– Perfekcji się nie pogania – odpyskowała leciutko, ale nie złośliwie, tylko po prostu odparła mu w tym samy tonie, również mrużąc oczy, ale na te alkohole, jakby to miało jej pomóc z podjęciem decyzji. Nie pomogło. Chciała się nieco uspokoić i faktycznie wrócić na parkiet, bo to zawsze, przynajmniej według niej, była najlepsza część tych wszystkich bali, bankietów i spędów czystokrwistych. – Ale mówisz, że jest cierpki – Lestrange przypatrywała się znowu kolorowym drinkom i ogniu, który tak ją przyciągał, a potem ponownie spojrzała na Christophera. – Ciężko? To byłby pewnie bardzo osobliwy widok – przyznała w końcu. – Chociaż łopata to takie szlachetne narzędzie – no dobrze, może nigdy nie wykopywała wielkiego dołu, żeby wrzucić tam czyjeś ciało, ale przekopywała grządki w ogrodzie. I tak, pomagała sobie przy tym magią, oczywiście, że tak, ale widok Victorii z łopatą w ręce aż tak nierealny nie był. Choć po prawdzie ludzie zwykle nie wyobrażali jej sobie w różnym wydaniu, a potem, na przykład, smarowała do Czarownicy anons w imieniu swojego kuzyna, całkowicie bezkarnie.
– Łopata, donice, kto by się tym przejmował – skwitowała i usta jej lekko zadrgały, a w końcu zdecydowała się wziąć jeden z płonących drinków, trochę na chybił-trafił, lecz póki co się nie napiła, wzięta może nie do końca z zaskoczenia przez bezpośrednie pytanie Chrisa, ale ewidentnie zastanawiała się teraz nad odpowiedzią. – Ha, plotki. Chciałabym – o tak, bardzo by chciała, żeby to były tylko plotki, niestety nie była na tyle naiwna, a Lyssa wydawała się wystarczająco przejęta, poza tym doskonale znała możliwości swojego kuzyna.
Trzymała kieliszek za jego nóżkę, ale zamiast patrzeć na kolor i piękny ogień, obróciła się półprofilem do Rosiera, jakby całkowicie straciwszy zainteresowanie alkoholem.
– Załóżmy hipotetyczną sytuację… Umawiasz się z dziewczyną z bardzo dobrego domu i rodziny na randkę. Co robisz? – to mogło brzmieć jakby to miało drugie dno, ale w tym akurat momencie nie miało.