Właściwie, gdyby zaszła taka potrzeba, to Victoria zdecydowanie byłaby zdolna pogonić kogoś łopatą, a nawet jej użyć w razie potrzeby, tak samo jak była w stanie biec za złodziejaszkiem, by rzucić w jego stronę butem. Pewnie była to wizja równie trudna do wyobrażenia, jeśli nie widziało się tego na własne oczy.
– Mogłaby być i pozłacana – zgodziła się, niemalże spolegliwie, wyobrażając sobie taką złotą łopatę dzierżoną przez Christophera, jak trójząb w dłoniach trytonki z Fontanny Syreny na skrzyżowaniu Horyzontalnej z Pokątną. – Pasowałaby ci. Byłoby tak, wiesz, majestatycznie – i nawet puściła do niego oko, co, jeśli Chris patrzył na twarz Victorii, musiało być przez niego zauważone. Akurat Victoria trochę sobie żartowała, bo to nie był bal przebierańców, tylko bal maskowy, ale złoto by mu faktycznie pasowało – tak jak pasowało jej.
Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jak zestresowała swoim pytaniem Christophera. Pozornie przypadkowym i wyrwanym z sensu rozmowy, choć w jej głowie była to płynna konsekwencja, a Victoria nie miała zwyczaju rzucać słów na wiatr, czy w ogóle mówić coś mało przemyślanego. Miała w tym swój cel, a jakże, tyle, że kompletnie inny od tego, co sobie teraz myślał Rosier. A gdy znało się ją dostatecznie długo, łatwo można było zgadnąć, że prędzej czy później rozwinie tę myśl, by nie pozostawiać swojego rozmówcy w tym niedopowiedzeniu i domysłach. Nie lubiła domysłów, miała na to zbyt analityczny umysł (nic dziwnego, że tak kochała sztukę warzenia eliksirów, która była bardzo dokładna) i sama również nie lubiła być traktowana tym jakże irytującym „domyśl się”.
Patrzyła na Christophera, gdy ten zastanawiał się nad odpowiedzią, a ta, którą podał, zupełnie jej nie zaskoczyła. Była nawet oczekiwana i bardzo by się zdziwiła, gdyby wymyślił jej tu teraz coś odjechanego. Na niestandardową randkę możesz wziąć dziewczynę, co do której wiesz, że jej to nie urazi, że sama lubi coś nietypowego, a nie dziewczynę, której w zasadzie nie znasz. Klasyka była dobra, by wybadać grunt.
– Tak, no właśnie. A co byś powiedział na… – tu urwała i lekko wykrzywiła usta, marszcząc przy tym brwi, choć to drugie nie mogło być widoczne przez maskę. – Budę z jedzeniem, która nie spełnia wymogów higieny? – i westchnęła przy tym tak ciężko i cierpiętniczo, jakby ulatywał z niej duch. I z tymi słowami w końcu przytknęła kieliszek z płonącym drinkiem do ust.
!plonacedrinki