Było jej zimno, duchy przyjęły całkiem skuteczną technikę - próbowały ją zamrozić, przez co dreszcze nadal przechodziły przez ciało Wood, a usta przybrały siną barwę. Udało jej się odejść, dotrzeć do drzwi, a nawet przez nie wydostać, no dosyć delikatnie to było powiedziane, bo wyszła z tamtej sali wraz z drzwiami, ups. Najlepszym się zdarzało. Brenna jej szukała, Ruda ucieszyła się, kiedy ją zobaczyła. Dobrze było zobaczyć znajomą twarz, duchy gdzieś przepadły, zniknęły - nie spodziewała się, aby stało się tak na stałe, na pewno planowały coś na dalszą część nocy, wydawały się być mocno zmotywowane, chciały powiększyć grono stałych mieszkańców tego miejsca.
- Jasne, nie ma sprawy, chodźmy, jakoś sobie poradzę. - Nie zamierzała marudzić, mogła ruszyć dalej, w końcu to był tylko chłód, tylko chłód nic więcej, ruch zresztą powinien dobrze jej zrobić, za kilka minut pewnie uda jej się rozgrzać, oby, miała wrażenie, że to zimno dotarło bardzo głęboko, na szczęście nie zamarzła, wolała nie zastanawiać się nad tym, jak bliska tego była.
Longbottom wyczarowała koc, którym ją okryła, to było miłe i przyniosło odrobinę ciepła, tak samo jak ten powiew ciepłego powietrza, który im towarzyszył, kiedy ruszyły przed siebie. Jej ciało powoli zaczynało się rozgrzewać, a to był naprawdę dobry znak.
- Mówiły, że to przyjęcie, w sumie wyszło na to, że chciały, abym z nimi została, na zawsze. - Mruknęła jeszcze pod nosem, bo nie mieściło jej się to w głowie, naprawdę myślały, że ta opcja wyda się jej atrakcyjna? Na szczęście ją to ominęło, bo nudno byłoby utknąć w takim miejscu, zdecydowanie wolała tego nie sprawdzać.