30.01.2026, 13:14 ✶
Z kupowaniem zaczarowanych bibelotów na aukcjach wyprzedających majątek zmarłych hrabianek zawsze wiązało się lekkie ryzyko. Można było wszak natrafić na coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało ciekawie, a okazywało się tanie i nudne. Kupujący, rozmiłowany w takowych aukcjach, myślał zwykle odwrotnie: za bezcen kupić mógł przedmiot niezwykły, o niemal epokowej wartości. Jednak i tu istniała trzecia, sekretna ścieżka: artefakt okazywał się zbyt ciekawy.
U Othella działanie przedmiotu, zdobionego gotyckimi ornamentami lusterka, zaczęło objawiać się niedługo po tym, jak pierwszy raz ujrzał w nim swe odbicie. Wydało się mu dziwne, że z każdym kolejnym zerknięciem w taflę odbijającą światło, zauważał, że jego cera – zwykle blada, a nawet szarawa – przybierała coraz bardziej rumianą barwę. Nie czuł przy tym, by krew napłynęła mu do policzków. To musiało być coś magicznego.
Do tego przyszedł drugi skutek: objawiający się nie w wyglądzie i, całe szczęście, nie w piśmie. Uszkodzone zostało jednak jedno z jego głównych narzędzi pracy. Dlatego czym prędzej zwrócił się do swojej przyjaciółki, którą również interesowały magiczne przedmioty różnej maści. Kiedy otrzymał od niej odpowiedź, poczuł ulgę, że nie został z tym sam. Chociaż przypadłość, która nim owładnęła, obok rumianej cery, sprawiała, że droga Kate Barclay miała wkrótce zapewne zmienić zdanie o swoim koledze z zakładu pogrzebowego.
Nie odpowiadał jej. Pozwolił jej na wspięcie się na piętro, a gdy znalazła się u szczytu schodów, otworzył jej drzwi.
Musiał jakoś się z nią przywitać.
– Witaj, Kate droga, w mych skromnych progach. Mam nadzieję, że twa podróż pomyślną była. Miło mi, że prędko do mnie pospieszyłaś – zadeklamował, po czym westchnął. – Mą przypadłość słychać wyraźnie, a przez te rymy przeżywam tu kaźnie. Wpierw jednak się rozgość, płaszcz mi proszę podaj. Możesz na sofie osiąść. Do picia herbata czy woda?
U Othella działanie przedmiotu, zdobionego gotyckimi ornamentami lusterka, zaczęło objawiać się niedługo po tym, jak pierwszy raz ujrzał w nim swe odbicie. Wydało się mu dziwne, że z każdym kolejnym zerknięciem w taflę odbijającą światło, zauważał, że jego cera – zwykle blada, a nawet szarawa – przybierała coraz bardziej rumianą barwę. Nie czuł przy tym, by krew napłynęła mu do policzków. To musiało być coś magicznego.
Do tego przyszedł drugi skutek: objawiający się nie w wyglądzie i, całe szczęście, nie w piśmie. Uszkodzone zostało jednak jedno z jego głównych narzędzi pracy. Dlatego czym prędzej zwrócił się do swojej przyjaciółki, którą również interesowały magiczne przedmioty różnej maści. Kiedy otrzymał od niej odpowiedź, poczuł ulgę, że nie został z tym sam. Chociaż przypadłość, która nim owładnęła, obok rumianej cery, sprawiała, że droga Kate Barclay miała wkrótce zapewne zmienić zdanie o swoim koledze z zakładu pogrzebowego.
Nie odpowiadał jej. Pozwolił jej na wspięcie się na piętro, a gdy znalazła się u szczytu schodów, otworzył jej drzwi.
Musiał jakoś się z nią przywitać.
– Witaj, Kate droga, w mych skromnych progach. Mam nadzieję, że twa podróż pomyślną była. Miło mi, że prędko do mnie pospieszyłaś – zadeklamował, po czym westchnął. – Mą przypadłość słychać wyraźnie, a przez te rymy przeżywam tu kaźnie. Wpierw jednak się rozgość, płaszcz mi proszę podaj. Możesz na sofie osiąść. Do picia herbata czy woda?