– Suknia idealna do sadzenia kwiatów? – zaśmiała się, ukrywając nawet na moment usta dłonią, choć nie dotknęła rękawiczką ich powierzchni. Oczywiście i ona sobie żartowała, nie wyobrażała sobie takiej kreacji na pracę w ogródku, byłoby to mocno niewygodne i poza tym szkoda by było sukienki. Ciągnęła ten absurd dla zabawy, nie dlatego, że wierzyła, że Christopher chciałby przygotowywać taką kolekcję, ostatecznie… wiedziała jakie ma preferencje.
– Test? Nie, nie, zupełnie nie – przyznała, nieco skonsternowana i zapatrzyła się na Chrisa kilkukrotnie mrugając oczami. I w końcu, gdy leciutko przekrzywiła głowę, dotarło do niej w pełni, jak to musiało wyglądać z boku, gdy nie siedziało się w jej głowie. Brzmiało co najmniej, jakby go właśnie przepytywała odnośnie potencjalnej randki i choć być może nie miałaby nic przeciwko, to przecież nie chciała go w ten sposób spłoszyć! Potrafiła być bardzo bezpośrednia, ale to nie był ten moment. – Przestraszyłam cię? – zapytała po chwili i uśmiechnęła się przepraszająco. – Nie taki był mój cel. To była… kontynuacja myśli o używaniu łopaty – skwitowała.
Drink był… smaczny. Nie za cierpki, nie za słodki, miał w sobie taką trudną do nazwania nutę, a już po kilku sekundach Victoria rozluźniła się wyraźnie i uśmiechnęła znacznie łagodniej. Była spokojna. Już nie emanowała tą złością, która mówiła wszem i wobec, że zaraz faktycznie jej zimne dłonie, których chłód przykrywała rękawiczkami, zacisną się na czyjejś szyi. Zresztą tego kogoś raczej tutaj nawet nie było – jakoś wątpiła, by Aidan miał ochotę bawić się na balu maskowym, to nie do końca były jego klimaty.
– Nie, nie ma tam takich miejsc… Chodzi o to, że mój kuzyn to straszny kretyn – odparła pogodnie. Pogodnie! – Wziął dziewczynę, właśnie taką z bardzo dobrego domu, na randkę do jakiejś budy o wątpliwych warunkach, a potem… potem opowiadał jej o swojej biegunce sprzed trzech lat – gdyby nie ten drink, to ta opowieść brzmiałaby zupełnie inaczej, więc chwała Matce, że to akurat na ten lawendowy trafiła dłoń panny Lestrange. Bo nawet się nie skrzywiła, choć na moment musiała zrobić krótką pauzę, by użyć właściwego słowa. – Oczywiście, żebyśmy nie mieli wątpliwości, słowo określające biegunkę zostało zastąpione przeze mnie, bo tam padło coś… bardziej obrazowego. To właśnie usłyszałam w łazience – dodała i upiła kolejnego łyka. Chris mógł się domyślać, o którego kuzyna mogło chodzić… Bo choć imię nie padło, to już dzisiaj przemknął im ten temat, bardzo mimochodem. – Nie uduszę go, ale czeka nas bardzo poważna rozmowa.