31.01.2026, 01:23 ✶
'Podsumuję to sumarycznie', a po schodach wejdę na górę i zejdę na dół - mruknął do siebie w myślach, powstrzymując chętne do wywrotu oczu.
- Albercie, poczekaj - pozwolił instrukcji okryć się wdzięcznością zapytania, gdy skrzypnięcie parkietu obwieściło niechybnie zbliżający się koniec pogawędki.
Płynnym ruchem wyciągnął z biurka papier pergaminowy o charakterystycznych wymiarach. Litery postawione na kartce były przede wszystkim zaskakująco staranne - ręka autora była pewna i wyćwiczona. Słowa i liczby zdobiły zabarwiony materiał; mimo chirurgicznej wręcz czystości, symbole wydawały się wręcz wypukłe, jakby pigment wciąż nie zasechł i miał zacząć spływać po chropowatej płaszczyźnie, z dłoni Malfoya, prosto do ust adresata. Z pozoru czarny atrament, zdawał się pulsować od podtonu brunatnej czerwieni - czy wybór barwy dla Departamentu Skarbu był celowy? Jak najbardziej, choć jego znaczenie było mniej poetyckie od wysysania krwi (ściągania podatków) czy też podpisywania cyrografów (dawania pożyczek), ot, taka barwa była o wiele widoczniejsza na kolorze papieru pergaminowego (krew również odznacza się w bieli śniegu). Elliott zdawał sobie sprawę, że Albert nie mógł pomylić czeku z niczym innym. Oczy, słowa, nawet zmarszczki na powoli przekwitającej twarzy Rookwooda - wszystko zdawało się pulsować od desperacji. Czy chodziło o tytoń, nadchodzący posiłek, pieniądze czy inne przyjemności jakie miały go dziś czekać - nieistotne. Łaknienie przejawiało się w niewielkich pajęczynkach zmarszczek, w czerwonych grawerowaniach białek oczu i kontrolowanym resztkami sił zniecierpliwieniu.
Podłoga skrzypnęła po raz drugi, zagłuszając wskazówkę zegara, gdy wyciągnął do mężczyzny dłoń ze wsuniętym pomiędzy palec wskazujący, a środkowy czekiem wypisanym na zdrową sumę.
- Dobre propozycje nie są tanie, swój czas również należy cenić. Liczę na równie owocną współpracę - uśmiech rozjaśnił oszronioną powagą twarz, wykwity rumieńców były jak podmuchy suchej, arktycznej, niedoświadczalnej na wyspach zimy. Niepokojący brak zmarszczek na twarzy trzydziestolatka; tafla zamarzniętego oceanu, kusząca stabilnością, aby wykonać krok.
Czy Elliott wypisał czek specjalnie dla Alberta, wiedząc, że ten zaproponuje mu współpracę, czy też miał go schowanego 'na zaś' - trudno było stwierdzić, a Malfoy, zapytany, zapewne nie rozjaśniłby sprawy ani trochę. Wątpił w pokłady zainteresowania Rookoowa tym szczegółem, może miał go zaskoczyć przy następnej rozmowie, kto wie?
- Albercie, poczekaj - pozwolił instrukcji okryć się wdzięcznością zapytania, gdy skrzypnięcie parkietu obwieściło niechybnie zbliżający się koniec pogawędki.
Płynnym ruchem wyciągnął z biurka papier pergaminowy o charakterystycznych wymiarach. Litery postawione na kartce były przede wszystkim zaskakująco staranne - ręka autora była pewna i wyćwiczona. Słowa i liczby zdobiły zabarwiony materiał; mimo chirurgicznej wręcz czystości, symbole wydawały się wręcz wypukłe, jakby pigment wciąż nie zasechł i miał zacząć spływać po chropowatej płaszczyźnie, z dłoni Malfoya, prosto do ust adresata. Z pozoru czarny atrament, zdawał się pulsować od podtonu brunatnej czerwieni - czy wybór barwy dla Departamentu Skarbu był celowy? Jak najbardziej, choć jego znaczenie było mniej poetyckie od wysysania krwi (ściągania podatków) czy też podpisywania cyrografów (dawania pożyczek), ot, taka barwa była o wiele widoczniejsza na kolorze papieru pergaminowego (krew również odznacza się w bieli śniegu). Elliott zdawał sobie sprawę, że Albert nie mógł pomylić czeku z niczym innym. Oczy, słowa, nawet zmarszczki na powoli przekwitającej twarzy Rookwooda - wszystko zdawało się pulsować od desperacji. Czy chodziło o tytoń, nadchodzący posiłek, pieniądze czy inne przyjemności jakie miały go dziś czekać - nieistotne. Łaknienie przejawiało się w niewielkich pajęczynkach zmarszczek, w czerwonych grawerowaniach białek oczu i kontrolowanym resztkami sił zniecierpliwieniu.
Podłoga skrzypnęła po raz drugi, zagłuszając wskazówkę zegara, gdy wyciągnął do mężczyzny dłoń ze wsuniętym pomiędzy palec wskazujący, a środkowy czekiem wypisanym na zdrową sumę.
- Dobre propozycje nie są tanie, swój czas również należy cenić. Liczę na równie owocną współpracę - uśmiech rozjaśnił oszronioną powagą twarz, wykwity rumieńców były jak podmuchy suchej, arktycznej, niedoświadczalnej na wyspach zimy. Niepokojący brak zmarszczek na twarzy trzydziestolatka; tafla zamarzniętego oceanu, kusząca stabilnością, aby wykonać krok.
Czy Elliott wypisał czek specjalnie dla Alberta, wiedząc, że ten zaproponuje mu współpracę, czy też miał go schowanego 'na zaś' - trudno było stwierdzić, a Malfoy, zapytany, zapewne nie rozjaśniłby sprawy ani trochę. Wątpił w pokłady zainteresowania Rookoowa tym szczegółem, może miał go zaskoczyć przy następnej rozmowie, kto wie?
Koniec sesji
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦