotne interakcje z osobami, których istnienie najchętniej wyrzuciłaby ze swojej pamięci. Być może powinna nieco się nad tym pochylić, wpaść na to, że to nie mógł być przypadek, nie była jednak wtedy w najlepszej formie, nie myślała zbyt wiele, nie rozważała możliwości. Przynajmniej teraz dowiedziała się co właściwie wydarzyło się na początku października. Była tym zaskoczona, bo kobieta zdecydowanie nie należała do najbardziej stabilnych, miała nadzieję, że będzie się trzymać od nich z daleka, z drugiej strony kogo właściwie w tej chwili oszukiwała? Pokazała już na co ją stać, pokazała, że zamierza uprzykrzać im życie.
Zawiesiła na nim spojrzenie, kiedy zapytał, czy to widzi. Kiwnęła głową, przyglądała się mu przez dłuższą chwilę. Miała drobny mętlik w głowie, nie do końca tego się spodziewała, musiała sobie to wszystko powoli zacząć układać. - Najwyraźniej nie do końca się z tym pogodziła. - Co raczej nie było takie oczywiste zważając na to, co mówił Benjy. Nie było im po drodze, rozeszli się, zostawiła go, znalazła sobie nowy obiekt zainteresowań, dlaczego teraz wróciła i chciała znowu mieszać w jego życiu? Nie podobało jej się to zupełnie, czuła, że będą teraz musieli odwracać się za siebie, pilnować, czy ktoś nie planuje mieszać w ich życiu. - Wierzę Ci, wierzę, że zrobiłeś wszystko, jak trzeba, wygląda jednak na to, że przypomniała sobie o Tobie akurat teraz. - To było całkiem proste, zaczął układać sobie życie, a jej najwyraźniej to nie odpowiadało. Taka już przecież była, atencyjna. - Musi jej przeszkadzać to, że postanowiłeś ruszyć do przodu. - Mimo, że przecież minęło wiele lat. To nie było normalne, ale Alice nigdy nie należała do szczególnie normalnych, pewne rzeczy się nie zmieniały. - Ona od zawsze mnie nie znosiła, na pewno ubodło w nią to, że trafiliśmy na siebie, tacy ludzie są zawistni, posiłkują się tym, że mogą mieszać. - Nie musiała mu o tym mówić, znał ją przecież jak nikt inny. Musieli sobie jakoś poradzić z tym problemem, tylko to wcale nie było takie proste, nie mieli przecież pojęcia, gdzie ją znaleźć, zresztą co mieliby zrobić, nie mogli jej zmusić do tego, aby trzymała się od nich z daleka. To dość mocno komplikowało ich sytuację, która i bez tego nie była wcale taka prosta.
- Obawiam się, że teraz to ja mogę chcieć skrzywdzić ją. - Bardzo chętnie spotkałaby się z nią twarzą w twarz, kiedy już widziała cały obraz, kiedy wszystko zaczęło jej się układać. Nie zamierzała pozwolić na to, żeby ta kobieta miała jakikolwiek wpływ na jej życie, zasługiwała na to, aby ktoś jej pokazał, gdzie jest jej miejsce. Za to wszystko, czemu była winna. Prudence nie miała sentymentów. - Zajmiemy się tym. - Powiedziała jeszcze cicho, jej mąż nie brzmiał tak, jakby chciał ją w to angażować, więc miała drobne wątpliwości w tym, czy to co powiedziała miało sens, jednak chciała, żeby wiedział, że nie wycofa się przez jakąś wariatkę, której nie powinno tutaj być, która już dawno wybrała inną drogę.
- Niby tak, ale łatwo jest mi to oceniać z zupełnie innej perspektywy, nie było mnie wtedy, nie miałam pojęcia z czym się zmagasz, nie powinnam tego robić tak lekko. - Naprawdę w tej chwili okropnie żałowała tego, że wtedy tak się poddała, że nie zawalczyła, że nie było jej przy nim, kiedy tego najbardziej potrzebował, ale czasu nie dało się cofnąć. Przez te decyzje podjęte w bardzo młodym wieku wszystko zaczęło się sypać. Nie mogła mieć pewności, że jej obecność w jego życiu by coś zmieniła, jednak wiedziała, że nie doprowadziłaby go do takiego stanu. Miała sobie w tej chwili sporo do zarzucenia, poniekąd sama go zostawiła, prawda? Poddała się, szukała wytłumaczenia, ale go nie znalazła, więc postanowiła się trzymać z dala, no na tyle na ile potrafiła, co też kończyło się różnie.
- Nie byłeś wtedy najprostszym w obyciu człowiekiem, trudno się jednak temu dziwić, skoro musiałeś walczyć z całym światem, musiałeś gryźć, żeby przetrwać, byłeś młody, robiłeś co mogłeś, co potrafiłeś. - Wtedy tego nie rozumiała, teraz widziała więcej, więc potrafiła wyciągnąć wnioski, wydawało jej się, że rozumiała, co nim kierowało, chociaż to nie było zdrowe. Tak właściwie jednak skąd mógł wiedzieć, że to nie jest to czego potrzebuje, łapał się tego, co było pod ręką, co wydawało się mu być czymś, co mogło utrzymać go na powierzchni, trafili na siebie i razem walczyli ze sobą i z całym światem, to nie była jednak wizja zdrowej relacji.
- Więc robiłeś to, co sugerował Ci ojciec, poddałeś się temu, nie widziałeś tego, że istnieją inne możliwości, trudno było Ci to dostrzec, skoro wychowano Cię w ten sposób, to okropne. Nie zdawałeś sobie sprawy z tego, że zasługujesz na więcej, że możesz dostać więcej, to nie było dla Ciebie takie oczywiste. Wydaje mi się, że to rozumiem. - Nie miał podstaw ku temu, żeby szukać czegoś innego, skoro to było tym, co znał, tym, co wydawało mu się być właściwe.
Nie oceniała go jednak, bo i ona miała swoje za uszami, też wybrała dla siebie najprostsze rozwiązanie, zrobiła to, co wydawało się być wygodne, dostosowała się do oczekiwań, aby nie musieć słuchać, nie robiła tego, co chciała, na czym jej zależało tylko to, co gwarantowało jej święty spokój i brak pytań. Szukanie siebie, układanie sobie w głowie tego, jak powinno wyglądać życie bywało bardzo długie i problematyczne, każdy miał prawo błądzić. Dobrze, że to było już za nimi, że udało im się nieco zmienić swoje toki rozumowania.
Prue starała się podchodzić do tego wszystkiego jak najbardziej racjonalnie, tak jak miała w zwyczaju. Nie chciała niczego od niego wymagać, zresztą jak w ogóle sobie to wyobrażał? Miała mu teraz rozpisać listę swoich oczekiwań, które miał odhaczać? To nie było przecież normalne, nie o to chodziło w tym wszystkim. Chciała po prostu być przy nim, iść z nim przez życie i pokazać mu, że dało się to wszystko ułożyć tak, żeby naprawdę byli szczęśliwi. Zależało jej na tym, żeby zobaczył, że faktycznie może być inaczej, że to do czego był przyzwyczajony nie było właściwe, że to jak go kiedyś traktowano było nieodpowiednie, bo należało mu się wszystko, co najlepsze. Ktoś musiał mu to w końcu udowodnić, i to ona była tą osobą, naprawdę chciała dla niego jak najlepiej, chciała, żeby przekonał się o tym, jak to jest kiedy ktoś kocha Cię zupełnie bezinteresownie, kiedy nie oczekuje niczego w zamian, gdy to jest po prostu właściwe. Wiedziała, że to nie będzie proste, że wymagało pracy i czasu, ale należała do okropnie cierpliwych osób i wierzyła, że uda jej się to zrobić.
- Wiem, że nie muszę, chodzi o to, że chcę. - Nie sądziła, że potrzebował to usłyszeć, ale skoro to powiedział, to zamierzała dopowiedzieć swoje. - Zresztą żałuję strasznie, że nie było mnie przy Tobie, kiedy mnie najbardziej potrzebowałeś, zawiodłam Cię, miałam być Twoją przyjaciółką na zawsze, a tak łatwo dałam się spławić. - Wydawało jej się, że to musiało wybrzmieć po tym wszystkim co jej powiedział. Zawiodła go, nie walczyła o niego tak, jak powinna, to już nigdy nie miało się powtórzyć. Teraz doskonale wiedziała, gdzie jest jej miejsce, miała w sobie więcej zawziętości i nie zamierzała już nigdy odpuścić. Na szczęście udało im się na siebie trafić po latach, jakoś zacząć porządkować to wszystko. Kochała go od lat, dosyć późno mieli szansę, aby określić swoje uczucia, jednak w końcu to zrobili. Mogli teraz zacząć wspólne życie, ułożyć je po swojemu, w swoim domu, tak jak chcieli. Nikt nie mógł im w tym przeszkodzić, niczego narzucić, mogli kreować wszystko według swojej własnej wizji. To, co najgorsze było już za nimi, nie wydawała się mieć co do tego najmniejszych wątpliwości, była pełna nadziei na to, że dotrą się w końcu, że uda im się stworzyć coś, co będzie dla nich najlepsze.
Zauważyła ten ruch ręki w powietrzu, nawet chwili nie zastanawiała się nad tym, gdzie powinna się teraz znaleźć. Odstawiła butelkę gdzieś obok, tak, aby przypadkiem nie kopnąć jej nogą, chociaż pewnie i tak by się tym w tej chwili nie przejęła. Nie było w niej ani momentu zawahania, przesunęła się w jego kierunku, tak, aby mógł ją objąć, chciała znaleźć się w jego ramionach, potrzebowała bliskości. Była nieco rozstrojona, bo dosyć dużo informacji na nią spłynęło, wiedziała, że ciepło jego ciała pomoże jej wrócić do normalnego rytmu, zdawała sobie sprawę z tego, że dzięki temu jakiekolwiek problemy przestaną mieć znaczenie, jak zawsze. To było najbardziej właściwym, co mogła zrobić, zresztą nie chciałaby być gdzieś indziej, lgnęła do niego. Gdy w końcu znalazła się blisko, przytuliła się do niego i oparła swoją głowę o jego obojczyk, przymknęła na moment oczy, jej oddech był spokojny, wiedziała, że czeka ich dość długa i kręta droga, zważając na to, co przed chwilą usłyszała, jednak nie wydawała się tym w jakikolwiek sposób przejmować.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control